Bardzo podoba mi się równowaga, jaka została osiągnięta w tym filmie. Oboje muszą pokonać wiele przeciwieństw, aby mieć szansę na ewentualny związek. Na początku filmu stoją raczej po przeciwnych stronach barykady. A jednak myślę, że moja bohaterka zdaje...
Jennifer, czy to jedna z lżejszych ról, jakie przyszło ci grać ostatnio?
Tak, jeśli chodzi o osobowość mojej bohaterki. Podobał mi się jej charakter, entuzjazm, poświęcenie, jej niezachwiane zaangażowanie w pracę i w starania o osiągnięcie czegoś dobrego. Spodobała mi się także jej radość i umiłowanie życia oraz nowych doświadczeń i przygód.
Czy Twoja znajoma dziennikarka udzieliła ci jakiś konkretnych wskazówek na temat tego, co znaczy obracać się w świecie "wojennych diamentów"?
Była niezwykle pomocna. Spotkałam się z wieloma kobietami, które odwiedziły Sierra Leone w tamtym czasie, pisząc reportaże, które - tak się złożyło - dotyczyły właśnie "wojennych diamentów". Uzyskałam od nich wszelkie możliwe informacje. Część z nich dotyczyła błahych spraw, takich jak na przykład rodzaj notatników, które używały, jakie nosiły buty, w jakim towarzystwie przebywały i inne praktyczne, codzienne rzeczy, które pomogły mi zadecydować, jak będzie wyglądała moja bohaterka. Znajoma pomogła mi także, opowiadając o tym, co widziała i jak radziła sobie z tym, że widziała bardzo wiele, a miała niezwykle ograniczone możliwości udzielenia pomocy tamtym ludziom.
Czy zostało coś w tobie z tego filmu?
Zostały we mnie te wszystkie informacje, które nie dają mi spokoju. Moim zdaniem, ten film robi wiele dobrego, wyraźnie pokazując to, co naprawdę się wydarzyło. Widzowie mają świetną okazję się zobaczyć, co się działo. Film odzwierciedla sporą część z tego, co usłyszałam od tych dziennikarek i o czym sporo sama czytałam. To, co się tam wydarzyło to jedna z wielkich tragedii naszych czasów.
Jennifer, czy uważasz, że w tej bohaterce jest więcej radości życia niż w twoich dotychczasowych rolach?
Bardzo się cieszyłam, że mogłam przyczynić się do powstania tego filmu. Myślę, że moja bohaterka ma bardzo pozytywne usposobienie i wizję dobrej kariery dla siebie i swojej rodziny. Świetnie się bawiłam, grając kobietę, która chce zdobyć tyle nowych doświadczeń, ile to tylko możliwe, nauczyć się jak najwięcej i zrobić tyle dobrego, ile tylko jest w stanie. To było dla mnie fascynujące przeżycie.
Czy uważasz, że między twoją postacią a bohaterem, którego gra Leo, Dannym Archerem, nawiązał się jakiś romans?
Bardzo podoba mi się równowaga, jaka została osiągnięta w tym filmie. Oboje muszą pokonać wiele przeciwieństw, aby mieć szansę na ewentualny związek. Na początku filmu stoją raczej po przeciwnych stronach barykady. A jednak myślę, że moja bohaterka zdaje sobie sprawę z tego, że są to ciężkie czasy i niezwykle trudne sytuacje, a więc nikt nie jest całkiem dobry ani do cna zły. Myślę, że ona widzi wszystko na tyle wyraźnie, aby to zrozumieć. Dostrzega dobro w Archerze. Moim zdaniem, nic dziwnego nie ma w tym, że w pewnym momencie zaczynają podobać się sobie nawzajem, są sobą zainteresowani, mają dla siebie szacunek, choć na początku wydawali się do siebie zupełnie nie pasować. A jednak nic nie jest takie oczywiste. Mogło się to przekształcić w coś naprawdę poważnego, ale w innych okolicznościach, gdyby mogli spędzić ze sobą więcej czasu.
Jennifer, co znaczyło dla ciebie zdobycie Oscara? Czy zmieniło to twoje życie?
Och, był to dla mnie wielki zaszczyt i cudowne doświadczenie. To nagroda za film, nad którym pracowałam z wielką radością, gdzie znalazłam wspaniałych przyjaciół i spotkałam swojego obecnego męża, więc ogólnie było to dla mnie wspaniałe przeżycie. Oscar był dla mnie jakby wisienką na torcie - nagrodą za cudowne przeżycie.
Czy zmieniło to twoje życie?
Bez dwóch zdań. To ogromny zaszczyt, naprawdę. Ogromny zaszczyt i komplement. Zawsze uwielbiałam grać w filmach, a ta nagroda w cudowny sposób to podkreśla. Jeśli ludziom podobają się moje filmy i dobrze się na nich bawią, to wspaniale - o to właśnie chodzi.
Czy kiedykolwiek miałaś jakąś przygodę z diamentami? Jak ten film zmienił cię jako człowieka?
Cóż, noszę teraz diamentowe kolczyki, które kupiłam w sklepie Bulgary. Poszukiwałam sprzedawców, którzy umieliby udowodnić, że ich diamenty nie mają związku z żadnym konfliktem. Nie wydaje mi się, aby film sugerował bojkotowanie afrykańskich diamentów, ponieważ taki bojkot pociągnąłby też za sobą konsekwencje związane z prawami człowieka. Natomiast dla siebie wyniosłam z filmu pragnienie, aby stać się bardziej etyczną konsumentką. Przeprowadziłam swoje badania, przyjrzałam się tej sprawie i dowiedziałam się, że są firmy, takie jak Bulgary czy Tiffany, które starają się być w porządku i zachowywać się odpowiedzialnie. Wystawiają one certyfikaty poświadczające, że ich diamenty nie są "wojennymi diamentami", i oferują swoim klientom materiały informacyjne.
Jennifer, czy Maddy angażuje się w swoje reportaże, czy tylko zdaje relacje, zachowując dystans?
Myślę, że na tym polega konflikt, z którym zmaga się w filmie. Widać to w scenie w szkolnej klasie, kiedy zastanawia się, czy nie żeruje na czyjejś rozpaczy. Obejrzałam naprawdę znakomity reportaż pod tytułem War Photographer, o Jamesie Nachtweyu, w którym poruszono ten sam problem. Dużo nad tym myślałam i sądzę, że moja bohaterka też długo się nad tym zastanawiała. Moim zdaniem, to było połączenie różnych rzeczy. Wydaje mi się, że ona jest kobietą, która co jakiś czas wykonuje jakieś małe gesty tu i tam, ale ciągle ma przed oczami fakt, że to są cele długoterminowe i zachowuje nadzieję, że jeśli pozostanie wierna swojej pracy, to ostatecznie będzie w stanie dokonać jakiejś zmiany i stać się pozytywną siłą. Myślę, że podobnie jak dla wielu ludzi w podobnych sytuacjach było to dla niej bardzo trudne.
Kiedy scenariusz po raz pierwszy trafił do Twoich rąk, czy był taki moment, że powiedziałaś sobie "muszę zrobić ten film"?
Pomyślałam sobie, że to bardzo wyrazisty scenariusz, bardzo mocna historia i poczułam, że powstanie z tego bardzo poruszający i pasjonujący film. Doszłam do wniosku, że to fantastyczny pomysł, aby nakręcić dobry, solidny dramat przygodowy, który jednocześnie stawia pytania i porusza istotne, nadal aktualne kwestie.
Z jakim największym wyzwaniem przyszło ci się zmierzyć podczas realizacji tego filmu?
Muszę powiedzieć, że świetnie się bawiłam przy kręceniu zdjęć do filmu. Wspaniale spędziłam czas. Zewnętrznie nie miałam więc większych przeszkód do pokonania. Obsada była znakomita. Z Djimonem i Leo współpracowało mi się fantastycznie. Praca z Edem to czysta radość. Z przyjemnością odwiedziłam Mozambik i RPA. Wszystko szło więc jak po maśle. Myślę, że największym wyzwaniem jestem dla siebie ja sama i moje przekonanie, że zawsze mogę dać z siebie więcej i więcej. Męczyło mnie właśnie to i te niekończące się godziny spędzone na moje własne życzenie na rozważaniu i zastanawianiu się przy podejmowaniu decyzji dotyczących mojej bohaterki.
Czy miałaś możliwość zabrania swoich dzieci na plan?
Tak. Mój młodszy syn, Stellan, był tam ze mną przez cały czas, a starszy, Kai, który skończył 9 lat, z powodu swoich towarzyskich zobowiązań i obowiązków szkolnych przyjechał w trakcie zdjęć na około 5-6 tygodni. Wyglądało to tak, że miesiąc spędzał w domu, miesiąc z nami, a potem znowu wracał do domu, do swojego taty.
Co oni wynieśli z tych doświadczeń?
To było dla nich coś fantastycznego. Po pierwsze, w czasie wolnym podróżowaliśmy po okolicy. Wybraliśmy się na safari. Pojechaliśmy do Botswany. Dla chłopców spotkanie oko w oko z dzikimi zwierzętami i naturą było niesamowitym przeżyciem. Poza tym, szczególnie dla mojego starszego syna, niezwykła była podróż przez miasteczka Kilesha i Google i obserwowanie tego wszystkiego. Kai poszedł też ze mną do niektórych szkół, które odwiedzaliśmy. Mógł obejrzeć klasy w szkołach w Mozambiku i w Maputo i zobaczyć, czego dzieciom brakowało. To było dla niego bardzo pouczające. Bardzo się cieszyłam, że mógł to zrobić. Myślę, że to, co zobaczył, głęboko go poruszyło.
Patrząc na to, jak rozwijała się relacja twojej bohaterki i bohatera Leo, czy czułaś, że swoim spojrzeniem możesz osiągnąć więcej niż w każdy inny sposób?
Pewnie tak. Jeśli chodzi ci o chemię, która wytworzyła się między nami, to najpewniej jest to dowód na to, jak świetnie nam się razem pracowało. Jak już mówiłam, mam dla Leo ogromny szacunek i bardzo mi się podoba sposób, w jaki pracuje. Zauważyłam, że jako aktor jest naprawdę bardzo szlachetny; w tym, jak podchodzi do swojej pracy, nie ma odrobiny egoizmu. Interesuje go opowiadanie historii, stara się być wsparciem dla pozostałych aktorów. Dlatego czerpałam dużą przyjemność z omawiania z nim scen i wspólnej pracy nad nimi. Bardzo podoba mi się równowaga, jaką udało nam się osiągnąć. Uważam, że wypadło to realistycznie i bez straty dla którejkolwiek z dwojga bohaterów. Oboje byli wewnętrznie silni, ale to bardzo ludzkie i zrozumiałe, że ciągnęło ich do siebie nawzajem. Bardzo przyjemnie było mi pracować wraz z Leo nad odnalezieniem tej równowagi.