Spędziłem dużo czasu, przesiadując przy piwie z ludźmi stamtąd, przysłuchiwałem się ich opowieściom, spotkałem też wielu żołnierzy z armii RPA. Zaprzyjaźniłem się również z Tomem Duffem, który był naszym ekspertem militarnym. Po prostu się im...
Co wiedziałeś wcześniej o problemie "wojennych diamentów" i jak dużo dowiedziałeś się o nim podczas realizacji filmu?
Myślę, że nie różniłem się w tej kwestii od innych ludzi. Co nieco obiło mi się o uszy. Jednak dopóki nie przeczytałem scenariusza i nie zacząłem swoich własnych badań, nie rozumiałem w pełni ogromnego wpływu, jaki ten problem wywierał na Sierra Leone i inne miejsca w Afryce. Znałem na przykład piosenkę Kanye Westa. Słyszałem też wzmianki o tym problemie w rozmowach, ale tak naprawdę dowiedziałem się, o co chodzi i co się tam faktycznie wydarzyło, dopiero gdy znalazłem się w Afryce, usłyszałem opowieści świadków, gdy zacząłem czytać książki i zagłębiać się w ten temat.
Leonardo, dlaczego zdecydowałeś się zagrać w tym filmie? Czy z powodu jego społecznego przesłania?
Najpierw muszę powiedzieć coś o scenariuszu. To był tak wyrazisty bohater, tak mocna fabuła. Na to zwraca się uwagę na samym początku. Sam nie szukałem filmów ze społecznym lub politycznym przesłaniem, w których mógłbym zagrać dla samej roli. To musiał być film na dobrym poziomie, taki, który potrafi przekazać swoje przesłanie, ale publiczność nie czuje się na nim jak na kazaniu. Poczułem, że w tym scenariuszu naprawdę udało się to osiągnąć. Dla mnie osobiście ten film prezentuje problem wagi globalnej - problem społecznej odpowiedzialności w biznesie. Z pewnością na przykładzie Afryki najlepiej widać jego skalę - złoto, miedź i wszystkie inne bogactwa naturalne... A w tym filmie mamy właśnie do czynienia z bohaterem, który zaliczał się do ludzi wykorzystujących tych, którym gorzej się wiedzie, ludzi handlujących na czarnym rynku, niezbyt świadomych otaczającego świata. Dostrzegłem, że to niezwykle wyrazista postać. Poczułem też napięcie pomiędzy moim bohaterem a tym granym przez Djimona Hounsou. Moja opinia opierała się na wcześniejszej wersji scenariusza, a to dopiero Ed Zwick i Marshall [Herskovitz] zapoznali się z tematem handlu diamentami i włączyli kwestie polityczne do fabuły filmu. Zrobili to w sposób, w którym - moim zdaniem - nie ma nic z pouczania, wnosi on za to wiele autentyczności. Oczywiście, to zawsze wielka sprawa nakręcić film, który zapewnia rozrywkę, ale przy okazji niesie ze sobą określone polityczne lub społeczne przesłanie. Moim zdaniem, ten film właśnie do tej kategorii się zalicza.
Czy odniosłeś wrażenie, że ten film jest dla ciebie przejściem do dorosłego aktorstwa?
Jeśli chodzi o kwestię dorosłości, cóż mogę powiedzieć? Muszę przyznać, że nigdy o tym nie myślałem. Podczas całej mojej dotychczasowej kariery nie zdarzyło mi się wybrać roli dlatego, że wyglądałbym w niej bardziej męsko. Nawet w przypadku ról, takich jak ta z filmu Złap mnie, jeśli potrafisz, byłem 8 czy nawet 10 lat starszy od swojego bohatera. To była interesująca postać i wiedziałem, że jestem w stanie zagrać właśnie takiego bohatera, może nawet mam na to jedną z ostatnich szans. Myślę, że te sprawy są tak nieuchwytne, że nigdy nie można mieć nad nimi kontroli. Powtarzam to do znudzenia, ale to prawda. Mogę kręcić filmy i prezentować je widzom na całym świecie, ale nigdy nie będę miał pewności, jak ludzie zareagują na mojego bohatera czy na temat filmu. Zdarzały mi się już nie raz sytuacje, w których myślałem, że film będzie odebrany w taki a taki sposób, a na moją rolę ludzie będą patrzeć tak, a nie inaczej, podczas gdy okazywało się być zupełnie odwrotnie. Filmy, w których gram, trafiają do kin, a wtedy to wy rozkładacie je na części pierwsze.
Jak udało ci się podchwycić południowoafrykański akcent?
Spędziłem dużo czasu, przesiadując przy piwie z ludźmi stamtąd, przysłuchiwałem się ich opowieściom, spotkałem też wielu żołnierzy z armii RPA. Zaprzyjaźniłem się również z Tomem Duffem, który był naszym ekspertem militarnym. Po prostu się im przysłuchiwałem. Naturalnie miałem też trenera akcentu i on udzielał mi wskazówek podczas zdjęć. Rozmawialiśmy z ludźmi, słuchaliśmy ich opowiadań, prosiliśmy, żeby powtarzali w kółko pewne zdania. Tak to wygląda. Postanowiłem wybrać się do Afryki wcześniej, ponieważ cały ten region był mi kompletnie nieznany. Nigdy wcześniej nie odwiedziłem Afryki, nie wspominając już nawet o rozmowach z białymi mieszkańcami RPA i przysłuchiwaniu się ich opowieściom i akcentom. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym filmie, wszystko to było dla mnie całkowicie obce. Zdecydowałem więc, że muszę tam pojechać.
Leo, czego nauczyło cię to doświadczenie?
Cóż, tak jak już wspominałem, przyszło mi grać bohatera, który czerpał korzyści z otaczającej go biedy, wykorzystywał swój kontynent. Jako aktorowi było mi niezręcznie odgrywać taką rolę, będąc wśród afrykańskich członków ekipy, w miejscach takich jak Mozambik, gdzie bieda osiąga przerażające rozmiary. Wprawdzie Mozambik jako państwo przechodzi obecnie coś w rodzaju gospodarczego przebudzenia. Jednak nadal 4 na 10 mieszkańców tego kraju najprawdopodobniej jest zarażonych HIV lub choruje na AIDS. Ludzie żyją tam w fatalnych warunkach. Mimo wszystko jednak po czasie spędzonym w Afryce pozostała we mnie - i nie chcę, żeby to zostało odebrane jako banał - świadomość potęgi ludzkiego ducha. Ci ludzie przeszli przez tak wiele, przeżyli 30-letnią wojnę domową, zmagają się z nędzą, ale mimo to dosłownie tańczą na ulicach. Radość, energia i pogoda ducha, którymi obdarzają każdego napotkanego człowieka, to coś naprawdę niebywałego. To wszystko sprawiło, że gdy wróciłem do domu, nie miałem ochoty słuchać narzekań innych ludzi. Nie chciałem słuchać o tym, z czym my, Amerykanie, mamy problemy, po sześciu miesiącach spędzonych w miejscu, w którym ludzie muszą się zmagać z niesamowitymi rzeczami, a mimo to potrafią zachować pełne optymizmu podejście do życia. Dlatego właśnie nie mam już ochoty słuchać o problemach Amerykanów.
Nad czym jeszcze pracowałeś oprócz dialektu?
Mieliśmy dużo szkolenia wojskowego. W ekipie byli świetni kaskaderzy. Razem z wieloma byłymi żołnierzami z armii RPA uczestniczyliśmy w ćwiczeniach wojskowych, takich jak poszukiwanie i tropienie w buszu, uczyliśmy się na czym polega tropienie w takich warunkach. Żeby zdobyć takie wyszkolenie wojskowe, trzeba naprawdę dużego wysiłku, ponieważ ci żołnierze należą do najlepiej wyszkolonych na świecie, jeśli chodzi o tropienie i umiejętności przeżycia w buszu. Nie spędziłem z nimi w buszu tygodnia ani nawet całego dnia, ale chodziło tu o odbycie tych ćwiczeń wraz z nimi i - jak już mówiłem - polegało to w dużej mierze na przebywaniu w ich towarzystwie i słuchaniu ich opowieści. Nie można dowiedzieć się wszystkiego z książek - musisz porozmawiać z prawdziwymi ludźmi i zapytać ich o to, co dotyczy twojego bohatera i ma na niego wpływ. W przeciwnym wypadku możesz długo przeszukiwać setki książek w poszukiwaniu dokładnej odpowiedzi. Tym, co naprawdę urzekło mnie w Afryce, było niezwykłe piękno natury. Odwiedziłem kilka naprawdę przepięknych miejsc. Co drugi weekend dostawaliśmy dzień lub dwa wolnego i ruszaliśmy na safari lub zobaczyć afrykańskie cuda przyrody. Jeśli tylko nadarzy się okazja, każdy powinien to zrobić w ciągu swojego życia.
Leo, jak wspominasz kręcenie scen z Djimonem?
Ten bohater jest naprawdę sercem i duszą tego filmu - opowieści o ojcu poszukującym swojego syna. I właśnie Djimon wcielił się w tę postać. Kwestie, które wypowiada, są elektryzujące, podobnie jak moc, z jaką odgrywa swoją rolę. Cóż mogę powiedzieć? Obaj byliśmy w pewnym sensie osamotnieni na planie. Byłem ja, był on i żaden inny aktor nie mógłby zagrać tej roli na takim poziomie. Tak, Djimon jest niezwykły w tym filmie, a moc i energia, jaką widać w jego aktorstwie, sprawiały, że każdego dnia rywalizowaliśmy ze sobą. On jest naprawdę znakomitym aktorem.
Leo, kiedy ostatnio kupiłeś prawdziwy diament? Czy ten film zmienił twoje podejście do tych klejnotów?
Hmm... Cóż, nie pamiętam, kiedy był ten ostatni raz. Przedmioty tego typu kupowałem wyłącznie dla mojej mamy, a ona od pewnego czasu nie prosiła mnie o nie. Nie znaczy to jednak, że ludzie nie powinni kupować diamentów. Powiem, co wyniknęło z moich rozmów z członkami organizacji Global Witness i Amnesty International. Idź do sklepu, gdzie zwykle kupujesz diamenty. Poproś o certyfikat, o jakieś zaświadczenie, że te klejnoty nie są "wojennymi diamentami". Jako konsument musisz sam osądzić, czy możesz przyznać: "Wierzę, że mówicie prawdę i widzę dokumentację. Przekonaliście mnie, że ten klejnot nie jest "wojennym diamentem"". To główny sposób na powstrzymanie tego procesu.
Czy to znaczy, że będziesz nadal kupował diamenty?
Czy tak będzie? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Pewnie nie, ale to wcale nie znaczy, że inni konsumenci nie powinni tego robić. Powinni po prostu podejmować rozsądne decyzje i zadawać właściwe pytania. Ponieważ w ostatecznym rozrachunku diamenty są dla Afryki źródłem stabilizacji gospodarczej. Trzeba natomiast namierzyć "wojenne diamenty", których używano do finansowania watażków, co spowodowało cierpienia ludzi w Afryce. Wszystko to ma na celu powstrzymanie właśnie tego typu diamentów.
Czy weszło ci już w krew, żeby odgrywać tych bohaterów z takim niesamowitym poświęceniem i wznosić się na ciągle wyższy poziom?
Przyznam szczerze, że to wynika z faktu, że jestem miłośnikiem tej formy sztuki - filmu. Tak właśnie jest. Uważam, że to niezwykła forma współczesnej sztuki. Kino ma już 100 lat, ale nadal jest tu tyle do osiągnięcia, a ja osobiście jestem miłośnikiem filmów. Jest coś niezwykłego w oglądaniu filmów, które zostały na zawsze wypalone na taśmie z celuloidu. Stały się przez to częścią historii. Oglądasz te filmy jako miłośnik klasycznego kina, a potem będą je też oglądać twoje dzieci. Aby powstał wielki film, który przetrwa próbę czasu i będzie zapamiętany, a nie okaże się klapą, musi zajść kombinacja wielu różnych elementów. Jednym z nich jest zaangażowanie aktorów w swoje role. Nie zawsze ma to miejsce. W przeszłości było już wiele wielkich ról w filmach, które nie zasłużyły na miano wielkich. Jednak jeśli uda ci się złożyć tę kombinację i trafić do niezapomnianego filmu, to moim zdaniem stajesz się częścią dzieła sztuki, które będzie trwało wiecznie. A więc stąd to właśnie wynika.
Czy kino nadal może zmieniać myślenie ludzi? Czy może prezentując jakiś problem, nie ma co liczyć, że coś się zmieni?
Nie uważam, żeby nie można było na to liczyć. Myślę, że drzemie tu ogromny potencjał. Z pewnością tak jest w przypadku filmów dokumentalnych. Wystarczy spojrzeć na filmy typu Fahrenheit 9/11 albo wiele innych reportaży, które przyczyniły się do zmiany klimatu politycznego. Moim zdaniem, takie filmy mają tu do odegrania bardzo ważną rolę, rolę kluczową. Myślę, że ten film jest taką niecodzienną kombinacją, dzięki której można wciągnąć widzów w zajmującą historię, a przy okazji przekazać im polityczne przesłanie, ale w sposób nienarzucający się. Oni przyjmą ten społeczny przekaz tak czy inaczej. Zwykle te dwie rzeczy się wykluczają. Tym razem jednak myślę, że jest to jedna z tych rzadkich okazji, kiedy można będzie wpłynąć na ludzi, jednocześnie zapewniając im rozrywkę. Pragnąłem nakręcić film, taki jak 11th Hour, od wielu, wielu lat. Odkąd tylko zaangażowałem się w ochronę środowiska naturalnego, pragnąłem stworzyć reportaż, który porusza wszystkie ważne tematy z tej dziedziny, przedstawia opinie największych ekspertów. Kiedy widzę wypowiedzi ludzi w mediach na temat ruchu ochrony środowiska, uderza mnie to, że jedna osoba reprezentuje wtedy pewną mniejszość. W skład tej mniejszości wchodzi pięć procent najwspanialszych umysłów świata, największych naukowców i laureatów Nagrody Nobla. Natomiast po drugiej stronie stołu siedzi reprezentant pozostałych 95% naukowców. Jednak kiedy razem pojawiają się w wiadomościach i rozmawiają na przykład na temat efektu cieplarnianego, to nagle dyskusja przeradza się w kłótnię. Proporcje się wyrównują, chociaż w rzeczywistości nie są równe. Pomysł jest więc taki, żeby dać tym ludziom okazję do poruszania tematów związanych z ochroną środowiska, ale już bez kłótni. Czy rozumiesz, co mam na myśli? Jesteśmy ponad to. Chcę tu też na pewno wspomnieć o filmie An Inconvenient Truth. Jako członek ruchu ochrony środowiska nie widziałem jeszcze filmu, który by tak upowszechnił temat efektu cieplarnianego. Ten film naprawdę naświetlił ten problem. To właśnie przykład zmian wywołanych przez filmy. Teraz mówi się o tym wszędzie. Nie ma pokolenia, któremu ten temat nie byłby znany.