kinomaniak.plarrowFilmyarrowStarcie TytanówarrowRecenzje

Starcie Tytanów

Clash of the Titans

2010r.
Clash of the Titans (2010)
Rok:2010
Gatunek:DramatAkcjaThrillerKryminał
Czas trwania:106 minut
Produkcja:USA, Wielka Brytania
Studio:Warner Bros. Pictures
Dystrybutor:Warner Bros. Entertainment Polska
Oficialna strona internetowa:http://www.clash-of-the-titans.com
FilmRank: 399
Premiera : 09.04.2010 (Polska)
26.03.2010 (USA)
26.08.2010 (DVD/Blu-Ray)
Reżyseria:Louis Leterrier
Scenariusz:Travis Beacham , Phil Hay , Matt Manfredi
Społeczność o filmie Ocena: Dobry 3.3
225 głosów
8 osób lubi ten film

Perseusz (Sam Worthington), urodzony jako bóg, ale wychowany jak człowiek, nie jest w stanie uratować swojej rodziny przed Hadesem (Ralph Fiennes) - mściwym bogiem świata zmarłych. Nie mając nic do stracenia mężczyzna zgłasza się na ochotnika, by poprowadzić wyprawę do zakazanego świata Hadesa i pokonać go, zanim ten odbierze moc Zeusowi (Liam Neeson) i sprowadzi na ziemię chaos. Wraz z grupą śmiałych wojowników wyrusza w ryzykowną podróż, podczas której będzie walczyć z groźnymi demonami i strasznymi bestiami. Przeżyje tylko wtedy, jeśli uwierzy w swoją boską moc, przeciwstawi się swojemu przeznaczeniu i zacznie pisać swój własny los.

11.04.2012

Remake’i, remake’i, remake’i… Mógłbym sobie pozwolić na powtórzenie tego wyrazu jeszcze kilka razy, jednak jest to zupełnie niepotrzebne. Niepotrzebne też w wielu przypadkach są same remake’i bo zamiast nieść glorię niezapomnianym osiągnięciom w historii kinematografii przynoszą im ujmę i upokorzenie. W 1981 roku Desmond Davis stworzył swoje najwybitniejsze dzieło, które do annałów światowego kina wdarło się przebojem dzięki niezapomnianym, jak na tamte czasy, efektom specjalnym. Postęp technologiczny od tamtej pory rozwinął się jednak tak bardzo, że to co 30 lat temu było absolutnym mistrzostwem teraz nazywa się kiczowatą tandetą. I to właśnie stało się przyczyną tego, że włodarze Warner Bros. zaczęli myśleć o nowej wersji tego kultowego obrazu. Możliwości jakie obecnie posiada technika, dawały jasno do zrozumienia, że nowa wersja „Zmierzchu tytanów” będzie jednym wielkim fajerwerkiem technicznym, który zachwyci najbardziej wymagających amatorów efektów specjalnych. Ponadto do produkcji udało się zaangażować prawdziwą elitę aktorską w osobach Sama Worthingtona, Ralpha Fiennesa i Liama Nelsona. Sama zaś oryginalna historia była na tyle ciekawa, że aby zainteresować nią ludzi wcale nie trzeba było zbyt wiele przy niej majstrować. Czy wszystkie te elementy udało się spiąć w jedną wspólną całość Louisowi Leterrierowi i podobnie jak niegdyś Davisowi oczarować nimi cały świat? Zapraszam do lektury…Perseusz (Sam Worthington) jako niemowlę został znaleziony na morzu przez rybacką rodzinę. Widząc bezradność porzuconego chłopca głowa rodziny postanawia wychować ...

Szymon Mika Kinomaniak.pl

11.04.2012

Remake’i, remake’i, remake’i… Mógłbym sobie pozwolić na powtórzenie tego wyrazu jeszcze kilka razy, jednak jest to zupełnie niepotrzebne. Niepotrzebne też w wielu przypadkach są same remake’i bo zamiast nieść glorię niezapomnianym osiągnięciom w historii kinematografii przynoszą im ujmę i upokorzenie. W 1981 roku Desmond Davis stworzył swoje najwybitniejsze dzieło, które do annałów światowego kina wdarło się przebojem dzięki niezapomnianym, jak na tamte czasy, efektom specjalnym. Postęp technologiczny od tamtej pory rozwinął się jednak tak bardzo, że to co 30 lat temu było absolutnym mistrzostwem teraz nazywa się kiczowatą tandetą. I to właśnie stało się przyczyną tego, że włodarze Warner Bros. zaczęli myśleć o nowej wersji tego kultowego obrazu. Możliwości jakie obecnie posiada technika, dawały jasno do zrozumienia, że nowa wersja „Zmierzchu tytanów” będzie jednym wielkim fajerwerkiem technicznym, który zachwyci najbardziej wymagających amatorów efektów specjalnych. Ponadto do produkcji udało się zaangażować prawdziwą elitę aktorską w osobach Sama Worthingtona, Ralpha Fiennesa i Liama Nelsona. Sama zaś oryginalna historia była na tyle ciekawa, że aby zainteresować nią ludzi wcale nie trzeba było zbyt wiele przy niej majstrować. Czy wszystkie te elementy udało się spiąć w jedną wspólną całość Louisowi Leterrierowi i podobnie jak niegdyś Davisowi oczarować nimi cały świat? Zapraszam do lektury…

Perseusz (Sam Worthington) jako niemowlę został znaleziony na morzu przez rybacką rodzinę. Widząc bezradność porzuconego chłopca głowa rodziny postanawia wychować go jak własnego syna. Upływały kolejne lata. Perseusz wyrósł na prawdziwego mężczyznę, który przejął obowiązki przybranego ojca, gdy ten nie mógł już zapewnić pożywienia żonie i drugiemu dziecku. Niestety choć bardzo się starał, aby bliskim niczego nie brakowało nie był w stanie zrobić nic, gdy ich łódź został zaatakowany przez rozwścieczonego zachowaniem ludzi Hadesa (Ralph Fiennes). Śmierć poniosła cała jego rodzina, a on sam cudem uszedł z życiem. Nie mając nic do stracenia postanawia zemścić się na Władcy Podziemi i wraz z grupą śmiałków wyrusza w niezwykle niebezpieczną podróż, która ma uratować królestwo Argos i przy okazji umożliwić mu wyrównanie rachunków ze znienawidzonymi bogami.

Jak sami widzicie fabuła „Starcia tytanów” jest bardzo prosta i zbytnio nie rożni się od tej znanej z oryginału. Dlatego miłośnicy jakiś zawiłych i zaskakujących historii z pewnością nie będą mieli się czym tu zachwycać. Zresztą było niemal pewne, że obraz ten nie będzie niczym więcej jak tylko niezobowiązującą rozrywką dla mas, kiedy na stanowisku reżysera zdecydowano się obsadzić znanego z pierwszych dwóch części „Transportera” i „Incredible Hulka”, Louisa Leterriera. Twórca ten może i ma talent, jednak powiedzmy to sobie szczerze, wykorzystuje go tylko i wyłącznie do kina absolutnie komercyjnego, gdzie ogrom akcji całkowicie przytłacza fabułę.

I to właśnie naiwna i pozbawiona jakiegokolwiek sensu fabuła spada tu na widza niczym grom z jasnego nieba. To co całkiem sprawnie w oryginalnym obrazie przedstawiał nam Desmond Davis, tu ginie gdzieś w bitewnym chaosie i na siłę wrzucanych efektach specjalnych. Rozmach tej produkcji dosłownie przytłacza, lecz nie czyni tego pozytywnie jak na przykład „Transformers” Michaela Bay’a. Tu jeden trick komputerowy goni następny i tak przez całą projekcję. Ja rozumiem, że twórcy musieli stworzyć coś, co w 70% opiera się na efektach specjalnych, ale czy naprawdę trzeba było tego aż tyle, to już śmiem wątpić. Na domiar złego te wszystkie dodatki wizualne rażą straszną sztucznością. Efekty CGI zamiast wprowadzać nas w zachwyt, wywołują często uśmiech politowania. Wszystko to raczej przypomina gumowe makiety, które są poruszane za pomocą dobrze zsynchronizowanych statystów. Ja wybrałem się na ten film do kina i zdecydowałem się na seans w 3D, do którego obraz ten na szybko był konwertowany tuż przed premierą. Nie mam porównania jak to wszystko wygląda w tradycyjnym 2D. Może tam jest troszeczkę lepiej, choć szczerze w to wątpię. Sam twórca odciął się od decyzji konwersji, twierdząc że obraz ten od początku pomyślany był jako film normalny. Jednak szefowie Warnera nie zważali za bardzo na sprzeciw reżysera i w pośpiechu podrasowali wszystko do 3D. Według mnie był to spory błąd.

Całości nie ratują też aktorzy, którzy w tym chaosie po prostu się zgubili. Beznamiętny Sam Worthington i dosłownie komiczny Liam Nelson to największe rozczarowania jak dla mnie. Poniekąd aspekt ten ratuje znakomity Ralph Fiennes jednak w pojedynkę nie miał on szans udźwignąć tego wszystkiego i sprowadzić na jakąś lepszą drogę. Chyba największe zawód spotyka nas jednak ze strony będącego ostatnio na topie Sama Worthingtona. Nie wiem ile jest w tym wszystkim jego winy, a ile reżysera jednak przez dłuższą część seansu nie mogłem uwierzyć, że jest to ten sam gość, który tchnął życie w maszyny i błękitne stworzenia Pandorum. Miotający się niczym cień po planie bardziej przypomina debiutanta niż aktora zaprawionego w bojach wysokobudżetowych produkcji.

A czy znajdziemy tu jakieś plusy? W „Starciu tytanów” podobać może się z pewnością muzyka, choreografia, plenery i stroje. Twórcą ścieżki dźwiękowej jest urodzony w Niemczech Ramin Djawadi. Oczywiście nie jest to typowe dla tego kraju nazwisku i podejrzewam, że jego rodzinne korzenie sięgają Turcji. Takich też motywów możecie spodziewać się w tym obrazie, co w kontraście z egzotycznymi plenerami tworzy całkiem przyjemną dla ucha i oka całość. Film ten był realizowany w Walii (Dinorwic Slate Quarry – miejsce często wykorzystywane w produkcjach sci-fi i fantasy), w Wielkiej Brytanii i w Hiszpanii na Teneryfie. Zróżnicowanie krajobrazów jakie przyjdzie wam podziwiać jest więc bardzo duże, przez co staje się całkiem miłą odskocznią od beznamiętnych dialogów i niedopracowanych efektów specjalnych. Podobać może się też spora dbałość o szczegóły szczególnie te związane z rekwizytami i strojami. Odpowiedzialną za ten aspekt była zasłużona w tej dziedzinie kinematografii Lindy Hemming, na koncie której znajduje się już Oskar (Topsy-Turvy (1999)) i praca na planach takich produkcji jak „Batman – Początek”, „Mroczny Rycerz”, „Tomb Raider”, czy „Harry Potter i Komnata Tajemnic”. Czy coś jeszcze można pochwalić? Obawiam się, że nie…

Jak sami widzicie remake „Zmierzchu tytanów” niestety daleki jest od ideału. Owszem dzieło pana Louisa Leterriera jest gwarantem niezobowiązującej rozrywki na sobotni wieczór dla całej rodziny, ale podejrzewam, że w niedziele rano już mało kto będzie o nim pamiętał. Niestety na całym świecie sprzedał się on doskonale (wynik końcowy szacuje się na kwotę bliską $500 mln, budżet $125 mln) i włodarze Worner Bros. już na 2012 rok zapowiedzieli część drugą tego widowiska. Mnie osobiście wiadomość ta nie napawa optymizmem, choć nie ukrywam, że uwielbiam filmy oparte (nawet bardzo luźno) na mitologii. Najbardziej w tym wszystkim zawodzi fabuła, lub jak kto woli totalny jej brak. Nieokreślenie z góry pomysłu na prowadzenie akcji stworzyło jeden wielki chaos bitewny, którego przerywnikami jest obserwowanie całkowicie bezbarwnych kreacji aktorskich (wyjątek w osobie Ralpha Fiennesa) i wysłuchiwanie pompatycznych przemówień. A zatem, czy film ten może się komuś spodobać? Wydaje mi się, że jest to kwestia tego, czego w ogóle oczekujecie od kina. Jeżeli w filmach szukacie jakiś głębszych wartości to z pewnością nie, ale gdy chcecie się po prostu odprężyć po starciu z trudami szarej codzienności to kto wie, kto wie…


Szymon Mika Kinomaniak.pl

Budżet filmu: 125000000

Przychody z biletów w USA: $163,192,114

Przychody z biletów poza USA: $330,000,105

Przychody z biletów ogólnie: $493,192,219

Szczegółowe weekendowe dane finansowe:

DataPrzychód weekendPrzychód ogólny
2010
Lip 23-25 $34,992 $163,192,114
Lip 16-18 $84,260 $163,102,600
Lip 09-11 $115,116 $162,916,189
Lip 02-04 $164,383 $162,697,608
Cze 25-27 $248,414 $162,384,678
Cze 18-20 $329,183 $161,958,303
Cze 11-13 $122,207 $161,562,297
Cze 04-06 $221,284 $161,322,079
Maj 28-30 $365,731 $160,965,313
Maj 21-23 $1,231,396 $160,127,747
Maj 14-16 $2,503,251 $158,006,277
Maj 07-09 $5,855,368 $153,911,073
Kwi 30-02 $8,924,180 $145,563,557
Kwi 23-25 $15,385,491 $132,600,220
Kwi 16-18 $26,633,209 $110,226,524
Kwi 09-11 $61,235,105 $63,890,110

 Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 27 kwietnia 2009 roku.

 Film był kręcony w Surrey (Anglia, Wielka Brytania), Dinorwig Quarry i Newborough (Walia, Wielka Brytania), Etiopii i Islandii oraz na Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie, Hiszpania).

 Reżyser Louis Leterrier jest wielkim fanem "Starcia Tytanów", które oglądał jako dziecko.

 Początkowo reżyserem filmu miał być Stephen Norrington.

 Liam Neeson zdecydował się na rolę w filmie, ponieważ jego synowie są wielkimi fanami mitologii greckiej.