O filmie
O filmie
Siedemdziesięcioośmioletni Karol Fredricksen, emerytowany sprzedawca balonów, spełnia swe wielkie życiowe marzenie o przygodzie – za pomocą setek balonów przekształca swój dom w wielki pojazd powietrzny i odlatuje do Ameryki Południowej. Ale przypadkiem zabiera nieplanowanego pasażera, ośmioletniego skauta Russella, pełnego nieuzasadnionego optymizmu, lecz wyjątkowo niezręcznego. Razem przeżywają mnóstwo zaskakujących i niespodziewanych przygód...
Odlot, ale dokąd
Odlot, ale dokąd
Zaczynaliśmy pracę z obrazem domu unoszonego przez balony, co było znakiem ucieczki od świata. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że opowiadamy o tym, że świat to przede wszystkim nasze związki z innymi ludźmi. I tę prawdę nasz bohater Carl powoli odkrywa – opowiadał reżyser filmu, Pete Docter.
Jest to jubileuszowy, dziesiąty pełnometrażowy film wytwórni Pixar, gdzie powstały takie wielkie przeboje, jak "Toy Story", "Potwory i spółka" czy "WALL-E", a także pierwsza produkcja zrealizowana w technice trójwymiarowej. Naprawdę jestem zdania, że nieźle uczciliśmy naszą rocznicę – mówił John Lasseter, producent "Odlotu" i jedna z najważniejszych postaci w słynnej firmie. – Wydaje mi się, że to najzabawniejszy film, jaki stworzyliśmy. Myślę, że udało nam się powołać do życia bardzo oryginalnego bohatera, Carla. Ma on swoje lata i przemierza świat na skonstruowanej własnoręcznie latającej maszynie. A jednocześnie skrupulatnie przestrzega godziny spożywania obiadu – bez względu na wszystko je go o 15.30. Przekonuje się, że wielkimi przygodami są też wszelkie drobiazgi, jakie się nam przydarzają codziennie. Z kolei Russell to jedna z najbardziej przekonujących dziecięcych postaci, jakie stworzyliśmy. Moim zdaniem ta para po prostu rozświetla ekran.
Reżyserem filmu został Pete Docter. To człowiek, który niemal od początku znajduje się na pokładzie Pixara. Był trzecim animatorem zatrudnionym w firmie, w 1990 roku. Pracował nad "Toy Story", przygotowywał pierwszy szkic scenariusza "Toy Story 2", czterokrotnie zdobywał nominacje do Oscara, między innymi za najlepszy długometrażowy film animowany ("Potwory i spółka") oraz za oryginalny scenariusz ("WALL-E"). Ma zdecydowane poglądy na to, jakie powinno być kino. Uważam, że dobry film to taki, o którym nie przestajesz myśleć natychmiast po wyjściu z kina – tłumaczył. – I myślisz nie tylko przez jeden dzień, ale nawet przez cały rok. Trzeba starać się wzbudzić prawdziwe emocje, które by naprawdę ogarniały widzów, korespondowały z ich własnym życiem. Bohaterami mogą być potwory czy mrówki, ale ich doznania i uczucia po prostu muszą być prawdziwe.
Lasseter z kolei powracał do swojej ulubionej myśli Walta Disneya. Wraz z humorem przychodzi serce. Disney mawiał, że każdemu wybuchowi śmiechu powinna towarzyszyć łza. W pełni się z tym zgadzam i sądzę, że ta myśl nie straciła nic na aktualności. Dlatego sercem naszego filmu są relacje Carla z nieżyjącą już żoną, a potem jego znajomość z Russellem. Podkreślam, największą przygodą Carla nie jest niesamowita podróż, ale to, co go łączy z rodziną i przyjaciółmi.
Docter wspominał: Z upływem lat pisanie wcale nie staje się łatwiejsze. Niby człowiek jest doświadczony, ale opowieść, którą tworzysz, ciągle zastawia na ciebie nowe pułapki, niejako przekonuje cię, że wszystko jest w porządku, podczas gdy wcale nie jest. Jaka na to rada? Przeróbki, przeróbki i jeszcze raz przeróbki. Do końca nie wiemy wszystkiego, ale pozwalamy sobie na poszukiwania i pomyłki. Jak mawia nasz kolega Ed Catmull, kto nie popełnia błędów, nie ryzykuje. A kiedy nie ma ryzyka, to nie ma i sukcesów. Nie uważamy się za ekspertów – z każdym filmem uczymy się czegoś nowego.
Kiedy był małym chłopcem...
Kiedy był małym chłopcem...
Docter nie ukrywa, że często czerpie natchnienie ze swych wspomnień z dzieciństwa. Tak było w przypadku "Potworów i spółki", gdzie wykorzystał swe obawy z tamtego okresu, a zarazem fascynację potworami. O podobnym, mocno osobistym projekcie myślał już po ukończeniu tamtego filmu, w 2001 roku. Ale potem poświęcił się innymi zajęciom, między innymi wyczerpującej pracy przy "WALL-E". Wreszcie zaczął odbywać regularne spotkania z Bobem Petersonem, z których wyłonił się powoli pomysł na nowy film. Stopniowo pojawiła się idea, by głównym bohaterem uczynić postać nieco podobną do tej z wielu komiksów George Bootha z "New York Timesa". Mieliśmy też na myśli wspaniałych starych aktorów, jak Spencer Tracy czy Walter Matthau, którzy grali niemłodych i upartych, przeważnie mocno opryskliwych facetów, a jednak bardzo dali się lubić – mówił Docter. Na to wszystko nakładały się osobiste, całkiem współczesne doświadczenia i marzenia. Często, po wyjątkowym dniu pracy, fantazjowaliśmy z Bobem, jakby to było znaleźć się jako rozbitek na wyspie na Pacyfiku, z dala od zgiełku i problemów. Potem pojawiła się myśl, żeby wysłać w takie miejsce naszego zaawansowanego wiekiem bohatera. W końcu doszliśmy do wniosku, że ucieczka od świata spowoduje, że bohater do niego wróci.
Z kolei Peterson wspominał: To Pete po raz pierwszy zapisał na papierze pomysł o starym sprzedawcy balonów i latającym domu. Ale dopiero wtedy zaczęła się wielka burza mózgów. Byliśmy podekscytowani, bo główna postać w tym wieku nie występuje zbyt często, a jak już się pojawia, to bywa mało interesująca. A przecież ludzie z pokolenia Carla mają tyle intrygujących historii do opowiedzenia!
Ważnym źródłem inspiracji były dla Doctera postaci starszych ludzi, których spotkał w życiu, między innymi tych, z którymi miał styczność w studiach Disneya. Grupę doświadczonych weteranów animacji i pionierów, którzy towarzyszyli Disneyowi przez długie lata kariery, zwano "dziewięcioma starymi ludźmi". Lecz Docter inspirował się głównie sposobem bycia swego przyjaciela Joe Granta (1908–2005), którego nie zaliczano do tej elity, ale który pracował już w zespole "Królewny Śnieżki". Ten scenarzysta, animator i wybitny karykaturzysta pracował przy "Dumbo", potem przy "Królu Lwie" czy "Mulan". Niezwykłą wagę przywiązywał do jakości scenariuszy. Tuż przed śmiercią miał powiedzieć na jednej z konferencji w studiach Disneya: Teraz największym wyzwaniem jest ścisłe połączenie naszych pomysłów i technologii. Pamiętajmy, że obecnie jedyną rzeczą, jakiej za nas komputer nigdy nie zrobi, jest napisanie dobrej historii. Docter należy niewątpliwie do tej samej szkoły myślenia. Dobrze poznałem tego starego, mądrego człowieka w latach 90. Ilekroć przynosiliśmy mu nowy tekst do przeczytania, zawsze zadawał nam to samo pytanie: pomyśleliście, co publiczność zabierze z tego do domu? Co oznaczało, że najważniejsze są wiarygodne i wzbudzające emocje u widza postaci.
Docter nie wstydził się też przyznać, że cennym źródłem pomysłów były dla niego coroczne wakacje z żoną i dwójką dzieci. Zawsze spędzamy dwa tygodnie, podróżując po Parkach Narodowych i innych pięknych miejscach naszego kraju. To wielka rzecz oglądać świat, ale jeszcze większa być razem. Parę lat temu wyjechaliśmy do Europy. Zatrzymywaliśmy się w modnych hotelach, zwiedzaliśmy wspaniałe zamki. Ale ja najbardziej zapamiętałem pewien wieczór przy gorącej czekoladzie w Paryżu, gdy żartowałem z dzieciakami. Do dziś jest to najsilniejsze i najważniejsze wspomnienie.
Kto jest kim, czyli niezwykli bohaterowie
Kto jest kim, czyli niezwykli bohaterowie
Carl Fredricksen (głos: Ed Asner) – oschły na pozór i wielce zrzędliwy emerytowany sprzedawca balonów, który jest zmuszony opuścić swój dom, wybudowany razem z żoną Ellie. Nie zamierza jednak ulec naciskowi i sprzedać swej siedziby, chce nadal żyć po swojemu. Planuje wielki odlot w kierunku Południowej Ameryki, co obiecał jeszcze Ellie. Ale ma w swej niebezpiecznej podróży niespodziewanego i – powiedzmy szczerze – nieco irytującego towarzysza.
Russell (Jordan Nagai) – ośmioletni skaut, który też bardzo chciałby przeżyć przygodę. Należy do organizacji Junior Wilderness Explorer. Ma stale przy sobie bardzo bogaty zestaw biwakowy, pomagający przetrwać w dzikiej głuszy. Ale chłopiec nigdy nie opuszczał miasta. Cała jego wiedza pochodzi z książek oraz z biwaków, które urządzał sobie w salonie. Zdobył mnóstwo sprawności, ale czy rzeczywiście okażą się one przydatne podczas niebezpiecznej podróży, którą niespodziewanie ma odbyć?
Dug (Bob Peterson) – wielce sympatyczny kundel, żyjący w dzikich okolicach Paradise Falls, jako jeden ze stada psów polujących na ogromnego, rzadkiego ptaka-nielota. Jak i inne psy, jest wyposażony w specjalną obrożę tłumaczącą jego doznania na ludzki język. Dug nie jest zbyt bystry, ale ma złote serce i odstaje od reszty stada. Wysłany do dżungli ze specjalną misją, dostrzega poszukiwanego ptaka jako przewodnika Carla i Rusella. Wkrótce czeka go poważny konflikt lojalności.
Kevin – poszukiwany ptak, wspaniale upierzony i niezwykle zwinny. Ukrył się w Paradise Falls, a jego istnienie ma wielką naukową wartość. Los zetknie go z dwoma podróżnikami.
Stado – grupa specjalnie szkolonych psów, które służą Charlesowi Muntzowi do obsesyjnego poszukiwania słynnego ptaka. Zwierzęta zostały wyposażone w GPS-y oraz obroże tłumaczące ich sposoby komunikacji na ludzki język. Alpha (Bob Peterson) – to budzący respekt potężny czarny doberman, przywódca grupy, któremu nie jest łatwo się przeciwstawić. Beta (Delroy Lindo) – to potężny rottweiler, zastępca Alphy, równie groźny jak on, a Gamma (George Ranft) jest hałaśliwym buldogiem. Wydaje się, że nic nie zdoła powstrzymać tej groźnej kompanii od wypełnienia swej misji ... może z wyjątkiem wiewiórki.
Charles Muntz (Christopher Plummer) – słynny, powszechnie znany i poważany podróżnik i odkrywca, który zjeździł świat wzdłuż i wszerz, dokonał wielu odkryć, odnalazł wiele cennych zabytków kultury oraz nowych okazów fauny i flory. Ale gdy przywiózł z jednej z wypraw potężny szkielet ptaka, znaleziony w jaskini w Ameryce Południowej, spotkał się z zarzutami fałszerstwa. Postanowił więc za wszelką cenę udowodnić, jak bardzo mylą się niedowiarkowie.
Ellie (Elie Docter) – przyjaciółka Carla z dzieciństwa, która później została jego żoną. Jej dziecięcym marzeniem była podróż do Paradise Falls. Carl, już sam, po latach, postanowił je spełnić.
Tom (John Ratzenberger) – chce przekonać Carla, by sprzedał swój dom jego szefowi, potężnemu przedsiębiorcy budowlanemu. Ratzeneberger jest jedynym aktorem, który wystąpił we wszystkich dziesięciu długometrażowych filmach Pixara.
Przygoda jest daleko stąd
Przygoda jest daleko stąd
...to zawołanie Muntza, które niegdyś zachwycało Ellie i Carla. Filmowcy postanowili wykreować własny Zaginiony Świat. Scenograf Ralph Eggleston, który pracował chociażby przy "Gdzie jest Nemo" i "WALL-E", zasugerował twórcom filmu, by inspiracji szukali w dżunglach Wenezueli, Gujany i Brazylii. Ralph dał nam DVD z dokumentem na temat gór tepui (zwanych też mesas), czyli gór stołowych i już wiedziałem, gdzie ulokujemy akcję naszego filmu. To właśnie tam Arthur Conan Doyle umieścił akcję swej słynnej powieści "Zaginiony świat" z 1912 roku, o krainie pełnej prehistorycznych zwierząt. I wiedział, co robi! – entuzjazmował się Docter. – To miejsce spełniało dwa potrzebne nam, a niemal wykluczające się warunki: niecodzienna, bajkowa wręcz sceneria, a jednak realna i wiarygodna.
Ekipa postanowiła zobaczyć te trudno dostępne miejsca na własne oczy. Filmowcy dotarli na szczyt Roraima (2810 m n.p.m.) w Gujanie, jedynej góry tego typu nieźle dostępnej dla turystów i niestety już z tej racji nieco zdewastowanej. Można tam wspiąć się dzięki korzystnemu, naturalnemu ułożeniu skał. Porastająca je roślinność jest bardzo niestabilna. Wyczerpująca wspinaczka przypominała koszmar – wspominał Peterson. – Trwała ponad siedem godzin, a my wzięliśmy ze sobą zbyt dużo sprzętu. Gdy dotarliśmy na górę, zapadał już zmierzch. Ogarnęło nas takie zmęczenie, że ledwie byliśmy w stanie rozstawić namioty i przygotować ciepły posiłek. Niektórzy z ekipy płakali, i ze zmęczenia, i ze szczęścia, że to już koniec. Ale to, co zobaczyliśmy o świcie, było wielką nagrodą. Jestem przekonany, że nigdzie indziej na świecie nie ma tak niezwykłych skalnych form. Członkowie ekspedycji musieli stawić czoło zabójczym mrówkom (ich ukąszenie może zabić w 24 godziny), uciążliwym moskitom, skorpionom, jadowitym wężom i żabom.
Potem udali się do Kukenan, zwanym także Matawi Tepui. Te okolice miejscowi Indianie Pemon nazywają "miejscem zmarłych". To miejsce miało wygląd dużo bardziej surowy, skały były o wiele bardziej masywne – opowiadał scenograf filmu Ricky Nierva. – Spytałem naszego przewodnika, dokumentalistę Adriana Warrena, autora filmu "The Living Edens: The Lost World – Venezuela’s Ancient Tepuis", ilu ludzi tu przed nami było, może setki? Powiedział, że jego zdaniem można ich liczyć jedynie w dziesiątki.
Zespół odwiedził też Salto del Angel czyli Angel Falls (979 metrów) w Wenezueli, najwyżej położony wodospad na świecie, który zainspirował filmowe Paradise Falls. Filmowcy nakręcili we wszystkich tych miejscach wiele zdjęć, które stały się punktem wyjścia do dalszej pracy. Wykorzystali też mnóstwo profesjonalnych dokumentów oraz amatorskich filmów i zdjęć ukazujących skały i specyfikę tamtejszej flory.
Klasyczny minimalizm
Klasyczny minimalizm
W swych dotychczasowych utworach twórcy z Pixara próbowali różnych wizualnych stylów. Tym razem postawili na klasyczny minimalizm i nie ukrywali inspiracji dawnymi dokonaniami wytwórni Disneya. Zdecydowaliśmy się na odejście od wielu poprzednich poczynań Pixara – tłumaczył producent Jonas Rivera. – Chcieliśmy, żeby nowy film miał niepowtarzalny własny wyraz.
Moim żywiołem jest kaprys i karykatura, postanowiliśmy więc nawiązać do tradycji Disneya w tym względzie, chociażby do "Kopciuszka" i "Piotrusia Pana" – wyjaśniał Docter. – Proszę zwrócić uwagę, jak niziutki jest Carl, jak pękaty jest Russell. Technika komputerowa daje obecnie możliwość niezwykle dokładnego odwzorowania szczegółów. A my dążyliśmy do ich świadomego uproszczenia.
Rivera opowiadał o konsekwencjach takiego artystycznego wyboru. Nie staraliśmy się dokładnie studiować ludzkiej mimiki czy faktury ubrań, nic chcieliśmy bowiem imitować rzeczywistości; tym razem nie to było naszym celem. Natomiast pilnie analizowaliśmy prace George’a Bootha, Mary Blair i ilustracje książkowe Martina Provensena, a także ilustracje Hanka Ketchama do "Dennisa rozrabiaki". Nierva odgrywał kluczową rolę w tej ogromnej pracy. Na nasz użytek nazwaliśmy sposób podejścia do tematu "kompleksową prostotą" – mówił. – Chcieliśmy zrezygnować po prostu z wielu szczegółów, ale tak, żeby nie wyglądało to na drogę na skróty i taniochę. Nie mieliśmy zamiaru kręcić realistycznej opowiastki, świadomie karykaturowaliśmy postaci bohaterów, ale nigdy w ten sposób, by widz stracił z nimi emocjonalny związek. Na przykład plastyczny wyraz postaci Carla i Russella oparliśmy na motywie koła i kwadratu. Kwadrat symbolizował przeszłość, koło przyszłość. Carl utknął w przeszłości, zwłaszcza po śmierci Ellie. Natomiast Russell ma w sobie dziecięcy dynamizm i optymizm. Staraliśmy się dać temu wizualny wyraz.
Ważne dla dramaturgii filmu było wykorzystanie koloru, proste acz efektywne. "Odlot" zaczyna się od czarno-białej kroniki, potem nabiera barw w sekwencjach dotyczących dzieciństwa i młodości Ellie oraz Carla. Po jej śmierci barwy coraz bardziej blakną, wreszcie pojawia się Russell i nasycone kolory stopniowo powracają. A potem, z każdą nową pojawiającą się postacią, paleta barwna coraz bardziej się rozszerza.
Bohaterowie, jakich nie znaliście
Bohaterowie, jakich nie znaliście
W szczytowym okresie pracy nad filmem pracowało aż 70 animatorów. Jedną z ich głównych trosk było właściwe wcielenie w życie głównej idei Doctera – połączenie karykaturalnego wyglądu z subtelnym rysunkiem psychologicznym bohaterów. Tom Jordan, odpowiedzialny za tworzenie modeli, ubiorów, wyglądu i ruchu postaci wspominał, jak trudne było to zadanie. Jestem przekonany, że Carl jest najbardziej skomplikowaną postacią w dotychczasowych filmach Pixara. Animacja niesie wiele ograniczeń w przedstawieniu niuansów ludzkich ruchów i mimiki, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby starsze. Dlatego jest bardzo dobrze, gdy animatorzy uczestniczą aktywnie w ich kreowaniu już od wczesnych etapów produkcji. Tak stało się tym razem. Największym wyzwaniem było znalezienie równowagi pomiędzy świadomym uproszczeniem a elementami realizmu. Nie widzimy porów skóry Carla, nie ma on otworów w uszach. To się mogło udać tylko pod warunkiem dysponowania głosem, który celnie dopełniłby postać, uruchomił wyobraźnię widzów. Docter opowiadał, że najpierw sporządzono listę cech, jakie musiał mieć Carl. Jest zrzędliwy, szorstki, ale ma też bardziej miękką stronę osobowości. Wbrew pozorom troszczy się o innych. I jest zabawny. To było dla nas bardzo ważne. Nazwiskiem, które powracało w naszych dyskusjach o aktorze, który mógłby użyczyć Carlowi głosu, był Ed Asner. Tak, on był po prostu stworzony, by to zagrać!
Animator Scott Clark mówił: Kiedy Ed zgodził się na współpracę, wiele spraw bardzo się uprościło. Słysząc go, my, animatorzy, dostosowaliśmy nasze pomysły do jego interpretacji. John Lasseter dodawał: Kiedy usłyszycie Eda, nie będziecie mieć wątpliwości, że nie macie do czynienia z wygenerowaną komputerowo postacią, ale – by tak rzec – z bohaterem z krwi i kości.
Bardzo polubiłem Carla, bo ma on marzenia i nie pozwala otoczeniu, by je zniszczyło – komentował Asner. – Bardzo poruszający jest też sposób, w jaki stopniowo adoracja zmarłej żony zamienia się w uczucie do chłopca, który niespodziewanie pojawił się w jego życiu i który tak bardzo uczuć potrzebuje. Jest to też więc historia odrodzenia. Russell pomaga Carlowi wydobyć się z poczucia straty i z szorstkości, w jakiej się pogrążył. Uwielbiam pracę polegającą na grze głosem, wyrażanie nim wszelkich akcentów i niuansów charakteru postaci. Pete i jego chłopcy wymagali ode mnie wiele. Chcieli, bym każdą linijkę tekstu, każdy dialog zaprezentował w kilkunastu wersjach. Wierzyli, że jestem w stanie to zrobić. Więc robiłem. W dodatku, główna idea filmu była mi bardzo bliska – też uważam, że dwie samotne dusze są lepsze od jednej. Przełamywanie izolacji między ludźmi – to jest bardzo ważne, to nadaje życiu sens.
Postać Russella sprawiła filmowcom wiele trudności. Skrywa się on za ekwipunkiem skauta, w dodatku nie ma właściwie szyi. Trzeba było uczynić jego ruchy i mimikę wiarygodnymi, pomimo tych ograniczeń i utrudnień. Znowu więc rolę decydującą odegrał głos. Przesłuchano 450 chłopców z całego kraju. Nagai nie miał zamiaru brać udziału w przesłuchaniu, przyszedł z bratem, utalentowanym chłopakiem, który miał już na koncie występy w wielu reklamach. Rivera tak to wspominał: Z Bobem Petersonem usłyszeliśmy jego głos, gdy opowiadał o zajęciach judo i od razu wiedzieliśmy: mamy naszego Russella!
O czymkolwiek Jordan by nie mówił, sposób jego mówienia był pełen zaskakujących meandrów i było to niezwykle naturalne i zarazem zabawne – dopowiadał Docter. – Wykorzystaliśmy to do wzbogacenia postaci Russella.
Jordan tak puentował pracę debiutanta: Nie jest jeszcze aktorem, ale ma tę bezcenną naturalność i rodzaj ujmującej naiwności. Można powiedzieć, że robił jak najlepsze pomyłki. Dzieci będą czuć, że to prawdziwy dzieciak. Natomiast młody aktor uchylił rąbka tajemnicy, opowiadając, w jaki sposób reżyser potrafił wydobyć z niego autentyczność. Gdy miałem być podekscytowany czy rozeźlony i głośny, prosił, bym pobiegał trochę naokoło stolika, a potem mówił swe kwestie. To dobrze działało – wyznał.
Do roli Muntza, także bardzo złożonej, potrzebowano nie byle jakiego aktora. Docter podkreślał, że Muntz jest ważnym spoiwem fabuły – inspiruje Carla do marzeń, a z czasem staje się jego przeciwieństwem. Christopher jest aktorem o wyjątkowym instynkcie. Dawał nam dwie, trzy wersje każdego dialogu, odmienne, lecz równie doskonałe. Czasem mieliśmy naprawdę poważne trudności, którą wybrać – zachwycał się reżyser.
Postać, którą gram, to nie jest schematyczny czarny charakter. Ma wielką osobowość. Jestem fanem Pixara i także dlatego przyjąłem tę rolę. Ale także dlatego, że bardzo lubię pracować nad animacją, przypomina mi to moje początki w radiu – mówił aktor.
Twórcy wiele uwagi poświęcili postaci niezwykłego ptaka Kevina. Musiał być pełen godności i zarazem zabawny. Szczególną uwagę przywiązywano do piór – miały wyglądać tak pięknie i niezwykle, by widzowie mogli zrozumieć, dlaczego Muntz z taką pasją tropi go przez 50 lat. Ale jednocześnie miały wyglądać wiarygodnie. Inspirację czerpano między innymi z wyglądu upierzenia rzadkich gatunków ptaków zamieszkałych w Himalajach. W Pixarze eksperymentowano nad wieloma rodzajami włosów, ale piór jeszcze dotąd nie robiono. Problemem było zupełnie inne rozkładanie się refleksów świetlnych.
Peterson zdradził, że z kolei kluczem do postaci Duga była jego uczuciowość i prostoduszność. Jestem psem i kocham was – to było najważniejsze przesłanie. Dug ma nieco nadwagi, ale nie przejmuje się tym. Ważne też było, by Duga i innych członków stada nie uczłowieczyć – psy zachowują się tu jak psy, to obroże mówią za nie.
Balony, mnóstwo balonów
Balony, mnóstwo balonów
Jednym z największych technicznych wyzwań było stworzenie przekonującego obrazu balonów unoszących w górę dom Carla i umożliwiających mu napowietrzną żeglugę.
Tak opowiadał o tym Steve May, główny reżyser techniczny filmu: Nie jesteśmy rzecz jasna fizykami, ale jeden z naszych pracowników zrobił orientacyjną symulację i doszedł do wniosku, że coś takiego jak dom Carla mogłoby unieść w górę jakieś 20–30 milionów balonów. Na ekranie zobaczymy 10297 balonów w scenach lotu oraz aż 20662 w momencie unoszenia domu w górę. Dokonaliśmy szczegółowej symulacji, biorąc pod uwagę temperaturę powietrza i rozkład wiatrów, a także splatanie się linek. W dodatku, trzeba było precyzyjnie zgrać zachowanie się postaci oraz ich ubrań w tak ważnej scenie odlotu. Dwaj operatorzy zadbali natomiast o to, by film był inny niż typowa animacja komputerowa – sposobem kadrowania, jazdami kamery i wyrafinowanym rodzajem oświetlenia miał bowiem w wielu momentach przypominać aktorską fabułę.
Technologia 3D i muzyka
Technologia 3D i muzyka
Nowe wspaniałe kredki
Tak określił Docter wielkie techniczne możliwości, jakie dała technologia 3D. Opowiadał, że te nowe środki wyrazu pomogły doskonale podkreślić kontrast pomiędzy klaustrofobicznym wnętrzem domu Carla a ekspansywnością i zapierającą dech przestrzenią, z jaką mamy do czynienia, gdy akcja przenosi się do Ameryki Południowej. Bob Whitehill, który szefował zespołowi czuwającemu nad efektami trójwymiarowymi, podkreślał, że unikano mnożenia efektów dla samych efektów. Zawsze służą one scenariuszowi i charakterystyce bohaterów. Szło nam zwłaszcza o podkreślenie tego, jak Carl wydobywa się z izolacji, jak w dżungli pojawia się poczucie wyzwolenia i swobody – tłumaczył.
Niech grzmi orkiestra
Skomponowanie muzyki powierzono Michaelowi Giacchino, który zdobył wielką renomę, pracując przy filmach takich jak "Ratatuj" czy "Iniemamocni". Postanowiłem nie bać się emocji, taką lekcję odebrałem, oglądając klasyczne filmy Disneya i słuchając ich ścieżek dźwiękowych – wyznał kompozytor. Jednym z głównych tematów był utwór przypominający walca, związany z postacią Ellie, której obecność miała być wyczuwalna w całym filmie. Temat ten podlega licznym wariacjom, potężnieje, a na końcu przekształca się w motyw charakterystyczny dla filmu przygodowego. Twórca wyznał, że inspirował się muzyką z takich klasycznych filmów, jak "Piotruś Pan" i "W 80 dni dookoła świata". Nie bałem się uczuć i pięknych melodii. To lekcja, jaką odebrałem od dawnych mistrzów – podkreślał wielokrotnie.
O twórcach filmu
O twórcach filmu
Pete Docter (reżyseria i scenariusz)
Urodził się 10.08.1968 roku w Bloomington, stan Minnesota. Animacją zainteresował się już w wielu ośmiu lat. Studiował w California Institute of Arts. Pracował jako animator dla wytworni Disneya i innych (m.in. Bob Rogers and Comapny, Reelworks). W studiu Pixar zatrudniony w 1990 roku, początkowo był scenarzystą i reżyserem wielu produkowanych tam reklamówek, a następnie odniósł sukces jako jeden ze scenarzystów "Toy Story". Zdobył cztery nominacje do Oscara, a w 2002 roku nagrodę BAFTA oraz wiele innych wyróżnień.
Filmografia (jako reżyser):
1988 – Winter (kr.m.), 2001 – Potwory i spółka (Monsters, Inc., współreżyser z Davidem Silvermanem i Lee Unkrichem), 2002 – Mike’s New Car (kr.m, współreżyser z Rogerem Gouldem), 2009 – Odlot (Up, współreżyser z Bobem Petersonem)
Bob Peterson (reżyseria i scenariusz)
Urodził się w Wooster, stan Ohio, dorastał w Nowym Jorku. Animacją komputerową zainteresował się podczas studiowania inżynierii w Purdue University w Indianie. Następnie pracował dla firm Wavefront Technologies i Rezn8 Productions. W studiu Pixar od 1994 roku. Pracował jako autor layoutu, scenarzysta, aktor. Był nominowany do Oscara jako współscenarzysta "Gdzie jest Nemo" w 2004 roku.
Filmografia (jako reżyser):
2009 – Odlot (Up, współreżyser z Pete Docterem)