"Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street" to najnowsze dzieło wizjonera kina, reżysera Tima Burtona ("Batman, Charlie i fabryka czekolady") oraz wielokrotnie nominowanego do Oscara i Złotego Globu aktora Johnny’ego Deppa ("Charlie i fabryka czekolady" oraz trylogia "Piraci z Karaibów") – porywający, ekscytujący i oryginalny thriller, oparty na nagradzanym musicalu znanego kompozytora i tekściarza Stephena Sondheima.
Depp gra Benjamina Barkera, człowieka niesłusznie wtrąconego do więzienia na piętnaście lat i skazanego na deportację do kolonii, któremu udaje się uciec i dostać z powrotem do Londynu. Barker pragnie zemścić się na swoich prześladowcach. Jego obsesyjnie oddaną pomocnicę, panią Nellie Lovett, gra Helena Bonham Carter.
Barker przybiera fałszywe nazwisko i jako Sweeney Todd wraca do swojego starego zakładu fryzjerskiego, który mieści się nad małą piekarnią prowadzoną przez panią Lovett i tam zaczyna snuć plany zemsty na sędzim Turpinie (Alan Rickman), który, z pomocą swojego zbrodniczego zausznika, kościelnego Bamforda (Timothy Spall) skazał go na deportację na podstawie sfabrykowanych dowodów po to, aby następnie uwieść jego ukochaną żonę Lucy (Laura Michelle Kay) oraz zabrać jego córeczkę.
Pani Lovett opowiada Toddowi, że jego żona otruła się po tym, jak sędzia Turpin wykorzystał ją seksualnie. Kiedy konkurujący z Toddem inny fryzjer, ekscentryczny Włoch Pirelli (Sacha Barton Cohen), grozi Sweeneyowi, że wyjawi jego prawdziwą tożsamość, Todd podrzyna mu gardło. Nie wiedząc, jak ukryć ciało, prosi o radę panią Lovett, która wpada na pomysł wykorzystania zbrodniczej działalności Todda, aby uratować swoją podupadającą piekarnię i proponuje, żeby użyć ciała Pirelliego do produkcji farszu do pasztecików.
Tymczasem Sweeney zauważa, że sędzia zwrócił teraz swój miłosny zapał w stronę swojej wychowanicy i zarazem córki Todda, nastoletniej Johanny (Jayne Wisener). Johanna nie może opuszczać domu sędziego, jednak któregoś dnia zwraca na nią uwagę młody marynarz Anthony (Jamie Campbell Bower), który wcześniej na morzu uratował życie Toddowi. Anthony zakochuje się od pierwszego wejrzenia i ślubuje uratować Johannę przed Turpinem oraz ożenić się z nią.
Nowe paszteciki pani Lovett stają się słynne w Londynie, a jej piekarnia odnosi wreszcie finansowy sukces. Wzbogacona pani Lovett zaczyna marzyć o spokojnym życiu w jakiejś nadmorskiej miejscowości, ze Sweeneyem jako mężem i Tobym (Edward Sanders), chłopcem, którym się opiekuje, a który był wcześniej pomocnikiem Pirelliego, jako adoptowanym synem. Jednak Sweeney myśli tylko o zemście – i biada każdemu, kto stanie mu na drodze.
Warner Bros. Pictures oraz DreamWorks Pictures prezentują produkcję Parkes/MacDonald oraz Zanuck Company, film Tima Burtona "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street". W rolach głównych występują: Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Alan Rickman, Timothy Spall oraz Sacha Baron Cohen. Film w reżyserii Tima Burtona, na podstawie scenariusza Johna Logana, z muzyką i piosenkami autorstwa Stephena Sondheima, w oparciu o wyróżniony nagrodą Tony musical "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street", autorstwa Stephena Sondheima i Hugh Wheelera, będący adaptacją sztuki "Sweeney Todd" pióra Christophera Bonda. Producentami filmu są Richard D. Zanuck, Walter Parkes, Laurie MacDonald oraz John Logan. Producentem wykonawczym jest Patrick McCormick. Zdjęcia: Dariusz Wolski, ASC. Scenografia: Dante Ferretti. Montaż: Chris Lebenzon, A.C.E. Kostiumy: Colleen Atwood. Współproducentem filmu jest Katterli Frauenfelder. Muzyka oraz teksty piosenek autorstwa Stephena Sondheima.
"Sądzę, że powodem trwającej od stu pięćdziesięciu lat popularności "Sweeneya Todda" jest to, że jest to znakomita, trzymająca w napięciu historia. To opowieść o zemście i o tym, jak zemsta niszczy tego, kto jej dokonuje" – mówi Stephen Sondheim, twórca przebojowego musicalu "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street", który stał się podstawą adaptacji filmowej dokonanej przez Tima Burtona. – "W tym sensie mamy tu do czynienia z historią przypominającą tragedię antyczną. Opowiadamy o kimś, kto pragnie zemścić się na swoich prześladowcach, ale doprowadza do własnej zguby".
"Ale poza tym "Sweeney Todd", pod względem muzycznym, należy do największych osiągnięć sztuki musicalu w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. To także jest powód jego popularności. Dodajmy do tego, że pomimo wszystkich morderstw i okrucieństwa, jest to też historia tragicznej miłości" – dopowiada Walter Parkes, jeden z producentów filmu. "W tej historii nasze najbrutalniejsze instynkty łączą się z tymi najbardziej romantycznymi. Ta właśnie mieszanka pozornie sprzecznych wartości daje musicalowi jego magnetyczną siłę".
Tym, co odróżnia "Sweeneya Todda" od innych opowieści, jest emocjonalne jądro historii. "Kluczem do "Sweeneya Todda" są emocje" – podkreśla scenarzysta John Logan. – "To pełna namiętności historia o człowieku, który został skrzywdzony i szuka zemsty, i który podczas przygotowań do zemsty traci rozum. Jest to też historia o zakochanej w nim kobiecie, która mimo całej swojej miłości nie może się do niego naprawdę zbliżyć. I o młodej dziewczynie, wychowanej przez okrutnego ojczyma, która szuka miłości i szczęścia. Wszystkie te wątki emocjonalne zbiegają się w "Sweeneyu Toddzie", a jego oddziaływanie na widza jest jeszcze większe, ponieważ muzyka i teksty piosenek podkreślają jego głęboko romantyczny wydźwięk. Na najgłębszym poziomie jest to bardzo namiętna i mroczna opowieść o miłości".
Mimo że niektórzy utrzymują, że Sweeney Todd naprawdę mieszkał w Londynie w XVIII wieku i miał na swoim koncie 160 morderstw, większość badaczy uznaje, że był postacią fikcyjną. Początki legendy Sweeneya Todda sięgają listopada 1846 r., kiedy w magazynie The People’s Periodical ukazało się opowiadanie "The String of Pearls: A Romance" autorstwa Thomasa Pecketta Presta. Legenda mówi, że Todd był balwierzem, który podrzynał gardła swoim klientom, gdy ci siedzieli w fotelu fryzjerskim, a następnie wrzucał zakrwawione ciała do specjalnego zsypu, którym trafiały do piwnicy. Tam były ćwiartowane i przerabiane na farsz do pasztecików przez zbrodniczą pomocnicę Todda, panią Nellie Lovett. Pani Lovett była owdowiałą właścicielką małej piekarni i sprzedawała swoje wyroby niczego niepodejrzewającym klientom.
Rok później opowiadanie Presta doczekało się adaptacji scenicznej opatrzonej podtytułem "Demoniczny golibroda z Fleet Street". Już wkrótce sława Todda zaczęła dorównywać tej, jaką cieszył się inny dziewiętnastowieczny londyński seryjny morderca, Kuba Rozpruwacz.
Historia Sweeneya Todda stała się kanwą dla wielu sztuk teatralnych, a także adaptacji filmowych i telewizyjnych. W napisanej w 1973 r. sztuce "Sweeney Todd" brytyjski dramatopisarz Christopher Bond po raz pierwszy wprowadził motyw zemsty Barkera na sędzim Turpinie, który obecnie uznawany jest za integralną część legendy. Wkrótce po tym, w 1979 r., używając sztuki Bonda jako inspiracji, legendarny amerykański kompozytor i autor tekstów piosenek Stephen Sondheim (jeden z bardzo niewielu artystów, którzy mają na swoim koncie Oscara, nagrodę Tony, nagrodę Emmy, nagrodę Grammy i Pulitzera), zaprezentował historię Sweeneya Todda szerszej publiczności, pisząc wraz z Hugh Wheelerem przebojowy musical "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street".
Musical miał swoją premierę na Broadwayu 1 marca 1979 r. W premierowej obsadzie wystąpili Len Cariou jako Sweeney Todd oraz Angela Lansbury jako pani Lovett. "Sweeney Todd" był uderzająco oryginalny na tle produkcji musicalowej tamtego okresu. Krwawy i przerażający, z muzyką inspirowaną twórczością legendarnego kompozytora muzyki filmowej Bernarda Herrmanna ("Psychoza", "Ptaki"), z początku zaskakiwał widzów, ale szybko został uznany za arcydzieło w dorobku Sondheima. Musical doczekał się premiery londyńskiej a następnie wznowień na Broadwayu w 1989 i 2005 r.
"Był niesłychanie oryginalny" – podkreśla Laurie MacDonald, która jest jednym z producentów filmu. – "Jednocześnie zabawny i mroczny, a w ostatecznym rozrachunku wzruszający i tragiczny. Muzyka też jest piękna, trochę jak z innego świata". MacDonald oraz jej partner życiowy i zarazem współproducent byli tak zachwyceni musicalem, że kiedy objęli stanowiska szefów działu produkcji w wytwórni DreamWorks Pictures, zdecydowali się na zakup praw do ekranizacji od Sondheima.
"Między parą kochanków istnieje dziwne duchowe pokrewieństwo, które jest prawie fanatyczne" – dodaje Parkes. – "Jest jak barometr, który pokazuje ich emocjonalną wspólnotę".
"Widziałem oryginalny broadwayowski musical z Angelą Lansbury i Lenem Cariou trzy razy" – wspomina Logan. – "Nigdy wcześniej nie oglądałem czegoś podobnego. Zakochałem się w tym musicalu i ta miłość przetrwała aż do dzisiaj".
Reżyser filmu Tim Burton nie widział oryginalnej wersji musicalu na Broadwayu, jednak obejrzał jedno z pierwszych przedstawień w Londynie jeszcze w czasach studenckich. "Nie jestem wielkim fanem musicalu jako gatunku" – przyznaje Burton. – "Ale ten mnie zachwycił! Nie wiedziałem wtedy nic o Stephenie Sondheimie, ale plakat wyglądał intrygująco i to zwróciło moją uwagę. Musical ma atmosferę starego, klasycznego horroru, ale do tego dochodzi jeszcze muzyka. To bardzo oryginalne zestawienie. Muzyka jest piękna, a wszystko rozgrywa się w scenerii, która kojarzy się z klasycznym filmem grozy. Ciekawe też było przestawienie na scenie tak wielu krwawych morderstw. Poszedłem na musical dwa razy, tak mi się podobał".
Adaptacja filmowa musicalu wydawała się Sondheimowi logicznym krokiem. W końcu musical inspirowany był w pewnej mierze sztuką filmową – a zwłaszcza twórczością kompozytora muzyki filmowej Bernarda Herrmanna. "Od dziecka kochałem film" – wspomina kompozytor. – "Lubiłem zwłaszcza melodramaty i dreszczowce. Kiedy miałem piętnaście lat, obejrzałem film "Hangover Square" z muzyką Bernarda Herrmanna. To trzymający w napięciu melodramat osadzony w epoce edwardiańskiej. Głównym bohaterem jest kompozytor, który popada w ataki szaleństwa, kiedy słyszy pewien określony dźwięk, i w szale morduje piękne młode dziewczyny. Pamiętam, że byłem zafascynowany muzyką i zastanawiałem się nad tym, czy możliwe jest przestraszyć widzów podczas musicalu, kiedy aktorzy śpiewają piosenki na scenie".
Kiedy Parkes i MacDonald zakupili prawa do ekranizacji musicalu "Sweeney Todd - demoniczny golibroda z Fleet Street", zwrócili się do swojego wieloletniego współpracownika i autora scenariusza do nagrodzonego Oscarem dla najlepszego filmu "Gladiatora", Johna Logana. Zanim Logan rozpoczął pracę nad scenariuszem, poświęcił sześć miesięcy na dokładne przestudiowanie partytury Sondheima. "Robiłem to całkiem sam. Chciałem bardzo dokładnie dowiedzieć się, co to za zwierzę" – opowiada Logan. – "Przeczytałem też oryginalny melodramat Chrisa Bonda i porównałem go z librettem musicalu, napisanym przez Hugh Wheelera, ale przede wszystkim na wyrywki nauczyłem się całej muzyki. I wtedy pojechałem do Nowego Jorku i razem ze Stephenem zaczęliśmy pracę nad scenariuszem".
Skrócenie trzygodzinnego scenariusza do formatu dwugodzinnego filmu fabularnego oznaczało wprowadzenie wielu zmian. Niektóre piosenki musiały zostać wycięte, a inne drastycznie skrócone. "Wycinaliśmy niektóre wersy, ale też czasem byliśmy zmuszeni coś dodać" – wyjaśnia Logan. – "Spora część naszej pracy polegała na podejmowaniu decyzji, co należy wyciąć oraz na opracowaniu koncepcji kształtu całości".
Fabuła musicalu także stała się przedmiotem poważnych zmian. "Chcieliśmy zachować koncentrację na przemianie wewnętrznej Sweeneya Todda, więc pewne poboczne wątki musiały zniknąć. W musicalu Johanna, córka Todda, śpiewa dużo więcej piosenek. Ona i Anthony są postaciami bardziej "umuzykalnionymi", ale uważałem, że w filmie należy skoncentrować się na wątku Sweeneya Todda i pani Lovett, a także, do pewnego stopnia, na Tobym. Chciałem skupić się na tej trójce bohaterów na tyle, na ile to będzie możliwe".
Dla Stephena Sondheima praca nad filmową adaptacją "Sweeneya Todda: Demonicznego golibrody z Fleet Street" była też możliwością do wprowadzenia zmian w tekstach niektórych piosenek oraz napisania nowych, które okazały się potrzebne w nowym, zmienionym scenariuszu w celu zachowania spójności narracyjnej i właściwej struktury. "Realia sceny i filmu są różne. Dotyczy to zwłaszcza upływu czasu" – wyjaśnia Sondheim. – "W musicalu widzowie akceptują to, że bohater siedzi na scenie przez trzy minuty i po prostu śpiewa piosenkę. Ale w filmie widzowie szybko rozumieją, jaki jest cel sceny, i nie potrzebują dwóch i pół minuty z tych trzech. Problemem jest zachowanie ducha oryginalnego scenariusza musicalu przy wprowadzaniu zmian. Na szczęście Johnowi udało się ocalić bardzo dużo z partytury i mimo tego zadbać o filmową atrakcyjność piosenek".
Kontrakt gwarantował Sondheimowi decydujący głos w sprawie wyboru odtwórców ról Sweeneya Todda oraz pani Lovett, a także w sprawie wyboru reżysera.
"Jest niesamowitą postacią" – mówi Burton o legendarnym kompozytorze. – "Jest bardzo inteligentny i pełen pasji. Jest geniuszem w tym, co robi. Ale najbardziej szanuję go i jestem mu wdzięczny za to, że dał nam wolną rękę. Wiedział, że to nie będzie musical teatralny, tylko film. I pozwolił nam zrobić go po swojemu. To poczucie było dla mnie wielkim oparciem".
"Inną rzeczą, która sprawiła na mnie wielkie wrażenie i spowodowała, że od razu bardzo go polubiłem, było to, że przy naszym pierwszym spotkaniu opowiedział mi, że kiedy komponował muzykę do "Sweeneya Todda", chciał, żeby brzmiała ona jak dzieło Bernarda Hermanna" – opowiada Burton. – "I najbardziej niesamowite jest to, że kiedy słucha się samej muzyki, bez słów – tak jak my to robiliśmy podczas nagrywania ścieżki dźwiękowej – podobieństwo do twórczości Herrmanna jest uderzające. To naprawdę niesamowite. Kiedy tylko Stephen opowiedział mi tę historię przy naszym pierwszym spotkaniu, od razu pomyślałem: Wchodzę w to – mogę mu zaufać!".
"To doskonały wybór" – mówi Sondheim o Burtonie. – "W pewnym sensie to będzie jego najprostszy i najbardziej bezpośredni film. Daje się wyraźnie wyczuć, że Tim opowiada tu historię, która naprawdę mu się podoba. W tym filmie jest tyle ekscytujących zwrotów akcji, że nie trzeba już wymyślać żadnych pobocznych udziwnień. Tim ma autentyczny entuzjazm dla tej historii i dlatego – żeby użyć słów nawiązujących do atmosfery filmu – od razu rzuca się jej prosto do gardła".
"Tim był idealnym kandydatem na reżysera "Sweeneya Todda" – zgadza się producent Richard D. Zanuck. – "Istnieje głębokie pokrewieństwo między fabułą filmu a stylem i wrażliwością Tima. Tim jest bardzo wyczulony na formę, ale w głębi duszy jest też gawędziarzem, który chce opowiedzieć prostą historię o miłości dwojga ludzi. Tim Burton urodził się, żeby wyreżyserować Sweeneya Todda".
"Sweeney Todd przez wiele lat cieszył się sukcesem jako musical. Mimo tego uważam, że widzowie nigdy naprawdę nie identyfikowali się emocjonalnie z postacią Sweeneya" – mówi producent Walter Parkes. – "Wynika to z samej natury przedstawienia teatralnego. Nie ma tam zbliżeń. Ale kiedy teraz dorzucamy do tego talent Tima, a zwłaszcza Johnny’ego (Deppa), mamy wreszcie możliwość stworzenia pogłębionego psychologicznie obrazu Sweeneya. W pewien sposób całkowicie zmienia to nasz sposób patrzenia na tę sztukę".
W adaptacjach scenicznych Sweeney Todd i pani Lovett byli zazwyczaj grani przez aktorów pięćdziesięciu- lub sześćdziesięcioletnich, jednak Burton postanowił odmłodzić głównych bohaterów w swoim filmie. "Uważałem, że odmłodzenie ich, ukazanie ich jako czterdziestolatków, da filmowi nową energię. Role młodych ludzi także powinni zagrać aktorzy w odpowiednim wieku, aby wyglądało to realistycznie. Nie wyobrażałem sobie sytuacji, w której nastolatkę gra trzydziestolatka" – wyjaśnia reżyser. – "To, moim zdaniem dodaje filmowi mnóstwo energii. Inaczej jest w adaptacjach teatralnych i musicalowych, tam podobne zabiegi mogą się udać".
"Timowi bardzo zależało na dodaniu wątku miłosnego pomiędzy dwójką głównych bohaterów, ludzi, którzy mogliby być razem szczęśliwi, gdyby nie niesprzyjające okoliczności" – opowiada producent Walter Parkes. – "Myślę, że Helena przekazuje to swoją grą w takim samym stopniu, jak Johnny. Pod koniec filmu śpiewa jedną z moich ulubionych piosenek, "By the Sea", w której wyobraża sobie, jakie życie ona, Sweeney i mały Toby mogliby prowadzić, gdyby zrezygnowali z zemsty. Jest to piękny i wzruszający moment, ponieważ ta scena jest taka prosta, bezpośrednia i pełna prawdziwych emocji – tym bardziej że przeczuwamy, iż nad głowami bohaterów zbierają się już czarne chmury i nadciąga tragedia".
"Najważniejsza w postaci pani Lovett jest jej miłość dla mężczyzny, który zupełnie jej nie dostrzega" – mówi Helena Bonham Carter. – "Nawet jej nie zauważa, poza tym momentem, kiedy pani Lovett wpada na genialny pomysł, jak pozbyć się zwłok. Wtedy ją dostrzega. Jest też dla niego dobrą partnerką i dobrym tłem, ponieważ o ile Sweeney jest stuprocentowym introwertykiem, ona jest ekstrawertyczką. Jest praktyczna i moim zdaniem dużo inteligentniejsza od Sweeneya. Była właścicielką domu, w którym mieszkał Sweeney jako szczęśliwy mąż i ojciec przed swoim uwięzieniem piętnaście lat wcześniej. Teraz, kiedy Sweeney wraca do Londynu, oddaje mu jego stary pokój nad swoją piekarnią. Ale najważniejsze jest to, że ona zawsze się w nim kochała. A Sweeney ma panią Lovett kompletnie w nosie. Jest pochłonięty obsesyjnym pragnieniem zemsty za śmierć swojej żony. Jednak jest pewien ważny fakt, o którym pani Lovett mu nie powiedziała..".
"Kiedy po raz pierwszy spotykamy Sweeneya Todda, wydaje się być bardzo tajemniczą postacią" – opowiada Logan. „Nie mówi dużo, ale w jego oczach możemy wyczytać, że coś go dręczy, że ma jakąś tajemnicę. Czujemy, że dręczy go jego przeszłość. I w miarę rozwoju fabuły odkrywamy jego historię i dowiadujemy się, dlaczego teraz jest tak mroczną postacią. Toddowi udało się uciec z kolonii karnej w Australii. Dryfował po oceanie na tratwie, myśląc tylko o zemście. Wrócił do Londynu, żeby zemścić się na tych wszystkich, którzy całkowicie zniszczyli jego życie".
Tim Burton wiedział, że do roli Sweeneya Todda może być tylko jeden kandydat. "Johnny Depp gra Sweeneya Todda tak, jak tylko on to potrafi" – mówi producent Richard Zanuck. – "Jest urodzonym ryzykantem. Im większy jest element ryzyka w danej roli, tym chętniej ją zagra. Cała jego kariera opiera się na rolach w filmach, które inni aktorzy wcześniej odrzucili – albo odrzuciliby – w obawie o swój wizerunek. Jest mistrzem charakteryzacji i przebrania. Jest też mistrzem unikalnych, oryginalnych kreacji aktorskich. W każdej roli wygląda inaczej, ma inną osobowość, a w naszym filmie mówi też innym głosem, co moim zdaniem całkowicie zaskoczy widzów".
Depp uznawany jest za jednego z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia. W ostatnich latach wzniósł się na absolutne wyżyny gwiazdorstwa dzięki roli kapitana Jacka Sparrowa w światowym przeboju "Piraci z Karaibów: Klątwa czarnej perły". Za rolę w tym filmie Depp otrzymał nominację do Oscara w kategorii "Najlepszy aktor". Zagrał też następnie Jacka Sparrowa w dwóch sequelach filmu. "Zawsze podziwiałam Johnny’ego za sposób, w jaki dobiera role, za to, że zawsze kieruje się tylko własnym zdaniem" – mówi Bonham Carter. – "Nigdy nie idzie za jakąś modą albo trendem, nie myśli o zrobieniu kariery, nie wybiera ról, w których będzie mógł wyglądać dobrze. Myślę, że w pewien dziwny sposób jesteśmy do siebie podobni. Oboje nie jesteśmy zbyt przywiązani do swojego wyglądu, lubimy eksperymentować, chować się za charakteryzacją i w ten sposób uciekać od samego siebie".
"Sweeney Todd" jest szóstym wspólnym filmem Tima Burtona i Johnny’ego Deppa, po "Edwardzie Nożycorękim", "Edzie Woodzie", "Jeźdźcu bez głowy", "Charlie’em i fabryce czekolady" oraz "Gnijącej pannie młodej". "Są jak każdy dobrze dobrany zespół: nie muszą nic sobie tłumaczyć i praktycznie czytają sobie nawzajem w myślach" – opowiada Zanuck. – "Johnny polega na Timie jeśli chodzi o nadanie ogólnego kierunku, a Tim wie, że Johnny potraktuje jego wizję jako punkt wyjścia i pójdzie z nią jeszcze dalej. Obaj po prostu uwielbiają siebie nawzajem, zrobiliby dla siebie wszystko. To głęboka przyjaźń. Obaj są wspaniałymi ludźmi, bardzo pracowitymi. Praca z nimi to przyjemność. Obaj doskonale znają się na tym, co robią. Dlatego ich współpraca tworzy nową jakość, jeśli chodzi o świeżość i kreatywność".
"Za każdym razem, kiedy ja i Johnny pracujemy razem, staramy się zrobić coś nowego – tym razem jest to śpiew. Śpiewanie dialogów przez bohaterów filmu to nie jest coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni" – mówi Burton. "Nigdy nie mówimy sobie: No dobra, to było łatwe. A teraz co robimy?. Obaj zawsze traktujemy wszystko, co robimy, jako wyzwanie, a ten film dawał nam ku temu znakomitą okazję".
Pod koniec 2001 r., jeszcze zanim Burton zaczął prowadzić rozmowy o objęciu stanowiska reżysera "Sweeneya Todda", odwiedził Deppa w jego domu na południu Francji i przywiózł mu płytę z nagraniem musicalu z udziałem Angeli Lansbury. "Powiedział mi: Nie wiem, czy to znasz. Posłuchaj i zobacz, czy ci się podoba" – przypomina sobie Depp. – "Posłuchałem i pomyślałem: Interesujące!. A pięć albo sześć lat później sprawa wróciła i Tim zapytał mnie: Czy myślisz, że dałbyś radę zaśpiewać?. Odpowiedziałem mu: Nie wiem. Będę musiał spróbować".
"Wiedziałem, że jest muzykalny – opowiada Burton – bo grał w zespole. Ale myślę, że najpierw po prostu zobaczyłem go w swojej wyobraźni jako Sweeneya Todda. I wiedziałem, że Johnny nie zgodzi się zrobić czegoś, w czym nie będzie czuł się pewnie, tylko po to, żeby mieć tę rolę. O to mi chodziło, chciałem się przekonać, czy umie śpiewać. Ale zaczęło się od mojego przekonania, że Johnny sobie poradzi".
W latach osiemdziesiątych Depp mieszkał na Florydzie i był gitarzystą w kapeli The Kids. Wspomina jednak, że nigdy nie zaśpiewał całej piosenki. "Byłem tym facetem, który podchodzi na chwilę do mikrofonu i śpiewa chórki" – wspomina ze śmiechem aktor. – "Śpiewałem może ze trzy sekundy za każdym razem, a potem odwracałem się i uciekałem na tył sceny, gdzie mogłem grać w spokoju na gitarze. Więc właściwie nigdy nie zaśpiewałem całej piosenki. Zdecydowanie nie. Powiedziałem Timowi: Zamknę się w studio z kolegą i trochę poeksperymentuję. Spróbuję coś zaśpiewać i nagrać. Jeśli uznam, że mi to wychodzi, będziemy mogli pogadać. A jak nie wyjdzie, po prostu zadzwonię do ciebie i powiem, że nie dam rady."
Żeby się przekonać, czy umie śpiewać, Depp poprosił o pomoc swojego dawnego kolegę z The Kids, Bruce’a Witkina. Witkin był wokalistą i grał na gitarze basowej w zespole. Razem zamknęli się w studio Witkina w Los Angeles i nagrali Deppa śpiewającego "My Friends". "To była pierwsza piosenka, jaką zaśpiewałem w życiu" – opowiada Depp. "Czułem się dziwnie i byłem bardzo zestresowany". Ale Depp ufał swojemu przyjacielowi i wiedział, że może liczyć na jego szczerą opinię. "Powiedziałem: Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Którą chcesz najpierw usłyszeć?" – opowiada Witkin. – "A Johnny na to: Złą. Więc powiedziałem mu: Zła wiadomość jest taka, że chyba będziesz musiał zrobić ten film".
"Byłem w gabinecie i rozmawiałem przez telefon" – Zanuck opowiada o chwili, kiedy usłyszał nagranie Deppa. – "Aż tu nagle wpada Tim i bez słowa kładzie na moim biurku mały magnetofon i swoje słuchawki i wychodzi. Więc zakończyłem rozmowę, założyłem słuchawki i po raz pierwszy usłyszałem, jak Johnny śpiewa. Zaraz poszedłem do gabinetu Tima i obaj po prostu popatrzyliśmy na siebie z ogromnym poczuciem ulgi. Uśmiechaliśmy się szeroko, bo wiedzieliśmy, że Depp ma świetny głos i że uda mu się stworzyć doskonałą rolę".
"Jest bardzo seksowny" – mówi Bonham Carter o głosie Johnnego Deppa. – "Jego piosenki brzmią seksownie, a jednocześnie jego głos, kiedy śpiewa, podobny jest to jego normalnego głosu. To bardzo ekscytujące. Widać, że Johnny naprawdę śpiewa z wnętrza siebie. Jego postać jest pełna emocji. W śpiewie całkowicie się odsłania, to jest seksowne, ale też jednocześnie wzruszające, odważne, piękne i pełne uczucia".
Burton dodaje: "Johnny ma bardzo przyjemny tembr głosu. Jego głos wyraża jego wnętrze, to właśnie jest takie wspaniałe".
Zdaniem Deppa, kluczem do zrozumienia postaci Sweeneya Todda jest to, żeby nie traktować go jako mordercy, tylko jako ofiarę: "Sweeney jest niezaprzeczalnie mroczną postacią. Ale sądzę, że jest też bardzo wrażliwy. Jest nadwrażliwcem, który doświadczył w życiu wielkiej tragedii, prawdziwej traumy. Spotkała go ogromna niesprawiedliwość. Zawsze uważałem, że trzeba go widzieć raczej jako ofiarę. Chcę powiedzieć, że każdy, kto był potraktowany tak niesprawiedliwie jak on, a kto potem chce się zemścić na swoich prześladowcach i staje się mordercą, jest prawdopodobnie niespełna rozumu. Zawsze uważałem, że jest lekko otępiały. Może nie jest głupi, ale zawsze jest jakby krok z tyłu. Jego idealne życie, idealny świat zamienił się w gruzy. Spędził piętnaście lat w piekle. Teraz jedynym sensem jego życia jest zemsta na tych wszystkich, którzy wyrządzili mu krzywdę".
"Aktorstwo Johnny’ego Deppa w tej roli jest najwyższej próby" – podkreśla Sondheim. – "Sweeney żyje pragnieniem zemsty, jest w nim nieustannie palący gniew i poczucie krzywdy, które popychają do przodu akcję filmu. Do wyrażenia tego dosyć wąskiego spektrum emocji Johnny znajduje niesłychanie szeroką gamę środków wyrazu. Jego kreacja jest intensywna, wrząca, ciśnienie nigdy nie spada. Johnny pokazuje prawdziwy gniew".
"On nie umie być szczęśliwy" – mówi Depp o swoim bohaterze. "Aż do chwili, kiedy zaczyna realizować swój plan zemsty i zbliżać się do swojego celu, którym jest poderżnięcie gardeł wszystkim, którzy go skrzywdzili".
Ulubionym narzędziem zbrodni Sweeneya są lśniące brzytwy, które są też jego narzędziem pracy jako fryzjera. Dowiadujemy się, że pani Lovett przechowała je przez piętnaście lat jego zesłania w Australii. "Myślę, że samo to pokazuje, jak bardzo pani Lovett jest w nim zakochana – opowiada Bonham Carter – Mogłaby łatwo sprzedać te brzytwy, bo są dużo warte. Ale ona tego nie robi. Przechowuje brzytwy i myślę, że robi to w nadziei, że Benjamin Barker któregoś dnia wróci. Te brzytwy przypominają jej o nim".
Kiedy Sweeney znowu trzyma w ręku swoje brzytwy, które są dla niego zarazem źródłem utrzymania i narzędziem, śpiewa o nich wzruszającą balladę "My Friends". "Brzytwy są dla niego jak rodzina – wyjaśnia Depp – Są jego jedyną miłością po tym, jak stracił rodzinę".
"Kiedy Johnny sięga po raz pierwszy po powrocie po brzytwę i trzyma ją w ręku, jest to moment czystej miłości" – dodaje Logan. – "A kiedy śpiewa dla nich piosenkę, jest to piosenka o miłości. Właściwie przytula wtedy do siebie brzytwę. Przez cały film trzyma je w specjalnym pokrowcu, podobnym do kabury".
Jednym połączeniem między Sweeneyem Toddem a prawdziwym światem jest pani Lovett. "Ta postać jest jednym z większych osiągnięć dwudziestowiecznego dramatu" – uważa Logan. – "Jest przeciwwagą dla Sweeneya, który jest ponury, zamknięty w sobie i skupiony na swoich planach. Pani Lovett wnosi do filmu życie, i energię. Ma taki wyjątkowy błysk w oku. Razem ze Sweeneyem tworzy mieszankę wybuchową".
"Wiele aktorek starało się o tę rolę" – opowiada Richard Zanuck. – "Wiele naprawdę wielkich gwiazd prosiło o spotkania i prezentowało swoje umiejętności wokalne. Niektóre z nich śpiewały tylko z akompaniamentem pianina. Było około ośmiu takich aktorek. Urządziliśmy też po kilka castingów w Londynie i Nowym Jorku. Poza tym wiele znanych aktorek nie uczestniczyło w castingach, ale nagrało próbki piosenek i przysłało nagrania na płytach".
Helena Bonham Carter ("Harry Potter i Zakon Feniksa") zakochała się w musicalu Sondheima jako nastolatka. "Pamiętam, jak siedziałam w salonie śledząc partyturę, czytając teksty piosenek i słuchając jednocześnie muzyki" – opowiada. – "Ta muzyka całkowicie mnie pochłonęła. Zawsze uwielbiałam Sondheima. Jego umiejętność komponowania muzyki i pisania tekstów piosenek to prawdziwy geniusz". Ale jej miłość do musicalu obejmowała coś więcej, niż tylko muzykę i teksty piosenek. "Od kiedy skończyłam trzynaście lat, chciałam zagrać panią Lovett" – mówi z uśmiechem aktorka. – "Nawet zaczęłam się czesać tak jak ona".
Mimo że Bonham Carter marzyła o roli pani Lovett jako nastolatka, nigdy właściwie nie zastanawiała się nad tym, czy jej zdolności wokalne są wystarczające. "Zawsze chciałam zagrać w musicalu, ale właściwie nie byłam pewna, czy umiem śpiewać. No, może tylko pod prysznicem" – opowiada. Bonham Carter dała więc sobie trzy miesiące na naukę. "Na szczęście znalazłam niesamowitego nauczyciela. Nazywał się Ian Adam. Niestety, umarł niedawno. Ian specjalizował się w uczeniu aktorów śpiewu. Dziewięćdziesiąt procent jego pracy to po prostu zbudowanie u aktora poczucia pewności siebie i wiary w to, że potrafi śpiewać. Musisz wierzyć w to, że otworzysz usta i wydasz z siebie dźwięk. Od czerwca do września 2006 r. codziennie ćwiczyłam śpiew. Nauczyłam się też praktycznie całej partytury, tak bardzo zapaliłam się do tego projektu. Uznałam, że moją szansą jest stworzenie kreacji aktorskiej. Wiedziałam, że Sondheimowi podobała się Judi Dench w "A Little Night Music", bo zagrała doskonale pod względem aktorskim. Pomyślałam: Jeśli mi się uda przekazać prawdę emocjonalną w tych piosenkach, to moja jedyna szansa".
Mimo że Burton pracował wcześniej z Bonham Carter przy "Planecie małp", "Dużej rybie" i "Charlie’em i fabryce czekolady", obsadzenie jej w roli pani Lovett nie wydawało mu się oczywiste. Jednym z problemów był fakt, że Helena Bonham Carter jest jego partnerką życiową, a Burton chciał uniknąć wrażenia, że obsadza ją w głównej roli, bo jest jego dziewczyną. "Bardzo się tym martwiłem, bo to rola niezwykle ważna dla filmu. Zresztą, to nie miała być tylko moja decyzja. Sondheim miał tu głos decydujący" – opowiada reżyser. – "Obsadzając taką rolę musisz być pewny, że aktor sobie poradzi".
"Pomimo że są razem, Tim zachował absolutną obiektywność" – podkreśla Zanuck. – "Nigdy nie widziałem, aby ktoś był tak obiektywny w podobnej sytuacji, oceniając osobę, z którą jest tak blisko związany".
Nie wiedząc o decyzji Burtona, Sondheim obejrzał taśmy z przesłuchań kandydatek do roli i także wybrał Bonham Carter. "Powiedział, że jest zdecydowanie i bez żadnych wątpliwości najlepsza" – opowiada Zanuck. – "Nie chodziło mu o przygotowanie muzyczne, bo mieliśmy też oferty profesjonalnych śpiewaczek i piosenkarek. Miał na myśli ogólne wrażenie: głos, osobowość i wygląd – to po prostu była nasza pani Lovett".
"Jeśli mam być szczera, to był prawdopodobnie najpiękniejszy dzień w mojej karierze zawodowej" – mówi Bonham Carter. – "Byłam w zupełnym szoku, zresztą, Tim też".
"Jest bardzo odważna" – mówi Johnny Depp o swojej filmowej partnerce. – "Bez wątpienia, to najtrudniejsza rola w filmie, a Helena sprawia, że nie możemy sobie w niej wyobrazić nikogo innego. Jej pani Lovett jest jednocześnie delikatna, przerażająca, słodka i zabawna. Ta postać jest wielowymiarowa i Helena to pokazuje".
"Chciałam pokazać, że jest całkowicie amoralna, pełna energii i życia. Jest osobą, która zawsze sobie jakoś poradzi" – opowiada Bonham Carter. – "Pani Lovett jest tak samo pełna energii i witalna, jak Sweeney jest introwertyczny i depresyjny. Ona ma wiele zdrowego rozsądku, chce stać się szanowanym członkiem klasy średniej. Ale motorem jej postępowania, cechą, która ją definiuje, jest to, że pani Lovett jest tragicznie zakochana w mężczyźnie, który jej nie zauważa".
"Myślę, że pani Lovett wolałaby, żeby Sweeney nie myślał cały czas o zemście i zabijaniu, żeby był bardziej romantyczny i poświęcał jej więcej uwagi" – mówi Depp. – "Kontakt wzrokowy nie jest najmocniejszą stroną Sweeneya – nawet w scenach z biedną panią Lovett".
"Jest coś bardzo smutnego, wzruszającego i sentymentalnego, ale też szalonego w takiej postaci" – tłumaczy Burton. – "Dlatego razem tworzą tak doskonałą parę. Tak naprawdę to film o związku dwojga ludzi".
Jednak uczucia pani Lovett nie koncentrują się tylko na Toddzie. Jest jeszcze Toby (Edward Sanders), młody asystent Pirelliego, którym zaczyna się ona opiekować. "Myślę, że obsesyjnie pragnie być matką" – opisuje swoją bohaterkę Bonham Carter. – "Uważa się właściwie za matkę, widzi siebie trochę jak Matkę Naturę. Ma potężny instynkt macierzyński, opiekuje się ludźmi, zwłaszcza Sweeneyem i Tobym. Jest chyba niespełniona jako matka. Wyobraziłam sobie, że może miała kiedyś dziecko, które straciła. To by mogło być to zdarzenie, które doprowadziło ją na skraj szaleństwa. Także w swoich kontaktach z Tobym zachowuje się jak niespełniona matka. Toby szanuje ją i słucha jej. Sweeney nie. Mimo wszystko pani Lovett jest bardzo samotna. Jej wychowanek Toby uważa ją za damę. To jeszcze jedna rzecz, której zawsze chciała – marzyła, żeby być elegancką damą. Toby widzi ją tak, jak pani Lovett chce być postrzegana".
Rolę sędziego Turpina, przyczyny nieszczęść Sweeneya Todda i przedmiotu jego zemsty, Burton chciał powierzyć utalentowanemu aktorowi, który będzie w stanie ją udźwignąć.
"Sędzia jest kluczową postacią w tej historii" – mówi Zanuck. – "To z powodu jego intrygi Sweeney zostaje uwięziony, a kiedy wraca do Londynu, sędzia staje się przedmiotem jego obsesyjnego pragnienia zemsty. Potrzebowaliśmy kogoś, kto nie zostanie przytłoczony przez Johnnego Deppa, jakiegoś godnego przeciwnika. Musiał to być aktor, który umie śpiewać. I musiał nadawać się do roli czarnego charakteru. A nikt nie umie zagrać niesympatycznej postaci tak oszczędnymi środkami jak Alan Rockman".
"Alan zawsze był jednym z moich ulubionych aktorów. Ale nie uświadamiałem sobie do tej pory, jak dobrze śpiewa" – opowiada Burton. – "W swojej grze przypomina trochę aktorstwo Vincenta Price’a. Nie musi nic mówić, wygłaszać żadnych kwestii na ekranie, żeby wyrazić emocje swojego bohatera. Nawet kiedy gra negatywnego bohatera, widz potrafi go zrozumieć, bo w jest w nim też jakaś łagodność i delikatność".
"Alan jest niesamowity" – zgadza się Depp. – "Potrafi być absolutnie przerażający i, w tym samym ujęciu, odwrócić głowę i zamienić się we wcielenie słodyczy i spojrzeć na ciebie takimi oczami małego szczeniaczka. Rickman to naprawdę ktoś".
Pomimo że nauka śpiewu była jednym z przedmiotów w programie studiów Rickmana w Royal Academy of Dramatic Art (RADA) w Londynie, Rickman nigdy nie śpiewał w żadnym ze swoich filmów. "Co prawda grałem główną rolę w musicalu, który był przedstawieniem dyplomowym mojego roku i, podczas moich pierwszych lat w teatrze, śpiewałem chórki w musicalu "Guys and Dolls" – opowiada aktor. "Zawsze lubiłem śpiewać, ale nigdy nie sądziłem, że wezmę udział w takim projekcie. Dobrze jest trafić na takie wyzwanie, kiedy człowiek najmniej się tego spodziewa".
Rolę Pirelliego, ekscentrycznego włoskiego fryzjera, który odkrywa prawdziwą tożsamość Sweeneya, ale sam też skrywa pewną tajemnicę, Burton powierzył utalentowanemu brytyjskiemu komikowi Sachy Baronowi Cohenowi. Jest to jego pierwszy film po fenomenalnym sukcesie komedii "Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej". "Pirelli jest konkurencją dla Sweeneya z zawodowego punktu widzenia. Dochodzi między nimi do konfrontacji na jednym z placów miejskich" – opowiada producentka Laurie MacDonald. – "Jest pomyślany jako postać komiczna, więc Sacha mógł wykorzystać w tej roli swój talent komediowy. Myślę, że widzowie będą zaskoczeni, jak dobrze śpiewa i jak znakomitym jest aktorem, jak dobrze jego gra pasuje do fantastycznej scenerii filmu".
"Podpisaliśmy z nim kontrakt jeszcze zanim zobaczyliśmy "Borata" i zanim Sacha stał się tak sławny" – wspomina Zanuck. – "Poprosił o spotkanie. Spotkaliśmy się po raz pierwszy w studio nagraniowym. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, jaki jest wysoki, ma przynajmniej metr dziewięćdziesiąt pięć, no i jaki jest przystojny. Sacha powiedział nam, że zawsze uwielbiał ten musical, i że jako młody chłopak śpiewał w chórze, więc poprosiliśmy go, żeby stanął przed mikrofonem. Nie był przygotowany, żeby zaśpiewać jakąś piosenkę ze "Sweeneya Todda", ale zaśpiewał nam praktycznie całego "Skrzypka na dachu" i to w taki sposób, że ja i Tim znaleźliśmy się praktycznie na podłodze, kompletnie powaleni. Był bardzo zabawny, a my, tarzając się ze śmiechu, uświadomiliśmy sobie, że ma znakomity głos. W tamtym momencie zdecydowaliśmy, że powinien dostać tę rolę. I jest w filmie znakomity. Sacha daje w "Sweeneyu Tondzie" prawdziwy popis".
Depp potwierdza opinię Burtona: "Podziwiałem Sachę od wielu lat, od czasów Alego G. Przyszedł na spotkanie i od razu nas do siebie przekonał. To przyjemność patrzeć, jak gra i pracować z nim. To jakby spotkać nowego Petera Sellersa. Sacha jest niesłychanie utalentowany".
W roli nikczemnego pomocnika sędziego, kościelnego Bamforda, zobaczymy Timothy’ego Spalla. Spall jest jednym z najbardziej szanowanych brytyjskich aktorów filmowych, telewizyjnych i teatralnych. Ostatnio zagrał Petera Pettigrew w serii filmów o Harrym Potterze. Podobnie jak Rickman, Spall jest absolwentem RADA i śpiewał tam w przedstawieniach studenckich. Śpiewał także w komedii muzycznej „Topsy-Turvy” w reżyserii Mike’a Leigh, opowiadającej o współpracy dwóch tytanów brytyjskiej operetki, Gilberta i Sullivana. "Moja postać w "Sweeneyu Tondzie" jest absolutnie obrzydliwa" – mówi Spall. – "Jest drobną płotką we władzach parafialnych, ale posiada sporą władzę dzięki swoim związkom z Sędzią Turpinem, któremu oddał w przeszłości wiele przysług. Jest jakby jego ochroniarzem i chłopcem na posyłki, dostarcza mu rzeczy, których Sędzia potrzebuje. Niektóre z tych zleceń są legalne, inne nie do końca. Do tego jest bardzo brutalny. To nie jest przyjemna postać".
Obsadę uzupełniają utalentowani młodzi aktorzy, dla których "Sweeney Todd" jest debiutem fabularnym. Należą do nich Jamie Campbell Bower (Anthony), który jest uczniem klasy maturalnej, oraz Jayne Wisener (Johanna), która studiuje na drugim roku w Królewskiej Akademii Muzyki i Teatru w Glasgow, a także uczeń szkoły podstawowej Edward Sanders (Toby). Film jest też debiutem filmowym weteranki londyńskiego West Endu, Laury Michelle Kelly, która ma na swoim koncie role w musicalach "Mamma Mia", "Mary Poppins" oraz "Władca pierścieni", w którym zagrała Galadrielę.
"Muzyczna strona filmu była dla nas bardzo ważna" – podkreśla Zanuck. – "Nasza historia opowiadana jest poprzez muzykę. Chcieliśmy, aby każdy członek obsady sam wykonywał swoje piosenki. W filmie wszyscy aktorzy śpiewają własnym głosem".
A jednak, z wyjątkiem Laury Michelle Kelly, która gra rolę żebraczki, żaden inny członek obsady "Sweeneya Todda" nie jest profesjonalnym wokalistą.
"Stephen Sondheim pisze najbardziej skomplikowaną i wymagającą muzykę w historii musicalu, dlatego dla naszych aktorów wykonywanie jego piosenek jest wyzwaniem porównywalnym z wspinaniem się na Mount Everest bez butli z tlenem i Szerpów" – wyjaśnia John Logan.
Po to, aby aktorzy mogli ćwiczyć sceny przy muzyce, Mike Higham, producent muzyczny, z którym Burton współpracował wcześniej przy "Gnijącej pannie młodej", stworzył wersję ścieżki dźwiękowej bez piosenek.
"Niesamowicie było nauczyć się słyszeć i rozróżniać różne warstwy dźwięków, sekcję smyczków, sekcję instrumentów dętych, usłyszeć je wszystkie prawie oddzielnie od siebie, w izolacji – to naprawdę otworzyło mi oczy" – opisuje swoje przeżycia Depp. Aktor nagrał większość swoich piosenek na płycie demo w Los Angeles, ale w Londynie nagrał je od nowa. "Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, jakie to skomplikowane. Nawet kiedy widziałem przedstawienia, albo słuchałem płyty, nie wydawało mi się to wcale takie skomplikowane. Ale kiedy usłyszy się muzykę bez wokalu, człowiek uświadamia sobie, że muzyka Sondheima jest niesłychanie wyrafinowana, pełna dysonansów".
"Momenty harmonii w ścieżce dźwiękowej "Sweeneya Todda" są tak piękne, bo są nieoczekiwane” – dodaje Bonham Carter. – "Ale to, co kocham w tej muzyce najbardziej, to jej wymiar emocjonalny. Jedna z moich piosenek to "Wait". To piękna kołysanka. Wydaje się prosta, ale kiedy dokładniej się w nią wsłuchamy, jest upiorna. Śpiewam ją z towarzyszeniem pianina, i akompaniament składa się prawie z samych dysonansów. Oczywiście, pokazuje to stan duszy Sweeneya. Wiele tematów muzycznych i wyczuwalne w nim napięcie, które nigdy nie opada, jest odbiciem stanu umysłu, serca i duszy Sweeneya".
Ścieżka dźwiękowa została nagrana podczas czterech dni w London Air Studios przez sześćdziesięcioczteroosobową orkiestrę skompletowaną specjalnie na potrzeby filmu. Jest to największa orkiestra, jaka kiedykolwiek wykonywała muzykę Sondheima. "Dodaliśmy 30 par skrzypiec, więcej rogów i tubę, po to, żeby nasza orkiestra brzmiała pełniej, szerzej i lepiej" – opowiada Higham. – "Dzięki temu ma ona swoje własne, unikalne brzmienie".
Proces nagrywania muzyki był nadzorowany przez Stephena Sondheima, a orkiestrą dyrygował współpracujący z nim Paul Gemignani. "Siedzieć tam z Timem po jednej stronie i Stephenem Sondheimem po drugiej, to było fascynujące przeżycie dla nas wszystkich" – opowiada Zanuck. – "Stephen był w swoim żywiole, potrafi usłyszeć flet, który lekko wypada z tonacji, tak jak Tim kątem oka może zauważyć, co robi jakiś statysta pięćdziesiąt metrów dalej".
Po zakończeniu prac nad nagraniem muzyki, następnym etapem było nagranie piosenek. Ale zanim zaczęto je nagrywać, wszyscy aktorzy odbyli próby, śpiewając swoje piosenki przed Sondheimem, który specjalnie przyleciał na kilka dni do Londynu, żeby ich usłyszeć. "To było potwornie stresujące" – wspomina Bonham Carter. – "Wiedziałam, że Sondheim zaaprobował obsadzenie mnie w mojej roli. Ale teraz musiałam przed nim zaśpiewać. Ale na szczęście spodobało mu się moje wykonanie".
Timothy Spall dodaje: "Potrafię śpiewać, ale nie jestem profesjonalnym wokalistą. Śpiewanie przed Sondheimem było trochę jak granie Hamleta przed Szekspirem".
Naturalnie, Sondheimowi zależało na wysokim poziomie muzycznym filmu, ale interesowała go też strona aktorska. Kompozytor tłumaczy: "Wolę śpiewających aktorów, niż wokalistów, którzy usiłują grać. Może ich piosenki nie są idealne od strony muzycznej, ale popychają akcję do przodu, a to jest moim zdaniem najważniejsze".
Nagrywanie piosenek zajęło sześć tygodni w listopadzie i grudniu 2006 r. i odbyło się w Air Studios oraz Eden Studios w Londynie. "Co prawda nagrałem większość piosenek na moim demo w Los Angeles – opowiada Depp – ale później w Londynie i tak nagrałem je jeszcze raz z towarzyszeniem orkiestry. Cały ten proces w dziwny sposób wydawał mi się naturalny, w końcu muzyka jest moją pierwszą miłością".
Jednak to Bonham Carter miała najtrudniejsze zadanie. Nie tylko miała do zaśpiewania najwięcej utworów, ale też były one najbardziej skomplikowane. Znakiem rozpoznawczym jej bohaterki jest piosenka "The Worst Pies In London", podczas śpiewania której pani Lovett piecze tytułowy pasztet. "To bardzo błyskotliwa piosenka" – twierdzi aktorka. – "Sondheim napisał ją jako prawdziwy popis aktorskich możliwości. Jest bardzo skomplikowana. Tempo jest bardzo szybkie, a w dodatku ta piosenka w cudowny sposób pokazuje charakter pani Lovett. Widzimy ją rozwibrowaną, szaleńczą, energetyczną. Ta piosenka pokazuje, jak myśli i działa pani Lovett. A jednocześnie prezentuje pewne fakty dotyczące jej życia: to, że jest właścicielką piekarni, że piekarnia podupada, a pani Lovett jest zgorzkniała. I w dodatku pani Lovett w trakcie śpiewania piecze pasztet, więc jest to naprawdę ciężka praca".
Bonham Carter wzięła nawet kilka lekcji pieczenia ciast i pasztetów od specjalistki w zakresie kuchni historycznej. Ruchy jej postaci podczas pieczenia musiały zostać zsynchronizowane z muzyką oraz wzięte pod uwagę podczas nagrywania ścieżki dźwiękowej. "Kiedy kręcisz film, musisz wykonywać każdy ruch przy każdym dublu dokładnie tak samo, aby zapewnić zgodność na etapie montażu" – wyjaśnia Bonham Carter. – "Przy tej piosence, każdy mój ruch musiał być wykonywany w dokładnie tym samym momencie piosenki. Myślę, że zaśpiewałam do tej pory tę piosenkę około pięciuset razy, najpierw ćwicząc odpowiednie ruchy, potem podczas przesłuchań pracując nad jakością śpiewu, a potem nagrywając różne wersje i podejmując decyzję, która z nich ostatecznie znajdzie się w filmie".
Ponieważ w "Sweeneyu Tondzie" historia opowiadana jest głównie za pośrednictwem piosenek i muzyki, a nie dialogów, podczas nagrywania piosenek chodziło o coś więcej, niż tylko techniczną doskonałość. Aktorzy najpierw nagrali swoje piosenki, a dopiero potem rozpoczęły się zdjęcia do filmu. Oznaczało to, że będą później podczas zdjęć śpiewać z playbacku. Dlatego wykonanie piosenek w studio nagraniowym musiało też być bezbłędne z aktorskiego punktu widzenia. Aktorzy już podczas nagrywania piosenek musieli znaleźć pomysł na swoje postacie i utożsamić się z nimi – mimo że zdjęcia miały się rozpocząć kilka miesięcy później. "To wymagało narzucenia sobie bardzo odmiennej dyscypliny" – opowiada Depp. – "Kiedy nagrałeś piosenkę, nic już nie można było zmienić. Dokonywało się wiążących decyzji dotyczących swojej postaci na długie miesiące przed rozpoczęciem zdjęć. A jednocześnie podczas zdjęć trzeba było jakoś dopasować się do nagrania i jeszcze je ulepszyć, sprawić, żeby było bardziej przekonujące".
Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 5 lutego 2007 r. w wytwórni filmowej Pinewood w Anglii. Burton nakręcił tam wcześniej "Batmana" oraz "Charliego i fabrykę czekolady". Podczas zdjęć aktorzy musieli zsynchronizować ruchy ust z playbackiem, co sprawia czasem trudności nawet profesjonalnym wokalistom. "Trzeba starać się grać tak, jakby się brało udział w danej scenie po raz pierwszy, ale jednocześnie trzeba pozwolić dać się prowadzić nawykom wypracowanym podczas wcześniejszych nagrań" – opisuje ten proces Bonham Carter. – "Nie można sprawiać wrażenia, że śpiewa się z pamięci, że człowiek stara się coś zilustrować czy zademonstrować swoimi gestami. Trzeba po prostu wykonywać gesty i starać się, żeby wyszło to naturalnie. Czasem myślałam, że wolałabym zaśpiewać te piosenki na żywo podczas zdjęć, ale wtedy oczywiście jakość dźwięku byłaby dużo gorsza".
"Obserwując Helenę i Johnny’ego, byłam pod wrażeniem" – opowiada Laura Michelle Kelly, profesjonalna wokalistka musicalowa, która w "Sweeneyu Tondzie" debiutuje na ekranie. – "Nigdy bym nie przypuszczała, że po raz pierwszy śpiewają publicznie. Wszyscy sprawiali wrażenie tak pewnych siebie. Ważna jest umiejętność przekazania śpiewem emocji, to, żeby nie śpiewać mechanicznie – i tutaj właśnie oboje pokazali swój kunszt. Wielu profesjonalistów uważa, że piosenki Sondheima należą do najtrudniejszego repertuaru, ze swoimi zmianami tempa i melodii. Wszystkie są bardzo trudne technicznie. Wielu ludzi przygotowuje się do ich śpiewania przez lata. A tymczasem tych dwoje śpiewa je całkiem naturalnie. Wiele się nauczyłam, obserwując ich pracę".
Burton uważał, że z filmu należy usunąć wszystkie typowe "broadwayowskie" chwyty jeśli chodzi o muzykę oraz aktorstwo. "Na Broadwayu widzowie są przyzwyczajeni do tego, że piosenki kończą się grzmiącym "ta-tam", które jest dla nich sygnałem, że pora zacząć klaskać. Nie można przenieść tego efektu do filmu" – wyjaśnia reżyser – "Z jednej strony wydawało mi się, że kręcę film niemy, i dlatego potrzebny jest pewien specjalny styl aktorski, lekko przerysowany i bardzo ekspresyjny, ale z drugiej strony jak ognia unikałem broadwayowskiego sposobu śpiewania. Chociaż zostało może kilka takich scen… Musiałem znaleźć równowagę między tymi skrajnościami. Zależało mi na ekspresyjnej grze w stylu kina niemego albo starego filmu grozy, ale starałem się unikać typowej dla Broadwayu szarży".
"To nie jest nagranie broadwayowskiego musicalu, tylko film" – podkreśla Logan. – "Tim był bardzo wyczulony na zbyt ekspresyjną grę aktorską, na koturnowość, na przesadne "upiększanie" swojej gry i staranie się, żeby była ona widoczna nawet z galerii. W musicalu jest miejsce na taki nadmiar ekspresji aktorskiej, na używanie zbyt grubej kreski – to w końcu historia o szalejących namiętnościach, pełna nieco patetycznej muzyki. Ale Tim był bardzo czujny, starał się utrzymać realizm i prawdę. Chciał pokazać prawdziwych ludzi, którzy stają się uczestnikami tragicznych wydarzeń. Nie uciekał od pokazywania rozpaczy i skrajnych emocji. Jako miłośnik teatru i kinoman muszę stwierdzić, że to była genialna strategia. Tim tak jakby mówił : Szanujemy i kochamy musical. Zawsze będziemy o nim pamiętali. Ale to, co robimy, ma być przede wszystkim filmem kinowym".
Filmy Burtona zawsze spotykały się z uznaniem za wysmakowaną scenografię i stylowe efekty wizualne. W "Sweeneyu Tondzie" reżyser powierzył zadanie wyczarowania na ekranie dziewiętnastowiecznego Londynu dwukrotnemu laureatowi Oscara, scenografowi Dantemu Ferretti.
Ferretti jest jednym z uznanych mistrzów swojej profesji. Zdobył międzynarodową sławę dzięki pracy ze zmarłym już legendarnym włoskim reżyserem Federico Fellinim. Ferretti współpracował z nim przy sześciu filmach, zanim przeniósł się do Hollywood, gdzie następnie współpracował wielokrotnie z Martinem Scorsese przy takich filmach jak "Wiek niewinności", "Gangi Nowego Jorku" oraz "Aviator", a także z Brianem De Palmą przy "Czarnej dalii" i z Neilem Jordanem przy "Wywiadzie z wampirem".
"Znałem pracę Dantego jeszcze z czasów jego współpracy z Fellinim. W pracy z kimś, kto pracował z Fellinim, jest specjalna energia" – mówi Burton. – "Sprowadza się to do tego, że czujesz, że robisz film nie po to, żeby osiągnąć sukces finansowy. Dante jest artystą. Wchodzisz do jego pracowni i widzisz, że Dante sam szkicuje swoje pomysły. Jest w tym wiele energii. Kiedy pomyśli się o karierze Dantego i tym wszystkim, czego dokonał... Praca z nim była dla mnie bardzo ekscytująca".
Z kolei Ferretti zawsze uważał, że Burton przypomina Felliniego, także z powodu swojego artystycznego temperamentu. Burton zawsze rysuje coś albo szkicuje. "Zawsze tak uważałem. Uważałem, że przypomina Felliniego" – mówi scenograf. – "Jest taki kreatywny. Zawsze coś rysuje, dokładnie jak Fellini. Są do siebie bardzo podobni".
Burton nie chciał tworzyć realistycznej scenografii dziewiętnastowiecznego Londynu. "Zdecydowaliśmy się nie przykładać wagi do wierności prawdzie historycznej, bo nasza historia jest trochę baśniowa. Chcieliśmy pokazać Londyn wystylizowany" – opowiada reżyser. Burton wysłał Ferrettiemu płytę DVD z filmem "Syn Frankensteina", żeby pokazać, jaki jest jego pomysł na scenografię.
"Tim powiedział: Chciałbym pokazać Londyn taki, jak w starych czarno-białych filmach hollywoodzkich" – opowiada scenograf. – "Nie za dużo detali, wrażenie czarno-białego filmu, stonowane kolory. Nasza scenografia jest bardzo graficzna. Tim jest niesłychanie kreatywny. Zawsze ma bardzo jasną wizję tego, co chce osiągnąć. Jest wielkim reżyserem, a każdy, kto obejrzy jego filmy, przekona się, że najważniejsza jest dla niego strona wizualna".
Unikalną stronę wizualną filmu buduje też wykorzystanie w scenach retrospekcji oraz marzeń bohaterów scenografii i kostiumów w jasnych, żywych kolorach. "W musicalu to piosenki opowiadają o tym, że Sweeney stracił żonę, którą odebrał mu przemocą sędzia Turbin" – mówi producentka Laurie MacDonald. – "Jednak film dał nam możliwość ukazania tej części historii, możemy pokazać Sweeneya takiego, jaki był wcześniej i takiego, jakim się stał. Te nasycone kolorami sceny zdecydowanie kontrastują z mroczną scenografią Ferrettiego oraz budują kontrast między tym, jaki Sweeney był kiedyś, a tym, jaki jest teraz".
Burton znany jest ze swojej zdolności wyczarowywania na ekranie fantastycznych światów z wykorzystaniem tradycyjnych technik filmowych, takich jak budowa dekoracji w studio, a nie efekty komputerowe. Jednak planował wykorzystanie w "Sweeneyu Tondzie" zdjęć na tle zielonego ekranu z użyciem tylko minimalnej ilości rekwizytów i dekoracji (technologia ta znana jest z filmów "Sin City" oraz "Sky Kapitan i świat jutra"). "Jednym z powodów był budżet filmu" – tłumaczy reżyser. – "Ale kiedy dobrze to przemyślałem, zrozumiałem, że scenografia pomaga mnie i aktorom w pracy. Pomaga całej ekipie. Poza tym, w tym filmie aktorzy śpiewają swoje piosenki. Uznałem więc, że śpiewanie z zielonym ekranem za plecami sprawi, że aktorzy będą zbyt oddaleni od rzeczywistości, że będzie to dla nich praktycznie koszmar. Myślę, że w tym konkretnym filmie naprawdę potrzebowaliśmy tradycyjnej scenografii z racji śpiewania".
Jeden z producentów filmu, Richard D. Zanuck, dodaje, że różnica w kosztach pomiędzy green screenem a tradycyjną scenografią była w tym wypadku minimalna. "Uświadomiliśmy sobie, że koszty będą porównywalne w wypadku, jeśli nakręcimy cały film w technologii cyfrowej, i jeśli inteligentnie wykorzystamy tradycyjne dekoracje, używając komputera po to, żeby tworzyć perspektywę i tylko niektóre sceny kręcąc na tle zielonego ekranu. Tim czuł się zdecydowanie bardziej komfortowo przy takim sposobie pracy, podobnie jak aktorzy".
Mimo że Feretti był zadowolony z decyzji, że film będzie miał tradycyjną scenografię, oznaczało to też więcej pracy dla niego i jego zespołu. Kiedy rozważano jeszcze wykorzystanie technologii zielonego ekranu, tradycyjne dekoracje domu sędziego Turpina ograniczały się do jednego okna i drzwi – cała reszta miała być wygenerowana komputerowo. Tymczasem powrót do koncepcji tradycyjnej scenografii oznaczał, że scenografowie będą musieli wybudować makietę całego domu, razem z prowadzącą do niego ulicą wysadzaną drzewami i gigantycznym namalowanym tłem udającym perspektywę. Ferretti zaprojektował i nadzorował budowę kilkunastu kompletnych dekoracji w Pinewood Studios. Skrócenie okresu przedprodukcyjnego oraz stosunkowo mały budżet oznaczały, że Ferretti musiał wykorzystać całą swoją kreatywność, nie tyko po to, aby zbudować wszystkie wymagane dekoracje, ale też żeby zmieścić je na małej przestrzeni w halach Pinewood Studios, jakie ekipa miała do swojej dyspozycji. Rozwiązanie zaproponowane przez Ferrettiego było bardzo kreatywne i nadspodziewanie tanie. Dzięki wykorzystaniu wymiennych frontów kamienic oraz wyjmowanych ścian, dekoracje mogły być używane wielokrotnie, i tak na przykład plac targowy przed kościołem św. Dunstana, który został w całości wybudowany w hali w Pinewood, z łatwością można było zamienić w scenografię Fleet Street, oszczędzając w ten sposób czas i pieniądze.
"To był mój pierwszy film z Dantem, i muszę powiedzieć, że jego praca przewyższyła wszystkie moje oczekiwania" – chwali scenografa Zanuck. – "Nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy i wiedzieliśmy, że nie będziemy sobie mogli pozwolić na zbudowanie wszystkich potrzebnych dekoracji. W związku z tym Dante uprawiał swoisty recycling scenografii, po prostu zmieniając niektóre elementy. Czasem dekoracje są ustawione jedne za drugimi, bo nie mogliśmy sobie pozwolić na wynajęcie większej liczby hal. To, co udało mu się osiągnąć, budzi podziw. Widzowie będą się czuli, jakby byli w Londynie w tamtym okresie. Oczywiście, wykorzystaliśmy też komputerowe możliwości, aby wizualnie powiększyć i przedłużyć dekoracje, więc na ekranie będzie to wyglądało jak szeroko filmowane plenery".
"Jest coś magicznego dla scenarzysty w tym, że najpierw pisze w scenariuszu "Wnętrze: piekarnia", a później widzi to, co Tim i Dante stworzyli" – opowiada scenarzysta filmu John Logan. – "Znam Dantego dobrze, bo razem pracowaliśmy przy filmie "Awiator" i wiedziałem, że wniesie do swojej pracy wielką dbałość o szczegóły. W scenariuszu napisałem, że zakład fryzjerski Sweeneya wygląda na nawiedzony przez duchy, i w filmie każdy centymetr tego świata tak właśnie wygląda. Dekoracje do filmu są bardzo niepokojące, ponieważ są ciemne, pełne niespodziewanych zakrętów i załomów. Nigdy nie wiesz, co może się czaić za rogiem. Może to być Sweeney Todd ze swoją brzytwą, pani Lovett z kawałkiem pasztetu albo Kuba Rozpruwacz. To przerażające dekoracje, i tak przecież powinno być, bo ten film jest też horrorem".
Dla aktorów scenografia zaprojektowana przez Ferrettiego okazała się bardzo inspirująca. "Zachwyciły mnie dekoracje" – mówi Helena Bonham Carter. – "Uwielbiałam zwłaszcza chodzić po naszej Fleet Street. Ta atmosfera pomagała nam w grze, otoczenie zapraszało wyobraźnię do podróży. Podobało mi się też wnętrze mojego sklepiku".
Innym kluczowym elementem filmu były kostiumy stworzone przez Coleen Atwood. "Kostiumy są jak jeszcze jeden bohater filmu" – mówi Burton. – "Współpracowałem z Coleen wiele razy i wiem, że ona też tak na to patrzy. Jej rola w procesie produkcji jest równie ważna, jak wszystkich innych członków ekipy kreatywnej filmu. Kostiumy przyczyniają się do wyznaczenia tonacji filmu i pomagają aktorom zrozumieć, jakie są ich postacie, jak mają zagrać".
Praca nad "Sweneyem Toddem" była wyjątkowym wyzwaniem, ponieważ we wszystkich scenach z wyjątkiem retrospekcji zdecydowano się na użycie bardzo ograniczonej palety kolorów. Jednak dzięki eksperymentom z różnymi fakturami materiałów i projektami Atwood udało się stworzyć wizję, której oczekiwał Burton. "Sweeney i pani Lovett są silnymi postaciami" – mówi Burton. – "Chcieliśmy osiągnąć taki sam mocny efekt wizualny, jaki widać w starych filmach o Frankensteinie albo Drakuli, i w innych klasycznych horrorach. I taki był nasz cel: chcieliśmy, żeby wizerunek Sweeneya i pani Lovett był nową wersją tamtych klasycznych ikon kultury".
Te same założenia sprawiły, że Tim Burton chciał, aby "Sweeney Todd" wyglądał prawie jak film czarno-biały, niemal całkowicie pozbawiony innych kolorów. "Mój pierwszy pomysł polegał na tym, żeby film najbardziej jak to możliwe przypominał stare filmy czarno-białe" – wyjaśnia pochodzący z Polski operator Dariusz Wolski. "Tim dał mi do obejrzenia masy starych filmów grozy. Obaj też lubimy film noir. Podobają nam się także klasyczne czarno-białe filmy. Takie było nasze ogólne podejście, chcieliśmy mieć film ekspresjonistyczny, mroczny, z dużą ilością kontrastu, bardzo graficzny. Dante stworzył surową, monochromatyczną scenografię. Potem ja przejąłem pałeczkę, pracując nad oświetleniem. Obejrzeliśmy wcześniej wiele fotografii starego Londynu. Staraliśmy się, żeby "Sweeney Todd" wyglądał jak stary film nakręcony przy użyciu współczesnej technologii. W nowoczesny sposób nakręciliśmy staroświecki film".
Następnie, na etapie postprodukcji, Wolski wykorzystał technologię Digital Intermediate, aby zdjęcia jeszcze bardziej pozbawić koloru. "W tym filmie na wszystkie sposoby staramy się pozbawić zdjęcia koloru – temu celowi służy charakteryzacja, kostiumy, scenografia i cyfrowa postprodukcja wykonana przeze mnie" – opowiada Wolski. "Staraliśmy się, żeby film wyglądał prawie na czarno-biały, z odrobiną wyblakłych kolorów tu i tam. No i oczywiście z krwią".
Z faktu, że Sweeney Todd morduje swoje ofiary, podrzynając im gardła, wynikało, że na ekranie pojawi się morze krwi. Naturalnie film Burtona bierze też pod uwagę dziedzictwo musicalu. "Kiedy pierwszy raz spotkałem się z Timem, od razu zaczęliśmy rozmawiać o tym, że z obejrzenia "Sweeneya Todda" po raz pierwszy na scenie pamiętamy głównie krew" – wspomina Logan. – "Przy pierwszym morderstwie, Sweeney wykonuje szerokie cięcie brzytwą, a krew rozlewa się łukiem po całej scenie i lśni w świetle reflektorów, które wydobywają jej głęboki czerwony kolor".
"W rzeczywistości poderżnięcie komuś gardła to brudna i obrzydliwa robota i nie staramy się tego ukryć" – mówi Logan. – "Nie staramy się upiększać zbrodni Sweeneya, ponieważ żeby zrozumieć jego tragedię trzeba też zrozumieć cierpienia, jakie zadaje swoim ofiarom i jego własne upodlenie. Musimy zrozumieć, że jest on zbrodniczym psychopatą, a jednak zacząć mu współczuć. Na tym polega genialność "Sweeneya Todda". Uważaliśmy, że bardzo ważne jest to, żeby nie rezygnować z realistycznego pokazywania krwi. Więc kiedy przecina komuś tętnicę szyjną, krew tryska na wszystkie strony i wszystko jest nią zalane".
"Tim wychowywał się na horrorach" – uśmiecha się Bonham Carter. – "Co sobotę biegał do kina na horror, a Johnny też je uwielbia. I wyraźnie widać, że szukali tam inspiracji do naszego filmu. Sweeney Todd jest horrorem. Ale Tim jest dosyć przewrotny. W filmie jest masa kiczu, co bardzo go bawi, i masa krwi, co także go bawi. Jest w tym wiele czarnego humoru. I mam nadzieję, że nie jest to naprawdę przerażające, tylko raczej śmieszno-straszne, śmieszne w pewien inteligentny i przewrotny sposób".
"Sweeney Todd" jest, aby użyć klasycznych terminów teatralnych, krwawą tragedią zemsty” – podsumowuje Logan. – "Jest też hołdem złożonym tradycji makabrycznych przedstawień teatru Grand Guignol i nawiązuje do tradycji zeszytowych powieści popularnych ("penny dreadfuls"), czytanych w wiktoriańskim Londynie. Należy jednak podkreślić, że przedstawianie krwi w "Sweeneyu Toddzie" nie ma wydźwięku sadystycznego. Krew w filmie nie jest zbędnym elementem fabuły. Jest w sposób integralny częścią świata bohaterów, więc zrezygnowanie z pokazania jej oznaczałoby zdradę prawdy artystycznej filmu, co byłoby całkowicie sprzeczne z wizją reżysera i koncepcją filmu. Sprowadza się to do tego, że "Sweeney Todd" opowiada o mordowaniu ludzi. Główny bohater tak bardzo pragnie zemsty, że morduje swoje ofiary brzytwą, a ich krew leje się na wszystko dookoła – na ich ciała, ale też na twarz i ręce Sweeneya. Todd jest zbrukany krwią swoich ofiar w sensie dosłownym i metaforycznym".
Fragment "Sweeney Todda" miał swoją światową premierę podczas festiwalu filmowego w Wenecji we wrześniu, podczas którego Burton odebrał też Złotego Lwa za całokształt twórczości. Widzom pokazano osiem minut filmu, w tym scenę, w której Depp śpiewa balladę "My Friends". Reakcja publiczności festiwalowej na pokazany fragment była entuzjastyczna.
"Mam nadzieję, że film okaże się dla widzów chociaż w połowie tak ekscytującym i wciągającym przeżyciem, jakim dla nas była jego produkcja" – mówi Bonham Carter. – "Myślę, że będzie wielkim sukcesem. Ten film to trochę jak małżeństwo umysłów Tima i Stephena Sondheima. Obaj dzielą podobny sposób widzenia świata i mają to samo czarne poczucie humoru. Kochają też muzykę i obaj są bardzo wrażliwi".
"Liczymy się z możliwością, że nasz film spotka się z protestami fanów oryginalnego musicalu, bo zmieniliśmy trochę scenariusz i nie wykorzystaliśmy wszystkich piosenek" – przewiduje Burton. – "Starałem się zachować jak największą wierność wobec musicalu, ale mimo tego nie jestem pewny, jak zareagują wojujący obrońcy musicalu. Ale z drugiej strony chyba nie ma ich tak wielu? Zrobienie filmu takiego jak ten jest bardzo ryzykowne. Ma on kategorię "od lat 18", a jednak jest musicalem. Jest w nim masa krwi, ale z drugiej strony liczymy na widzów, którzy chodzą z reguły na broadwayowskie musicale i omijają krwawe horrory szerokim łukiem. I odwrotnie: widzowie, którzy chodzą na krwawe horrory i omijają musicale szerokim łukiem".
Stephen Sondheim przyznaje, że sporo materiału z oryginalnego musicalu nie znalazło się w filmie i może to być rozczarowaniem dla fanów. Kompozytor dodaje: "Chciałbym prosić fanów broadwayowskiego musicalu żeby, o ile to możliwe, zostawili swoje wspomnienia za drzwiami. W przeciwieństwie do innych adaptacji filmowych musicali, które widziałem, film Burtona jest próbą całkowitej transformacji formy musicalu w dzieło filmowe. Najważniejszą cechą "Sweeneya Todda" jest to, że nie jest to filmowy zapis przedstawienia scenicznego. Jest to film oparty na motywach przedstawienia".
"Najbardziej cieszę się z tego, że wielu widzów, którzy nigdy nie słyszeli o Stephenie Sondheimie i nigdy nie byli na Broadwayu, za pośrednictwem naszego filmu zetknie się po raz pierwszy z tym arcydziełem" – mówi Logan. – "Usłyszą muzykę niepodobną do jakiejkolwiek muzyki skomponowanej przez amerykańskiego kompozytora. Obejrzą oryginalną historię, niepodobną do niczego, co widzieli wcześniej. I zrozumieją dlaczego ludzie, którzy kochają "Sweeneya Todda" tak jak my, kochają go od tak dawna i tak mocno. W pewien sposób, widzowie w kinie staną się Timem Burtonem albo Johnem Loganem, którzy oglądają po raz pierwszy ten musical dwadzieścia pięć lat temu, i zakochują się w nim na długie lata. "Sweeneya Todda" można scharakteryzować najkrócej jako mieszankę musicalu i horroru. To film grozy z muzyką, która odgrywa ważną rolę w akcji. Jest to też wciągający film psychologiczny i przewrotna czarna komedia. Jest to również film grozy w stylu makabresek Grand Guignol. Ale przede wszystkim jest to czysta rozrywka. Geniusz Stephena Sondheima, połączony z geniuszem Tima Burtona, przywołują na ekran świat Sweeneya Todda. To wyjątkowe i bardzo ekscytujące przeżycie dla widzów".
"Kiedy zgodziłem się wyreżyserować ten film, poszedłem do wytwórni i powiedziałem: Wiecie, chłopaki, w tym filmie będzie morze krwi" – przypomina sobie reżyser Tim Burton, który wcześnie zrozumiał, że ta klasyczna makabreska będzie musiała ociekać krwią tak samo, jak podejrzany farsz do pasztecików pani Lovett. Nie ma co tego ukrywać, Sweeney Todd jest przerażającym mordercą i psychopatą.
Chociaż niektórzy badacze twierdzą, że Sweeney Todd jest postacią fikcyjną, inni wskazują na istnienie dokumentów potwierdzających, że w osiemnastowiecznym Londynie rzeczywiście działał na Fleet Street "zbrodniczy golibroda". Todd stał się ważnym bohaterem pierwszych tabloidów, tanich powieści zeszytowych opowiadających przerażające historie o zbrodniarzach ("penny dreadfuls") oraz popularnych przedstawień teatralnych. Medialna kariera Sweeneya Todda staje się potwierdzeniem powiedzenia (pochodzącego z westernu Johna Forda "Człowiek, który zastrzelił Liberty Valance’a") głoszącego: Kiedy legenda zostaje uznana za fakt, wydrukuj legendę".
Sweeney Todd urodził się rzekomo w 1748 r. Był jedynym dzieckiem pary niestroniących od alkoholu biedaków. W tym czasie Londyn był miastem opanowanym przez choroby i korupcję, brudnym i pełnym nędzy. Młody Todd od najmłodszych lat pracował ciężko u boku swoich rodziców w manufakturze tekstylnej. Jego rodzice zaginęli w tajemniczych okolicznościach, a w wieku czternastu lat Todd został aresztowany za drobną kradzież i osadzony w wiezieniu Newgate. Wyrok można uznać za łagodny, ponieważ większość młodocianych złodziei karano w tym czasie śmiercią przez powieszenie.
W więzieniu Todd wszedł w środowisko złodziei i kryminalistów i później stał się pomocnikiem więziennego cyrulika, który sam także był jednym z więźniów. Człowiek ten nazywał się Elmer Plummer. Cyrulicy i balwierze zwyczajowo wykonywali też drobne operacje chirurgiczne. Taka jest geneza tradycyjnego szyldu, jakim w Anglii oznacza się zakłady balwierskie i fryzjerskie, a którym jest tyczka pomalowana w ukośne biało-czerwone paski (czerwony ma symbolizować krew). Terminując u Plummera, Todd nauczył się zawodu balwierza i zdobył podstawowe wiadomości z zakresu anatomii, a także nauczył się niepostrzeżenie okradać kieszenie klientów, którzy rozsiadali się na fotelu fryzjerskim. Te umiejętności przydały mu się, kiedy wyszedł na wolność, jednak wkrótce opanowała go chciwość, zazdrość i chorobliwa furia, które sprawiły, że zaczął mordować swoich klientów.
Todd otworzył zakład fryzjerski w domu pod numerem 186 przy Fleet Street, obok kościoła św. Dunstana, pod którym znajdowały się zapomniane tunele i katakumby, gdzie przez wieki grzebano parafian. Todd reklamował swoje usługi, eksponując na wystawie słoiki z usuniętymi przez siebie zębami, obciętymi włosami i krwią pacjentów. Na honorowym miejscu w zakładzie stał jego straszliwy wynalazek: fotel fryzjerski połączony z zapadnią.
Aby zatrzeć ślady swoich zbrodni, Todd wybudował zapadnię, która obracała się o 360 stopni. Do fałszywego panelu podłogi przytwierdził fotel fryzjerski. Dlatego kiedy naciskał na dźwignię, deski obracały się pod ciężarem klienta, który wpadał głową w dół do specjalnego zsypu prowadzącego do położonej wiele kondygnacji niżej piwnicy. Deski obracały się dalej aż do ponownego zamknięcia i już po sekundzie zakład znowu sprawiał niewinne wrażenie, z fotelem stojącym po środku podłogi. Wtedy Todd biegł do piwnicy. Jeśli jego ofiara nie zginęła od upadku, zabijał ją przy pomocy brzytwy, a następnie okradał trupa z wszystkich kosztowności i ukrywał ciało w katakumbach pod kościołem, wśród kości dawno zmarłych parafian. Przez jakiś czas zbrodniczy plan działał bez zarzutu, jednak wkrótce Toddowi zaczęło brakować miejsca na ciała kolejnych ofiar.
W tym czasie Todd poznał chciwą wdowę Margery Lovett. Wkrótce pani Lovett została jego kochanką i wspólniczką jego zbrodni. Todd kupił pani Lovett piekarnię w zaułku Bell Yard, która była połączona z jego zakładem balwierskim tajnym tunelem prowadzącym przez katakumby. Todd wykorzystywał swoją wiedzę o anatomii, żeby fachowo ciąć na kawałki ciała swoich ofiar i przynosił mięso pani Lovett, która przyrządzała z niego farsz do pasztetów, a skórę i kości nadal ukrywał w katakumbach.
Przez jakiś czas zakład balwierski Todda prosperował, a piekarnia pani Lovett zaczęła sobie zdobywać sławę w Londynie, jednak straszliwy smród wydobywający się z katakumb św. Dunstana zwrócił uwagę władz. Podczas śledztwa odkryto świeże zwłoki w katakumbach, a prowadzący sprawę przedstawiciele władz łatwo połączyli fakt tajemniczych zaginięć z rejonie Fleet Street z trupami w katakumbach i krwawymi odciskami stóp, które prowadziły podziemnym tunelem od zakładu fryzjerskiego do piekarni pani Lovett. Wtedy miasto opanowała histeria.
Aresztowanie Todda nie wywołało wielkiego poruszenia, ale kiedy prowadzący śledztwo złożyli wizytę pani Lovett przy Bell Yard, klienci jej piekarni, którzy uwielbiali smak jej pasztecików z mięsem, zrozumieli, że przez długi czas zjadali ofiary zbrodniczego fryzjera. Tłum usiłował na miejscu zlinczować właścicielkę piekarni, jednak władzom udało się przetransportować panią Lovett do więzienia Newgate. Wyznała ona całą prawdę o zbrodniach swoich i Todda i popełniła samobójstwo. Todd został osądzony i uznany za winnego, a następnie powieszony. Źródła utrzymują, że Todd zamordował ponad 160 osób.
Mieszkańcy Londynu z przerażeniem śledzili wieści o tym mrożącym krew w żyłach skandalu. Wydawcy gazet wykorzystali zainteresowanie opinii publicznej, aby zwiększyć nakłady. Dziennikarze łączyli niepotwierdzone plotki z faktami, ubarwiając całą historię w taki sposób, że Sweeney Todd stał się wkrótce niekwestionowaną gwiazdą pierwszych tabloidów i prawdziwym miejskim mitem. Właśnie dlatego, że historia była tak popularna i opowiadana w nieskończonej liczbie wariantów, nie dysponujemy obecnie jednym wiarygodnym opisem wyglądu Todda.
Wynikająca z dosyć oczywistych przyczyn popularność tej historii oraz stopniowy wzrost umiejętności czytania wśród dorosłych stały się ważnymi elementami, które przyczyniły się do powstania pewnego specjalnego typu literatury. Były to zeszyty zawierające odcinki sensacyjnych opowieści. Jeden egzemplarz kosztował zwyczajowo pensa. Z powodu swojej ceny oraz pełnej przemocy i brutalności treści, magazyny te zaczęły być nazywane najpierw "Penny Bloods", a później "Penny Dreadfuls". Najbardziej popularnym dziełem z gatunku "Penny Dreadfuls" było napisane w 1846 r. przez Thomasa Pecketta Presta opowiadanie "The String of Pearls", w którym występuje Zbrodniczy Golibroda Sweeney Todd. Opowiedziana przez Presta krwawa historia o zbrodniczym psychopacie oraz echa historii prawdziwego Todda w kulturze popularnej tamtych czasów prawie natychmiast zainspirowały także twórców teatralnych.
"George Dibdin-Pitt należał do najbardziej popularnych dramatopisarzy swojej epoki" – opowiada Stephen Sondheim. – "W późnych latach czterdziestych dziewiętnastego wieku napisał sztukę o Sweeneyu Toddzie, która stał się wielkim przebojem". Jej popularność jest niewątpliwym dowodem fascynacji tamtej epoki horrorem i makabrą. Sztuka Pitta zadziwiła także wiktoriańską publiczność odwołaniami do francuskiej tradycji makabrycznego melodramatu w stylu teatru Grand Guignol.
Tradycja Grand Guignol odwołuje się do sztuk wystawianych w Le Theatre du Grand Guignol, założonym przez Oscara Meteniera w 1897 r. Charakterystyczną cechą produkcji Grand Guignol jest makabryczna fabuła oraz wykorzystanie pomysłowych efektów specjalnych. Grand Guignol uznawany jest obecnie za staroświecką formę rozrywki. Kres popularności podobnych sztuk położył rozwój filmu grozy w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Jednak jeszcze w tym okresie sztuka Pitta o Sweeneyu Toddzie nadal szokowała publiczność teatralną. Jej wieloletnie triumfy zainspirowały szereg innych adaptacji tej samej historii, jednak dopiero na początku lat siedemdziesiątych brytyjski dramaturg i aktor Christopher Bond napisał nową sztukę, w której wprowadził wiele istotnych zmian do legendy. Bond dopisał motyw zemsty Todda na sędzim Turpinie, zamieniając tym samym Sweeneya Todda z psychopatycznego seryjnego mordercy motywowanego jedynie chciwością w nieszczęsnego człowieka dręczonego przez demony przeszłości.
"W 1973 r. byłem w Londynie i zobaczyłem sztukę Bonda" – mówi Sondheim. – "Zawsze bardzo lubiłem melodramat i pomyślałem, że ta fabuła znakomicie nadaje się na musical. Skontaktowałem się więc z Christopherem Bondem i poprosiłem go o zgodę na adaptację musicalową sztuki".
Johnny Depp, Sweeney Todd
Johnny Depp zagrał ostatnio ponownie rolę kapitana Jacka Sparrowa w przeboju lata "Piraci z Karaibów: Na krańcu świata". Za udział w pierwszej części cyklu otrzymał nominację do Oscara. Druga część, zatytułowana "Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka", zarobiła ponad miliard dolarów, zajmując trzecie miejsce na liście najbardziej kasowych filmów wszechczasów. Za rolę kapitana Jacka Sparrowa w pierwszej części trylogii, zatytułowanej "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły", aktor otrzymał także nominację do Złotego Globu, do nagrody Brytyjskiej Akademii Filmowej (BAFTA), oraz do nagrody SAG.
Depp zasłużył na uznanie krytyki oraz międzynarodową popularność swoimi pamiętnymi rolami w wielu słynnych filmach. Ostatnio po raz czwarty i piąty współpracował z reżyserem Timem Burtonem na planie "Charlie’ego i fabryki czekolady", za rolę w którym aktor otrzymał nominację do Złotego Globu za najlepszą rolę w komedii lub musicalu, oraz przy "Gnijącej pannie młodej", która otrzymała w 2005 r. nominację do Oscara w kategorii filmu animowanego. W "Charlie’em i fabryce czekolady", opartym na motywach uwielbianej przez dzieci klasycznej książki Roalda Dahla filmie, który osiągnął wielki sukces kasowy i uznanie krytyków na całym świecie, Depp wcielił się w rolę ekscentrycznego producenta czekolady, Willy’ego Wonki. W pełnej fantazji "Gnijącej pannie młodej" z kolei, która okazała się być jednym z większych sukcesów kasowych roku, aktor udzielił głosu głównemu bohaterowi, Victorowi Van Dortowi. Depp zagrał też ostatnio z Johnem Malkovichem oraz Samanthą Morton w "Rozpustniku" Laurence’a Dunmore’a, opowiadającym o życiu siedemnastowiecznego poety i libertyna Johna Wilmota, hrabiego Rochester.
Depp otrzymał kolejną w swojej karierze nominację do Oscara, Złotego Globu, nagrody Gildii Aktorów Filmowych oraz Bafty za rolę J.M. Barriego w filmie Marca Forstera "Marzyciel", w którym partnerowali mu Kate Winslet oraz Freddie Highmore. Depp ma też na swoim koncie role w "Sekretnym oknie" Davida Koeppa, "Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2" Roberta Rodrigueza, "Z piekła rodem" Alberta i Allena Hughesów, "Blow" Teda Demme’a, komedii romantycznej "Czekolada" Lasse Hallstroma, "Zanim zapadnie noc" Julian Schnabela, "Człowieku, który płakał" Sally Potter, "Jeźdźcu bez głowy" Tima Burtona, "Dziewiątych wrotach" Romana Polańskiego oraz "Las Vegas parano" Terry’ego Gilliama.
Po roli w "Donnie’em Brasco" Mike’a Newella, gdzie partnerował Alowi Pacino, Depp został uznany za najlepszego aktora swojego pokolenia. Zagrał także w "Truposzu" Jima Jarmuscha oraz w "Don Juanie DeMarco" Jeremy’ego Levena, gdzie gra mężczyznę przekonanego, że jest największym kochankiem świata. W filmie partnerują mu legendarne gwiazdy Marlon Brando oraz Faye Dunaway.
Poruszająca kreacja w tytułowej roli w filmie Tima Burtona "Edward Nożycoręki" ugruntowała pozycję Deppa jako jednego z najbardziej popularnych aktorów hollywoodzkich oraz dała mu pierwszą w karierze nominację do Złotego Globu. Drugą nominację do tej nagrody otrzymał za rolę w przewrotnej komedii romantycznej Benny & Joon w reżyserii Jeremiah S. Chechika. Depp ponownie spotkał się na planie z Burtonem w docenionym przez krytyków obrazie "Ed Wood", za który otrzymał trzecią nominację do Złotego Globu w kategorii "Najlepszy aktor". Inne ważne role Deppa to udział w "Co gryzie Gilberta Grape’a" Lasse Hallstroma, "Arizona Dream" Emira Kusturicy oraz "Na żywo" Johna Badhama.
Depp rozpoczął karierę jako muzyk, grając w kapeli rockowej The Kids, co pozwoliło mu przeprowadzić się do Los Angeles. Kiedy zespół się rozpadł, Depp spróbował szczęścia jako aktor i dostał pierwszą większą rolę w "Koszmarze z ulicy Wiązów". Do jego wczesnych filmów należy też nagrodzony "Oscarem" Pluton Oliviera Stone’a. Następnie Depp zdobył rolę policjanta-tajniaka w popularnym serialu kryminalnym sieci Fox "21 JumpStreet", która przyniosła mu sporą popularność. Depp był gwiazdą czterech sezonów serialu, zanim rozpoczął karierę na dużym ekranie rolą w "Beksie" Johna Watersa.
Debiutem reżyserskim Deppa był film "Odważny", w którym zagrał wraz z Marlonem Brando. Film jest ekranizacją powieści Gregory’ego McDonalda. Scenariusz jest dziełem Johnny’ego Deppa i jego brata D.P. Deppa.
Helena bonham Carter, Pani Lovett
Brytyjska aktorka Helena Bonham Carter ma na swoim koncie udział w wielu zróżnicowanych filmach, od prowokującego thrillera Davida Finchera "Podziemny krąg" przez remake klasycznej Planety małp dokonany przez Tima Burtona, aż do czarnej komedii "Nowokaina" w reżyserii Davida Atkinsa. Jej najnowszą rolą jest udział w wyreżyserowanym przez Davida Yatesa przeboju kasowym lata, filmie "Harry Potter i Zakon Feniksa", w którym zagrała Bellatrix Lestrange. W 2005 r. Bonham Carter użyczyła swojego głosu postaci Lady Tottington w pełnometrażowym filmie animowanym Nicka Parkera "Wallace & Gromit: Klątwa królika" oraz tytułowej postaci w filmie wykorzystującym technikę animacji poklatkowej "Gnijąca panna młoda" w reżyserii Tima Burtona.
Zagrała także w następujących filmach fabularnych: "Rozmowy z innymi kobietami" Hansa Canosy, "Duża ryba" Burtona (w podwójnej roli Jenny i Czarownicy), w "Miłości mojej młodości" Michaela Petroniego, oraz w wyprodukowanym przez HBO filmie "Na żywo z Bagdadu" w reżyserii Micka Jacksona, za który nominowana była do Złotego Globu i nagrody Emmy. Zagrała także w "Sześćdziesiątym szóstym" Paula Weilanda oraz "The Heart of Me" Thaddeusa O’Sullivana. Za rolę w "Miłości i śmierci w Wenecji" w reżyserii Iana Softleya otrzymała nominacje do Oscara, Złotego Globu oraz nagrody SAG, a za rolę w filmie Morta Ransena Muzeum Margaret otrzymała kanadyjską Genie Award dla najlepszej aktorki. Jej rola w serialu Merlin Steve’a Barrona była nominowana do nagrody Emmy.
Ostatniego dnia zdjęć do jej debiutanckiego filmu "Lady Jane" w reżyserii Trevora Nunna, James Ivory zaproponował jej rolę młodej i naiwnej Lucy Honeychurch w ekranizacji "Pokoju z widokiem". Była to pierwsza z długiej serii ról Bonham Carter w adaptacjach powieści E.M. Forstera, które miały jej przynieść międzynarodowe uznanie. Kolejnymi filmami z tej serii były "Tam, gdzie nie chadzają anioły" w reżyserii Charlesa Sturridge’a oraz "Powrót do Howards End" Ivory’ego. Aktorka zagrała też Ofelię w ekranizacji Hamleta z Melem Gibsonem w roli tytułowej, dokonanej przez Franco Zeffirelliego, oraz Elżbietę we "Frankensteinie" w reżyserii Kennetha Branagha. Następnie zagrała żonę postaci granej przez Woody’ego Allena w "Jej wysokości Afrodycie".
Bonham Carter występuje też chętnie w telewizji. Zagrała między innymi w "Siedmiorgu wspaniałych", filmie inspirowanym losami Jacqui Jackson, matki siedmiorga dzieci, w tym trzech normalnie się rozwijających dziewczynek i czterech autystycznych chłopców, oraz w filmach "Dancing Queen", "Pogrzebana tajemnica", "Ciemne oko", "Merlin" i "Henryk VIII'. Zagrała także na deskach teatralnych w sztukach "Woman in White", "The Chalk Garden", "House of Bernarda Alba", oraz "Trelawny of the Wells".
Alan Rockman, sędzia Turpin
Kinomani pamiętają Alana Rickmana z jego ostatnich ról w filmach Pachnidło, Śniegowe ciastko, The Nobel Son oraz Harry Potter i Zakon Feniksa. Rickman otrzymał nominacje do nagród BAFTA za role w "Rozważnej i romantycznej" oraz "Michaelu Collinsie", a za rolę szeryfa Nottingham w "Robin Hoodzie księciu złodziei" otrzymał nagrodę BAFTA za najlepszą rolę drugoplanową. Za role w "Głęboko, prawdziwie, do szaleństwa", "Z zamkniętymi oczami" oraz w "Robin Hoodzie księciu złodziei" otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora roku przyznawaną przez dziennik Evening Standard. Zagrał także rolę tytułową w filmie "Mesmer", za którą otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Montrealu. Rickman ma także na swoim koncie role w "Szklanej pułapce", "Bobie Robertsie", "Nieprawdopodobnej przygodzie", "Dogmie", "Galaxy Kuest – kosmicznej załodze" oraz w popularnej serii filmów o Harrym Potterze.
Za tytułową rolę tajemniczego rosyjskiego mnicha w "Rasputinie" produkcji HBO Rickman zdobył nagrodę Emmy, Złoty Glob oraz nagrodę SAG za główną rolę męską. Po raz drugi nominowany był do nagrody Emmy za rolę w innej produkcji HBO, W rękach Boga. Jako członek Royal Shakespeare Company zagrał główną rolę w produkcji "Niebezpiecznych związków" na londyńskim West Endzie oraz na Broadwayu. Za swój udział w tym przedstawieniu nominowany był do nagrody Emmy. Na deskach Royal Court Theatre pojawił się w "The Grass Widow", "The Lucky Chance" oraz w "Mewie". Na deskach National Theatre zagrał wraz z Helen Mirren w "Antoniuszu i Kleopatrze". Aktor ma też na swoim koncie rolę Hamleta w przedstawieniu wyprodukowanym przez Riverside Studios, wyreżyserowanym przez Roberta Sturuę, cenionego artystę związanego z gruzińskim teatrem Rustaveli.
Rickman wystąpił także przed publicznością festiwalu w Edynburgu w dwóch granych razem sztukach "The Devil Is an Ass" oraz "Miarka za miarkę", a także w "Braciach Karamazow" oraz sztuce "Tango at the End of Winter" w reżyserii Yukio Ninagawy, która doczekała się później także wystawienia na West Endzie, które przyniosło Rickmanowi nagrodę dla najlepszego aktora przyznawaną przez magazyn Time Out.
Najnowszą rolą teatralną Rickmana jest udział w nagradzanej produkcji sztuki Noëla Cowarda "Private Lives", której premiera odbyła się jednocześnie w Londynie i Nowym Jorku. Za swoją rolę w sztuce wygrał nagrodę dla najlepszego aktora przyznawaną przez Variety Club oraz Theatre Goers Award a także nominowany był do nagrody Oliviera, przyznawanej przez Evening Standard i do nagrody Tony. Rickman spróbował też swoich sił jako reżyser, wystawiając sztukę Sharmana MacDonalda "Zimowy gość" w teatrze West Yorkshire oraz londyńskim Almeida Theatre.
Wyreżyserował także adaptację filmową "Zimowego gościa", która zdobyła już trzy nagrody na festiwalach oraz znalazła się w oficjalnym programie festiwalu w Wenecji, a także otrzymała nagrodę dla najlepszego filmu na festiwalu filmowym w Chicago. Ostatnio Rickman wyreżyserował "My Name is Rachel Corrie" na deskach Royal Court Theatre. Sztuka została później także wystawiona na West Endzie, oraz na festiwalach teatralnych w Galway, w Edynburgu a także w Nowym Jorku.
Timothy Spall, kościelny Bamford
Timothy Spall jest jednym z najbardziej cenionych brytyjskich aktorów filmowych, telewizyjnych i teatralnych. Ostatnio widzieliśmy go w filmach "Pierrepoint" Adriana Shergolda, "Zaczarowana" Kevina Limy, "Death Defying Acta" Gillian Armstrong oraz w "Harrym Potterze i więźniu Azkabanu" Alfonso Cuarona i w "Harrym Poterze i Zakonie Feniksa" Mike’a Newella.
Aktor ma na swoim koncie także role w filmie "Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń" Brada Silberlinga, "Ostatnim samuraju" Eda Zwicka, "Moim domu w Umbrii" Richarda Loncraine’a, "Nicholasie Nicklebym" Douga McGratha, "Vanilla Sky" Camerona Crowe’a, "Szczęśliwym zrywie" Petera Catttaneo, "Gwieździe rocka" Stephena Hereka oraz "Straconych zachodach miłości" i "Hamlecie" Kennetha Branagha. Spall współpracował także czterokrotnie z reżyserem Mikiem Leigh, czego owocem są filmy "Wszystko i nic", "Życie jest słodkie", "Sekrety i kłamstwa" oraz "Topsy-Turvy". Aktor otrzymał nominacje do nagrody BAFTA za role w "Sekretach i kłamstwach" oraz "Topsy-Turvy".
Role Spalla w filmach telewizyjnych obejmują "Odkurzając zupełnie nago w raju" w reżyserii Danny’ego Boyle’a, "Shooting the Past" Stephena Poliakoffa oraz serial "Nasz wspólny przyjaciel". Za wszystkie trzy role otrzymał kolejne nominacje do nagrody BAFTA.
Kariera Spalla zaczęła się od dwuletniego kontraktu w Royal Shakespeare Company a obejmuje między innymi role w "This is a Chair" Stephena Daldry, "Śnie nocy letniej" w reżyserii Roberta LePage’a w National Theatre, "The Government Inspektor" Matthew Francisa oraz "Smelling A Rat" Mike’a Leigh w Hampstead Theatre.
Sacha Baron Cohen, Pirelli
Sacha Baron Cohen do niedawna utożsamiany był przez telewidzów z postacią Alego G, bezczelnego i niewychowanego gospodarza talk show i programu rozrywkowego "Da Ali G Show" produkowanego przez HBO, który wielokrotnie nominowany był do nagrody Emmy. Show był przebojem telewizyjnym w Wielkiej Brytanii, ojczyźnie aktora, kiedy HBO zdecydowało się na emisję w USA, która także stała się wielki sukcesem. Po nagraniu dwóch sezonów programu, Baron Cohen wyruszył na podbój świata ze swoim nowym filmem, zatytułowanym "Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej", w którym wykreował swoje kolejne alter ego, reportera telewizji kazachskiej Borata Sagdijewa. Baron Cohen jest obecnie znany na całym świecie jako twórca "jednej z najśmieszniejszych komedii dekady, a być może nawet twórca nowego gatunku filmowego", jak go określa Neil Strauss w magazynie "Rolling Stone". "Borat" miał rekordowy weekend otwarcia w dwudziestu czterech krajach, zarabiając na całym świecie ponad 250 milionów dolarów. Film przyniósł też swojemu twórcy Złoty Glob dla najlepszego aktora w komedii lub musicalu oraz nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany. Nie trzeba być prorokiem, żeby stwierdzić, że przed młodym twórcą otwierają się właśnie drzwi do wielkiej kariery.
Od premiery w listopadzie 2006 r. "Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej" zdobył wiele prestiżowych nagród i nominacji. Znalazł się między innymi na liście 10 Wybitnych Filmów Roku opracowanej przez Amerykański Instytut Filmowy oraz otrzymał nominację do Złotego Globu w kategorii "Najlepsza komedia lub musical". Sacha Barton Cohen otrzymał także nagrodę dla najlepszego aktora przyznawaną przez Los Angeles Films Critics Association, nagrodę dla najlepszego aktora San Francisco Films Critics Circle Award oraz nagrodę Toronto Film Critics Association.
"Da Ali G Show" otrzymał sześć nominacji do nagrody Emmy, w tym w 2003 r. dwie nominacje za najlepszy program telewizyjny oraz najlepszy scenariusz, oraz trzy nominacje w 2005 r. za najlepszy program rozrywkowy, najlepszy serial komediowy, najlepszy scenariusz serialu komediowego oraz najlepszą reżyserię serialu komediowego. Program był też wielokrotnie nagradzany w Wielkiej Brytanii jeszcze przed premierą amerykańską. Baron Cohen otrzymał za niego między innymi dwie nagrody Bafta (dla najlepszego aktora komediowego oraz najlepszego programu komediowego). Stworzona przez artystę postać Alego G po raz pierwszy pojawiła się na ekranie w 1998 r. w brytyjskim programie komediowym T"he 11 O’Clock Show". Dwa lata później telewizja Channel 4 wyprodukowała "Da Ali G. Show", który szybko osiągnął status serialu kultowego. Plotka głosi, że jego popularność sięgnęła nawet do Pałacu Buckingham i królowa Elżbieta należy do grona jego zaprzysięgłych fanów. Baron Cohen jest producentem wykonawczym programu, a także pisze scenariusz i gra rolę główną. W 2003 r. HBO rozpoczęło emisję serialu w USA. Baron Cohen zagrał także w filmie "Ricky Bobby – demon prędkości" z Willem Ferrellem oraz Johnem C. Reilly, oraz użyczył głosu królowi Julianowi, jednemu z głównych bohaterów filmu animowanego "Madagaskar" wyprodukowanej przez studio DreamWorks, która zarobiła na całym świecie ponad 500 milionów dolarów. Baron Cohen był też dwukrotnie gospodarzem gali MTV Europe Music Awards, najpierw w listopadzie 2001 r. we Frankfurcie jako Ali G, a później w listopadzie 2005 r. w Lizbonie jako Borat.
Tim Burton (reżyser)
W 2005 r. Tim Burton wyreżyserował film przygodowy z elementami fantasy "Charlie i fabryka czekolady", z Johnnym Deppem i Freddiem Highmore w rolach głównych. Film był ekranizacją uwielbianej przez dzieci powieści Roalda Dahla i osiągnął znaczący sukces kasowy oraz uznanie krytyki i do dziś jest popularny wśród widzów na całym świecie. W tym samym roku Burton wyreżyserował również mroczny film animowany "Gnijąca panna młoda", w którym głosu głównym bohaterom użyczyli Johnny Depp i Helena Bonham Carter.
Poprzednim filmem Burtona była "Duża ryba", optymistyczna opowieść o związku ojca i syna ubarwiona wątkami baśniowymi. Film uznany został przez krytyków za najbardziej osobisty w dotychczasowym dorobku reżysera, zebrał znakomite recenzje oraz odniósł sukces kasowy. W rolach głównych wystąpili w nim Ewan McGregor, Albert Finney, Jessica Lange oraz Billy Crudup.
Wcześniej Burton wyreżyserował remake klasycznej "Planety małp". Przy pracy nad tym filmem po raz pierwszy spotkał się z producentem Richardem D. Zanuckiem, byłym szefem wytwórni 20th Century Fox, który wydał zgodę na produkcję kultowego oryginału filmu w l968 r. W wersji Burtona zagrali Mark Wahlberg, Tim Roth, Helena Bonham Carter, Michael Clarke Duncan i Kris Kristofferson. Film stał się kasowym przebojem lata 2001 r.
Wszystkie filmy Burtona zwracają uwagę widzów oryginalną i przemyślaną koncepcją plastyczną. Strona wizualna staje się pełnoprawnym bohaterem opowiadanej historii. Ten aspekt twórczości Burtona widać między innymi w "Wielkiej przygodzie Pee-Wee", "Soku z żuka", "Batmanie", "Edwardzie Nożycorękim", "Powrocie Batmana", "Miasteczku Halloween", "Edzie Woodzie", "Marsjanie atakują!" oraz "Jeźdźcu bez głowy".
Już jako dziecko Burton uwielbiał rysować. Ukończył Cal Arts Institute, gdzie otrzymał stypendium finansowane przez wytwórnię Disneya, i wkrótce zaczął pracować w wytwórni jako animator. Jego debiutem reżyserskim była krótkometrażowa animacja "Vincent", w której narratorem był Vincent Price. Film zyskał pochwały krytyków oraz zdobył kilka nagród na festiwalach. Następnym projektem Burtona w ramach wytwórni był krótkometrażowy film fabularny "Frankenweenie", pełna energii i fantazji historia inspirowana legendą Frankensteina.
W 1985 r. Burton nakręcił swój pierwszy pełnometrażowy film fabularny, "Wielką przygodę Pee-Wee". Film odniósł sukces kasowy, a reżyser doczekał się pochwał krytyki za oryginalność wizji plastycznej. Następnym filmem był "Sok z żuka" (l988), komedia z elementami fantastyki i horroru, w której wystąpili Michael Keaton, Geena Davis, Alec Baldwin oraz Winona Ryder. Film był kolejnym w karierze Burtona sukcesem artystycznym i kasowym.
W 1989 r. reżyser nakręcił przebojowego "Batmana" z Jackiem Nicholsonem, Michaelem Keatonem oraz Kim Basinger. Po sukcesie Batmana Amerykańskie Stowarzyszenie Właścicieli Kin (National Association of Theatre Owners, NATO) nagrodziło Burtona tytułem Reżysera Roku. Film zdobył też Oscara za scenografię.
"Edward Nożycoręki" z Johnnym Deppem, Winoną Ryder oraz Diane Wiest był jednym z przebojów kinowych Bożego Narodzenia 1990 r. Film był powszechnie chwalony za oryginalną wizję plastyczną oraz wzruszającą fabułę inspirowaną baśniową wrażliwością. W 1992 r. Burton po raz kolejny zapuścił się w mroczne zaułki Gotham City, reżyserując "Powrót Barmana", najbardziej kasowy film roku, w którego gwiazdorskiej obsadzie znaleźli się Michelle Pfeiffer jako groźna i seksowna Kobieta Kot oraz Danny DeVito jako Pingwin.
W 1994 r. Burton wyprodukował oraz wyreżyserował "Eda Wooda", w którym rolę tytułową zagrał Johnny Depp. Film zdobył Oscara za najlepszą męską rolę drugoplanową (Martin Landau jako Bela Lugosi) oraz najlepszą charakteryzację. Następnie Burton stworzył wizję plastyczną oraz wyprodukował "Miasteczko Haloween", kreskówkę wykorzystującą metodę animacji poklatkowej (stop motion). Ten pełen fantazyjnych obrazów film należy do żelaznego repertuaru amerykańskiej telewizji w okresie Świat Bożego Narodzenia. W 1993 r. wyprodukował "Chłopca okrętowego", a w 1995 r. kasowy przebój lata, film "Batman Forever". W 1996 r. był producentem "Jakubka i brzoskwini olbrzymki", adaptacji powieści dla dzieci Roalda Dahla.
Burton wyprodukował również oraz wyreżyserował film "Marsjanie atakują!", komedię science-fiction inspirowaną serią kart do kolekcjonowania firmy Topps, w której wystąpiły znane gwiazdy kina amerykańskiego, takie jak Jack Nicholson, Glenn Close, Danny DeVito i Annette Bening.
W 1999 r. wyreżyserował "Jeźdźca bez głowy", adaptację klasycznego opowiadania Washingtona Irvinga. W filmie wystąpili Johnny Depp, Christina Ricci, Miranda Richardson oraz Michael Gambon. Jeździec bez głowy nominowany by do Oscara w trzech kategoriach (najlepsze kostiumy, najlepsze zdjęcia, najlepsza scenografia oraz zdobył nagrodę w tej ostatniej kategorii). Wśród wielu innych nagród, film zdobył też nagrody BAFTA za najlepsze kostiumy oraz najlepszą scenografię.
Burton napisał też i zilustrował książeczkę dla dzieci pod tytułem "Tim Burton’s The Nightmare Before Christmas", powiązaną z filmem Miasteczko Halloween. Jego następna ilustrowana książeczka poetycka, zatytułowana "The Melancholy Death of Oyster Boy and Other Stories", została pochwalona przez recenzenta New York Times za "interesujący obraz cierpienia i alienacji nastolatka".
John Logan (scenarzysta/producent)
John Logan jest autorem scenariusza do następujących filmów: "Awiator", "Gladiator", "Ostatni Samuraj", "Męska gra", "Wehikuł czasu", "Star Trek: Nemezis" oraz "Obywatel Welles". Dwukrotnie nominowany był do Oscara w kategorii „Najlepszy scenariusz”.
Logan jest także autorem 14 sztuk teatralnych, w tym "Never the Sinner", która była wystawiona na londyńskim West Endzie, w Nowym Jorku, w Chicago, w Australii, Nowej Zelandii, Japonii, Kanadzie, Austrii, Irlandii, RPA i Urugwaju. Jego nowa adaptacja sztuki Ibsena "Budowniczy Solness" jest obecnie wystawiana na West Endzie.
Stephen Sondheim (kompozytor i autor tekstów piosenek)
Stephen Sondheim należy do najbardziej znanych i szanowanych współczesnych kompozytorów i autorów tekstów piosenek.
W 1979 r. skomponował muzykę oraz napisał piosenki do musicalu "Sweeney Todd", do którego libretto napisał Hugh Wheeler. Musical oparty był na motywach sztuki Christophera Bonda. Premiera "Sweeneya" odbyła się na Broadwayu w 1979 r. Musical zdobył osiem nagród Emmy, w tym nagrodę dla najlepszego musicalu oraz nagrodę Grammy. Sondheim ma na swoim koncie muzykę i teksty piosenek do musicali "Zabawna historia wydarzyła się w drodze na forum" (1962), "Anyone Can Whistle" (1964), "Company" (1970), "Follies" (1971), "A Little Night Music" (1973), "The Frogs" (1974), "Pacific Overtures" (1976), "Sweeney Todd" (1979), "Merrily We Roll Along" (1981), "Sunday in the Park with George" (1984), "Into the Woods" (1987), "Assassins" (1991), "Passion" (1994) oraz "Bounce" (2003), a także teksty piosenek do "West Side Story" (1957), "Gypsy" (1959), "Do I Hear a Waltz?" (1965) oraz część tekstów piosenek do "Kandyda" (1973). Kompozytor wydał także antologie swoich utworów zatytułowane "Side By Side By Sondheim" (1976), "Marry Me a Little" (1981), "You’re Gonna Love Tomorrow" (1983), "Putting It Together" (1993/99) oraz "Moving On' (2001).
Sondheim jest również autorem muzyki do filmu "Stavisky" (1974) oraz współautorem muzyki do filmu "Czerwoni" (1981), a także piosenek do "Dicka Tracy" (1990), za którego otrzymał Oscara w kategorii "Najlepsza piosenka". Sondheim skomponował również muzykę do filmu telewizyjnego "Evening Primrose" (1966), a także był współautorem filmu "Ostatnie słowo Sheili" (1973) oraz sztuki "Getting Away With Murder" (1996). Napisał również muzykę teatralną do "The Girls of Summer" (1956), "Invitation to a March" (1961), "Twigs" (1971) oraz "The Enclave" (1973). Jego pierwszy musical, "Saturday Night" (1954), doczekał się nowojorskiej premiery w 1999 r. Poza nagrodą za "Sweeneya Todda", Sondheim zdobył też nagrody Tony za najlepszą muzykę za "Passion". "Into the Woods", "A Little Night Music", "Follies" oraz "Company".
Wszystkie te musicale zdobyły także nagrody New York Drama Critics Circle. Innymi musicalami Sondheima nagrodzonymi tą nagrodą są "Pacific Overtures" oraz "Sunday in the Park with George", przy czym ten ostatni zdobył też nagrodę Pulitzera dla najlepszego dramatu (1985 r.).
Sondheim zasiada w radzie Gildii Dramaturgów, amerykańskiej organizacji branżowej skupiającej dramatopisarzy, kompozytorów i tekściarzy teatralnych a także był przewodniczącym gildii w latach 1973-1981.
Richard D. Zanuck (producent)
Kariera Richarda D. Zanucka jest długim pasmem nagród i sukcesów. Zanuck cieszy się zasłużoną reputacją jednego z najbardziej szanowanych i utytułowanych producentów hollywoodzkich.
Zanuck odcisnął swoje piętno na przemyśle filmowym zarówno jako niezależny producent, jak i jako szef wytwórni. W swojej ponad czterdziestoletniej karierze zgromadził imponującą ilość nagród i wyróżnień. Wśród nich poczesne, a być może najważniejsze miejsce zajmuje nagroda imienia Irvinga G. Thalberga przyznawana przez Amerykańską Akademię Filmową. Zanuck odebrał tę nagrodę w 1991 r. z rąk swojego wieloletniego współpracownika Davida Browna. W uzasadnieniu tej prestiżowej nagrody, przyznanej wtedy zaledwie po raz trzydziesty szósty w historii Akademii, czytamy, że Zanuck jest „znanym z kreatywności producentem, którego dorobek charakteryzuje się ciągłą dbałością o wysoką jakość produkcji filmowej”. Po raz pierwszy w historii nagrody przyznano ją synowi dawnego laureata – nagrodę im. Thalberga otrzymał wcześniej także Darryl F. Zanuck. Nagroda im. Thalberga jest najważniejszym świadectwem osiągnięć Zanucka jako producenta.
Tylko rok wcześniej, wspólnie ze swoją żoną Lili Fini Zanuck, Richard Zanuck otrzymał jako producent nagrodę dla najlepszego filmu za "Wożąc panią Disy" (1989). Film został także wyróżniony Złotym Globem i nagrodą National Board of Review. Jako jego producent Zanuck otrzymał nagrodę dla Producenta Roku przyznawaną przez Gildię Producentów. Wygrana Zanucka ustanowiła jeszcze jeden precedens – po raz pierwszy w historii Akademii Oscara otrzymał syn człowieka, który również otrzymał w przeszłości Oscara dla najlepszego filmu.
Zanuck założył wraz z żoną Lili własną firmę producencką pod nazwą "The Zanuck Company". Jego kariera zbudowana jest na solidnych podstawach. Po ukończeniu uniwersytetu Stanforda oraz odbyciu służby wojskowej (dosłużył się stopnia porucznika), Zanuck poszedł w ślady ojca i rozpoczął pracę na stanowisku asystenta scenarzysty i producenta przy dwóch filmach wytwórni 20th Century Fox, "Wyspa w słońcu" i "Słońce też wschodzi". W wieku dwudziestu czterech lat zadebiutował jako samodzielny producent filmem fabularnym "Bez emocji", którego obsada składająca się z Orsona Wellesa, Deana Stockwella i Bradforda Dillmana została nagrodzona w Cannes zbiorową nagrodą dla najlepszej obsady. Następnymi jego filmami były "Sanktuarium", adaptacja powieści Williama Faulknera, oraz "Raport Chapmana" w reżyserii George’a Cukora.
W wieku dwudziestu ośmiu lat Zanuck awansował na stanowisko prezesa ds. produkcji w wytwórni 20th Century Fox i stał się tym samym najmłodszym szefem studia w dotychczasowej historii Hollywood. Podczas ośmiu lat jego rządów w wytwórni 20th Century Fox odzyskało swoją dawną pozycję i prestiż oraz wywalczyło niebywałą liczbę 159 nominacji do Oscara. Trzy filmy z tego okresu, "Dźwięki muzyki", "Patron" i "Francuski łącznik" zdobyły Oscara dla najlepszego filmu. Inne sukcesy wytwórni to seria filmów o Planecie małp, "Butch Cassidy i Sundance Kid" oraz "MASH".
Zanuck następnie przeniósł się z wytwórni Fox na stanowisko pierwszego wiceprezesa do Warner Bros., gdzie wraz ze swoim przyszłym wspólnikiem Davidem Brownem nadzorował produkcję takich hitów jak "Egzorcysta" czy "Płonące siodła".
W 1971 r. obaj utworzyli Zanuck/Brown Co., jedną z najbardziej wpływowych i renomowanych niezależnych film producenckich świata. W ciągu następnych piętnastu lat firma Zanuck/Brown wyprodukowała tak znaczące dla historii kina filmy jak "Szczęki" (zdobywca trzech Oscarów, nominowany także w kategorii „Najlepszy film”), "Szczęki II", "Sugarland Express" (nagrodzony Złotą Palmą za najlepszy scenariusz w Cannes, będący jednocześnie fabularnym debiutem Stevena Spielberga), "Żądło" (zdobywcę siedmiu Oscarów, w tym dla najlepszego filmu) oraz "Werdykt" (nominowany do pięciu Oscarów). Wspólnie z żoną Zanucka, Lili Fini Zanuck, firma Zanuck/Brown wyprodukowała także film "Kokon" (zdobywcę dwóch Oscarów) oraz jego sequel "Kokon:Powrót".
Firma The Zanuck Company założona w 1988 r., odniosła gigantyczny sukces swoim pierwszym filmem "Wożąc panią Daisy". Film, będący adaptacją nagrodzonej Pulitzerem sztuki teatralnej, nominowany był do dziewięciu Oscarów i ostatecznie otrzymał cztery statuetki. Jego wpływy kasowe w USA wyniosły powyżej 100 milionów dolarów, podczas gdy budżet filmu nie przekroczył 5 milionów, co czyni z Wożąc panią Daisy jeden z najbardziej zyskownych filmów w historii wytwórni Warner Bros.
Po sukcesie "Wożąc panią Disy" Zanuck wyprodukował następny film, który spotkał się z uznaniem krytyków. Był to "W matni", thriller z udziałem Jennifer Jason Leigh oraz Jasona Patrica, będący ekranizacją bestsellerowej powieści Kim Wozencraft. Film był zarazem debiutem reżyserskim Lili Fini Zanuck. Muzykę, która stała się jednym z ważniejszych albumów 1992 r. skomponował Eric Clapton (ścieżka dźwiękowa zawierała miedzy innymi przebój "Tears in Heaven").
Na swym koncie jako producentka Lili Fini Zanuck ma także obraz "W kręgu miłości", na planie którego Zanuckowie ponownie spotkali się z ekipą twórców odpowiedzialną za sukces "Wożąc panią Disy", w tym z reżyserem Brucem Beresfordem oraz scenarzystą Alfredem Uhry, oraz Dzikiego Billa, wyreżyserowaną przez Waltera Hilla opartą na faktach opowieść o legendarnym człowieku pogranicza Dzikim Billu Hickoku. W filmie wystąpił nominowany do Oscara Jeff Bridges. Film zdobył ogólne uznanie krytyki. Następnym filmem Zanucków byli "Nieugięci", kryminał osadzony w latach pięćdziesiątych i opowiadający o losach policjantów , w gra którym gwiazdorska obsada złożona z Nicka Nolte, Melanie Griffith oraz Johna Malkovicha.
"Dzień zagłady" był następną produkcją Zanucka dla wytwórni DreamWorks SKG oraz Paramount. Film zarobił na całym świecie 350 milionów dolarów, zajmując niekwestionowane pierwsze miejsce w rankingu kasowych przebojów lata 1998 r. "Zasady zabijania", wyprodukowane przez Zanucka wspólnie ze Scottem Rudinem zgromadziły gwiazdorską obsadę w osobach Tommy’ego Lee Jonesa, Samuela Jacksona, Guya Pearce’a oraz Bena Kingsleya i również odniosły duży sukces. W 1999 r. The Zanuck Company połączyła siły z laureatem Oscara Clintem Eastwoodem. Owocem tej współpracy był film "Prawdziwa zbrodnia", trzymający w napięciu thriller oparty na bestsellerowej powieści Andrew Klavana, w reżyserii Eastwooda, który zagrał także główną rolę. Film wyprodukowany został dla Warner Bros.
W marcu 2000 r. Richard i Lili Zanuckowie byli producentami 72. Dorocznej gali wręczenia Oscarów. To widowisko telewizyjne zdobyło 9 nagród Emmy oraz uzyskało najlepsze wyniki oglądalności na przestrzeni sześciu lat.
Zanuck był też producentem remake’u "Planety małp" w reżyserii Tima Burtona, za którego dystrybucję odpowiedzialna była wytwórnia 20th Century Fox. Premiera filmu odbyła się w lipcu 2001 r. i stał się on jednym z najbardziej kasowych filmów roku na terenie USA oraz na całym świecie. Inne nowsze filmy The Zanuck Company to między innymi wyprodukowany przez DreamWorks, chwalony przez krytyków obraz "Droga do zatracenia" w reżyserii Sama Mendesa, ze znakomitymi rolami Toma Hanksa, Paula Newmana oraz Jude’a Law, oraz wyreżyserowany przez Tima Burtona film "Duża ryba", w którego gwiazdorskiej obsadzie znaleźli się Ewan McGregor, Albert Finney, Billy Crudup, Jessica Lange i Alison Lohman.
W 2005 r. Zanuck i Burton po raz trzeci połączyli siły, pracując nad wyprodukowanym dla Warner Bros. "Charlie’em i fabryką czekolady", ekranizacją klasycznej powieści dla dzieci Roalda Dahla. W roli głównej wystąpił w filmie Johnny Depp. "Charlie" zarobił na całym świecie ponad 600 milionów dolarów.
Patrick Mccormick (producent wykonawczy)
Patrick McCormick w swojej karierze pracował nad wieloma znanymi filmami, często współpracując ze sławnymi aktorami i reżyserami. W 2005 r. był producentem wykonawczym filmu przygodowego z elementami fantasy "Charlie i fabryka czekolady" w reżyserii Tima Burtona z Johnnym Deppem w roli głównej. Na swoim koncie jako producent i producent wykonawczy ma także pracę przy wyreżyserowanym przez P.J. Hogana "Piotrusiem Panem" z udziałem Jasona Isaacsa, Jeremy’ego Sumptera, Rachel Hurd-Wood, Lynn Redgrave oraz Richarda Briersa, "Mamuśce" z Julią Roberts i Susan Sarandon, "Donniem Brasco" z Alem Pacino, Johnnym Deppem oraz Anne Heche, a także "Pod presją" z Demi Moore, Alekiem Baldwinem i Jamesem Gandolfini.
Do innych filmów producenta należą "Włamanie na śniadanie", komedia sensacyjna Barry’ego Levinsona z udziałem Bruce’a Willisa, Billy’ego Boba Thorntona i Cate Blanchett, "Co za tupet", komedia, której akcja rozgrywa się w Belfaście w latach osiemdziesiątych, z udziałem Barry’ego McEvoya, Briana F. O’Byrne’a, Anny Friel i Billy’ego Connolly, "Smak wolności", czwarty z serii filmów Levinsona o Baltimore, w którym występują Adrien Brody, Bebe Neuwirth i Joe Mantegna, "Chłopaki na bok" z udziałem Drew Barrymore, Whoopi Goldberg, Mary-Louise Parker i Matthew McConaugheya, "Angie" z Geeną Davis, "Szok dla systemu" z Michaelem Cainem, oraz "Ostatnie słowo" z Tomem Berengerem.
Dariusz Wolski, ASC, (reżyser obrazu)
Ostatnio Dariusz Wolski pracował przy wszystkich filmach z trylogii awanturniczo-przygodowej Gore’a Verbinskiego "Piraci z Karaibów", w której genialną kreację stworzył Johnny Depp. Wolski pracował też wcześniej z Verbinskim na planie "Mexican", w którym wystąpili Brad Pitt and Julia Roberts.
Inne filmy fabularne na jego koncie to "Kruk" i "Mroczne miasto" w reżyserii Alexa Proyasa, "Fan" i "Karmazynowy przypływ" Tony’ego Scotta (za ten ostatni film Wolski nominowany był do nagrody branżowej przyznawanej przez Amerykańskie Stowarzyszenie Operatorów Filmowych [ASC]), "Morderstwo doskonałe" Andrew Davisa, "Siła strachu" Johna Polsona, "Złe towarzystwo" Joela Schumachera, "Krwawy Romeo" Petera Medaka oraz "Land of Little Rain" Evelyn Purcell.
Wolski pracuje też jako operator przy produkcji wideoklipów. Do tej pory ma ich na koncie ponad sto. Pracował między innymi z Neilem Youngiem, Keithem Richardsem, Stingiem, Aerosmith, Traveling Wilburys, Eminemem, Dido i Van Halenem.
Dante Ferretti,(scenograf)
Dante Ferretti należy do światowej czołówki scenografów filmowych. W swojej długiej karierze pracował z wieloma legendarnymi i genialnymi reżyserami, w tym Federico Fellinim, Pierem Paolo Pasolinim, Terrym Gilliamem, Neilem Jordanem oraz Martinem Scorsese.
W 2004 r. wraz ze swoją współpracownicą Francescą Lo Schiavo otrzymał Oscara za scenografię do "Awiatora" wyreżyserowanego przez Martina Scorsese. Ferretti i Scorsese współpracowali już wcześniej na planie "Kasyna", "Ciemnej strony miasta", nominowanych do Oscara "Gangów Nowego Jorku", "Wieku niewinności" oraz "Kundun – życia Dalaj Lamy".
Ferretti ma też na swoim koncie scenografię do "Wzgórza nadziei" w reżyserii Anthony’ego Minghelli, filmu będącego adaptacją epickiej powieści Charlesa Frazera, której akcja rozgrywa się w czasach wojny secesyjnej, "Tytusa Andronikusa" Julie Taymor, "Joe Blacka" Martina Bresta, "Imienia róży" Jean-Jacquesa Annaud, "Nocy w Varennes" Ettore Scoli, "Skóry" Liliany Cavani, filmu "Klasa robotnicza idzie do nieba" Elio Petriego oraz "Wywiadu z wampirem" Neila Jordana, "Hamleta" Franco Zeffirelliego i "Przygód barona Munchausena" Terry’ego Gilliama. Każdy z tych ostatnich filmów nominowany był do Oscara.
Ferretti zaprojektował scenografię do pięciu filmów Piera Paola Pasoliniego: "Salo, czyli 120 dni z życia Sodomy", "Kwiat tysiąca i jednej nocy", "Opowieści kanterberyjskie", "Dekameron" i "Medea" oraz do pięciu filmów Federico Felliniego: "Głos z księżyca", "Ginger i Fred", "A statek płynie", "Miasto kobiet" oraz "Próba orkiestry". Scenograf nominowany był do Oscara osiem razy: za "Gangi Nowego Jorku", "Kundun – życie Dalaj Lamy" (za który otrzymał dwie nominacje – za scenografię i za kostiumy), "Wywiad z wampirem", "Wiek niewinności", "Hamleta", "Przygody barona Munchausena", oraz za "Aviatora", za którego otrzymał w końcu zasłużoną statuetkę. Otrzymał także dwie nagrody BAFTA za "Wywiad z wampirem" oraz za "Przygody barona Munchausena".
Chris Lebenzon, A.C.E. (montażysta)
Chris Lebenzon wcześniej współpracował z Timem Burtonem przy "Charlie’em i fabryce czekolady", "Gnijącej pannie młodej", "Dużej rybie", "Planecie małp", "Jeźdźcu bez głowy", "Marsjanie atakują!", "Edzie Woodzie", "Miasteczku Halloween" oraz "Powrocie Batmana."
Lebenzon współpracował także przy wielu projektach z producentem Jerrym Bruckheimerem. Do ich wspólnego dorobku należą "Pearl Harbor", "60 sekund", "Wróg publiczny", "Armagedon", "Con Air – lot skazańców", "Karmazynowy przypływ", "Szybki jak błyskawica", "Gliniarz z Beverly Hills II" oraz "Top Gun". Współpracował także z reżyserem Michaelem Bayem, a ostatnio z Tonym Scottem przy produkcji "Déja Vu".
Lebenzon dwukrotnie nominowany był do Oscara: za "Karmazynowy przypływ" oraz za "Top Gun" (jako jeden z montażystów). Ma też na swoim koncie montaż filmów "XXX", "Radio", "Ostatni skaut", "Odwet", "Ucieczka o północy", "Dziewczyna z komputera" oraz "Wilkołaki".
Colleen Atwood (projektantka kostiumów)
Colleen Atwood otrzymała swojego pierwszego Oscara za kostiumy do musicalu "Chicago". Wcześniej była nominowana do tej nagrody za "Jeźdźca bez głowy", "Pokochać" oraz "Małe kobietki". W 2005 r. otrzymała drugiego Oscara oraz nagrodę BAFTA za "Wyznania gejszy". W 2004 r. nominowana była do Oscara za kostiumy do filmu "Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń".
Atwood często współpracuje z Burtonem. Ich współpraca rozpoczęła się na planie "Edwarda Nożycorękiego". Następnie Atwood pracowała również przy "Edzie Woodzie", "Jeźdźcu bez głowy", "Marsjanie atakują!", "Planecie małp" oraz "Dużej rybie". Za kostiumy do "Jeźdźca bez głowy" została nagrodzona nagrodą BAFTA.
Coleen Atwood pracuje też regularnie z reżyserem Jonathanem Demme. Początkiem ich współpracy był film "Poślubiona mafii". W późniejszych latach Atwood odpowiedzialna była także za kostiumy do Oscarowego "Milczenia" owiec oraz wielokrotnie nagradzanego dramatu "Filadelfia".
Atwood rozpoczęła swoją karierę w 1982 r. jako garderobiana na planie komedii romantycznej "A Little Sex". Dwa lata później po raz pierwszy zaprojektowała kostiumy do filmu "First Born" w reżyserii Michaela Apteda. W 1986 r. zdobyła uznanie projektami kostiumów do chwalonego przez krytyków filmu "Łowca" w reżyserii Michaela Manna. W następnych latach zaprojektowała kostiumy do "Poślubionej mafii" oraz do dramatu Apteda "Stan krytyczny".
Pozostałe ważniejsze filmy w dorobku Atwood to "Mission Impossible III", "Mexican", "Gattaca – szok przyszłości", "Kumple", "Szaleństwa młodośc", "Wyatt Earp", "Olej Lorenza" oraz "Joe kontra wulkan".
Atwood jest także autorką kostiumów do wielu wideoklipów oraz przedstawień i widowisk. Ostatnio zaprojektowała kostiumy cyrkowe dla "Ringling Brothers Cirrus".
Katterli Frauenfelder (współproducenta)
Katterli Frauenfelder należała do zespołu kierowanego przez reżysera Daniela Petrie, który otrzymał w 1985 r. nagrodę DGA za film "Lalkarka".
Frauenfelder pracowała wcześniej z Timem Burtonem przy "Charlie’em i fabryce czekolady" (jako współproducentka oraz pierwszy asystent reżysera). Zajmowała się też współpracą producencką oraz była pierwszym asystentem reżysera na planie "Dużej ryby" i "Planety małp". Obecnie pracuje jako współproducent następnego filmu reżysera zatytułowanego "Yes Man".
Frauenfelder pracowała również jako pierwszy asystent reżysera między innymi na planie "Rocky’ego i Łosia Superktosia", "Cedrów pod śniegiem", "Kuli", "Szaleństw młodości", "W bagnie Los Angeles", "Kongo", "Zrozumieć ciszę", "Alive – dramatu w Andach" oraz "Wożąc panią Disy". Jako drugi asystent reżysera ma na swoim koncie filmy "O mały włos", "Orły Temidy", "Ognie świętego Elma", "Pogromcy duchów" i "Bad boys", aby wymienić tylko kilka. Frauenfelder rozpoczęła karierę w branży filmowej jako asystentka produkcji przy filmie "Blues Brothers".