kinomaniak.plarrowOsobyarrowJennifer AnistonarrowWywiady

Jennifer Aniston

Jennifer Aniston

Występuje jako: Jennifer Aniston Pitt
Znak zodiaku:Wodnik
Data urodzenia:11.02.1969
Miejsce urodzenia:Sherman Oaks, Kalifornia, USA
Starrank:95
Wzrost:163
Małżonek:Brad Pitt (29 lipca 2000 - 2 października 2005) (rozwiedziona)

Jennifer Aniston i Shirley MacLaine o filmie "Z ust do ust"

Czytam mnóstwo scenariuszy komedii romantycznych i zazwyczaj są one pozbawione wyobraźni. Dziewczyna próbuje zdobyć faceta. Wynajmuje fałszywego narzeczonego, by oszukać prawdziwego, a tu fabuła opiera się na czymś rzeczywistym, co mi się bardzo... - Dziennikarz: Jennifer, opowiedz o obawach swojej bohaterki.

- Jennifer Aniston: Moim zdaniem Sarah boi się zaangażowania. To chyba jedna z głównych jej obaw.

- Dziennikarz: Co podobało ci się w tej roli?

- Jennifer Aniston: Podobała mi się obsada i ekipa. Szczerze mówiąc, nie zawsze fajnie jest grać zagubioną i przestraszoną, szczególnie gdy samemu się przeszło taki okres w życiu. Ale w tym przypadku lubiłam chodzić do pracy.

- Dziennikarz: Czy podoba ci się związek fabuły z Absolwentem?

- Jennifer Aniston: To właśnie uznałam za zabawne. Czytam mnóstwo scenariuszy komedii romantycznych i zazwyczaj są one pozbawione wyobraźni. Dziewczyna próbuje zdobyć faceta. Wynajmuje fałszywego narzeczonego, by oszukać prawdziwego, a tu fabuła opiera się na czymś rzeczywistym, co mi się bardzo spodobało.

- Dziennikarz: Jak podobała ci się rola pani Robinson, postaci, która stała się symbolem?

Shirley MacLaine: Pasadena aż huczy od plotek o prawdziwej tożsamości pani Robinson. Słyszę to od dwóch dni. Myślę, że każdy podejrzewa, kto to. Ma osiemdziesiąt lat, pewnie mieszka gdzieś na poddaszu i dla każdego jest uszczypliwa. Jedną z obaw bohaterki granej przez Jennifer jest jej miejsce pochodzenia. Musi wrócić i przekształcić swój charakter i osobowość. Wtedy być może na dobre porzuci redagowanie nekrologów w dzienniku The New York Times.

- Dziennikarz: Shirley, na twojej stronie internetowej jest cytat o tym, że rodzice wychowali cię na detektywa, wywrotowca i osobę potrzebującą zmian, ponieważ zmuszali cię do pokonywania barier bezpieczeństwa.

Shirley MacLaine: O tak. Byli przedstawicielami klasy średniej z Wirginii, choć matka była Kanadyjką. Wiadomo, co to znaczy. Gdy wpadałam na jakiś pomysł, oni mówili: „Nie powinnaś tego robić. Zrobisz sobie krzywdę”. Więc robiłam to. I bach! Następnym razem mówili: „Nie, tym razem naprawdę nie możesz". A ja znów po swojemu. Dla mnie było to jak metrowe ogrodzenie. A potem stawiali półtorametrową barierę, mówiąc: „Nie wolno ci”. W ten sposób – poprzez zakazy – nauczyli mnie przeskakiwać przeszkody. To mam na myśli. Jednak nigdy przez swoje postacie nie uciekałam od własnego życia, jeśli o to chodzi.

- Dziennikarz: Mam na myśli raczej zgryźliwość tej postaci. Byłaby w stanie poszarpać człowieka bez zastanowienia.

Shirley MacLaine: Nie wydaje mi się, żeby czyniła to bez powodu. Wolę myśleć, że nie. Z każdym dniem coraz bardziej się do niej upodabniam. Tak bywa, gdy się człowiek starzeje i stwierdza, że nie ma ochoty dłużej wszystkiego znosić i zaczyna mówić prawdę. „Jesteś palantem i nie zawracaj mi głowy”. Szkoda, że nie wszyscy zawczasu umiemy to zrozumieć.

- Dziennikarz: Jennifer, czy gdy grasz w komedii, musisz pokonywać barierę rzeczywistości?

- Jennifer Aniston: Tak, ponieważ mój ulubiony rodzaj śmieszności wynika z niezgrabności czy niezręczności sytuacji. To mnie bawi. Granie komedii dla niej samej zawsze kończy się klapą. Nie jestem w tym dobra. Za to lubię oglądać taki rodzaj gry komediowej. Świetnie, że są ludzie, którzy to potrafią. Ale mnie to nie wychodzi najlepiej.

- Dziennikarz: Shirley, przy każdej rozmowie poruszam temat Garsoniery, ponieważ uważam, że to jeden z punktów zwrotnych historii Hollywood.

- Shirley MacLaine: Racja. To był pierwszy film łączący w sobie komedię i dramat, który popsuł szyki krytykom, nawet z New York Timesa. Pamiętam Bosleya Crowthera, który stwierdził, że ani Jack, ani ja, ani Billy Wilder nie wiedzieliśmy, co kręcimy – komedię czy dramat. To pierwszy film, podczas którego widzowie mieli okazję stwierdzić, że tak właśnie wygląda prawdziwe życie.

- Dziennikarz: Jennifer, przeczysz oczekiwaniom widzów. Wydaje się, że ludzie postrzegają cię wyłącznie w kontekście komedii. Czy musisz walczyć o różnorodność scenariuszy?

- Jennifer Aniston: Nie. Mam to szczęście, że nie muszę. W przypadku Życiowych rozterek Miguel [Arteta] uznał, że ciekawie byłoby zobaczyć mnie w tej roli, a rzadkością są reżyserzy, którzy podejmują ryzyko. Arteta nie czeka, aż inni zrobią coś, co pozwoli im dobrze zarobić, co się sprzeda – zrobią coś bezpiecznego. On lubi podejmować wyzwania. To tak jakby w roli obsadzić Mary Tyler Moore ze Zwyczajnych ludzi i uznać to za interesujące. Poszczęściło mi się z Życiowymi rozterkami, a potem przekonałam wszystkich wahających się, że możemy to zrobić. Przyznali, że to niezły pomysł. Trzeba jednak pamiętać, że na taką rolę trzeba sobie zapracować. Nie daje się ról byle komu. Trzeba pokazać, że się umie ją zagrać. To takie błędne koło.

- Dziennikarz: Czy dlatego właśnie zajęłaś się także produkcją filmów?

Jennifer Aniston: Dopiero zaczynam i badam tę dziedzinę od czterech lat. Osiągnęłam więcej niż ktokolwiek przypuszczał i szybciej niż oczekiwałam. Szczerze mówiąc, trochę nas to przerosło, nie do końca rozumiem to, co robię i czy chcę to robić. Jest jednak coś, co lubię w rozwijaniu się i teraz mam taką możliwość.

- Dziennikarz: Shirley, wyreżyserowałaś tylko jeden film, Bruno?

Shirley MacLaine: Tak, ale to było straszne, ponieważ współpracowałam z firmą J & M. Zapamiętajcie dobrze tę nazwę. Nie zbliżajcie się do niczego, co produkował J & M. Zresztą chyba teraz juz zbankrutowali. Wstrzymali mój filmik zatytułowany Bruno, z którego byłam taka dumna, głównie z powodu pracy z dziećmi, i film Paula Schradera, Hostage. Stało się tak, ponieważ kiedy sprzedali swoją firmę spółce Starz, przestali odbierać telefony od dystrybutorów filmów. Mój film nie został więc nawet wypuszczony na rynek.

- Dziennikarz: Bruno chyba wyrastał ponad swoją epokę...

Shirley MacLaine: Tak, ale myślę, że odniósłby sukces. Mam wrażenie, że widzom bardzo by się spodobał.