FILM

Mroczny rycerz (2008)

Dark Knight, The
Inne tytuły: Batman: The Dark Knight

Recenzje (4)

Od razu powiem. Wszystkie arcypochlebne opinie docierające do nas od czasu przedpremierowych pokazów za oceanem są prawdziwe. Przede wszystkim jednak słuszne są zachwyty nad kreacją Heatha Ledgera. Owe pochwały nie tylko nie są przesadzone, ale i w stu procentach zasłużone. Jego Joker na pewno przejdzie do historii kina i ma duże szanse pokonać w rankingach kreację Jacka Nicholsona z burtonowskiej produkcji. Celowo nie będę wyjaśniać, co aż tak powala w tym aktorskim popisie, szkoda byłoby bowiem komukolwiek zepsuć frajdę. A zapewniam, to wielka frajda.

Wróćmy jednak do naszego "głównego bohatera", który... tak naprawdę bohaterem nie jest. Jak na film o Batmanie, Batmana (i Bruce'a Wayne'a zresztą też) mamy niezbyt wiele. Skrzydlaty pogromca nie jest jedynym walczącym w Gotham z niesprawiedliwością. Nie od niego (a przynajmniej nie wyłącznie) zależą losy mieszkańców miasta. Jest jeszcze niezłomny policjant Gordon (fantastycznie oszczędny Gary Oldman) i Biały Rycerz, prokurator Harvey Dent (Aaron Eckhart). Podczas, gdy ci dwaj mają misję, Batman ma wątpliwości, waha się, a nawet - w mniemaniu niektórych - tchórzy.

"Mroczny rycerz" to płynna kontynuacja idei i stylu obrazu "Batman - Początek" i najmniej komiksowa wizja poczynań Batmana. Tak naprawdę, gdyby nie charakteryzacja, można by bez trudu pomylić go z Johnem McClane'em (scena pościgu) czy Ethanem Huntem (wyczyny na azjatyckich drapaczach chmur). Innymi słowy dostajemy kino sensacyjne najwyższej próby. Ponieważ za reżyserię odpowiadał Christopher Nolan, spodziewać można się wyłącznie niespodziewanego. Nie brakuje zwrotów akcji, zaskakujących rozwiązań, zazębiających i zapętlających się wątków uzupełnionych niezbyt nachalnymi dylematami moralnymi i egzystencjalnymi. Ową psychologiczną głębię równoważą dowcipne riposty Alfreda (niezawodny Michael Caine) czy bezbłędne komentarze Luciusa Foksa (ponownie znakomity Morgan Freeman). Film jest zabawny, wciągający i błyskotliwy.

Jeśli komuś mało, na koniec pięć powodów, dla których warto pójść do kina na "Mrocznego Rycerza" - dekolt Maggie Gyllenhaal, tors Christiana Bale'a, jednośladowy batmobil, brak Katie Holmes i przede wszystkim Heath Ledger.

Człowiek-Nietoperz wysokich lotów

Batman- Mroczny Rycerz to bezapelacyjnie jeden z najlepszych filmów dekady, nie dlatego, że reżysera stać było na efektowne fajerwerki i rozbijanie luksusowych aut, ale dlatego, że Batman zaskakuje - pomimo tego, że stanowi kontynuację serii widz ma wrażenie, że obraz stoi w opozycji do pozostałych produkcji. Wydawałoby się, że jedyne co można nowego wymyślić to wybrać przystojniejszego odtwórcę roli i dodać fajniejsze gadżety. I tu pojawia się geniusz reżyserski, który nie sprowadza kolejnego Batmana do poziomu taniej rozrywki - i którego przeciwnikami nie są dziwolągi w legginsach ze znakami zapytania. Najnowsza produkcja to obraz walki dobra ze złem, jednak tym dobrem nie jest superhero z nadludzkimi mocami, tylko normalnym człowiekiem, który nie godzi się na przemoc, ale sam przeżywa wewnętrzne rozterki, zwątpienie, a momentami wydaje się wręcz bezradny i przypomina wówczas bardziej dziecko przebrane w czarny kostium na przedszkolnym baliku. Ale chyba dzięki temu bohater staje się bliski widzowi, dzięki temu skłania do myślenia nad własnymi wartościami i zasadami. Porównując do poprzednich produkcji batmanowskiej sagi (pomijając może "Początek") wydawałoby się, iż wcześniejsi reżyserzy upatrzyli sobie lepszy profil Batmana i z tego punktu uparcie kręcili cały film, natomiast Nolan wznosi się wysoko i filmuje Batmana niemal z perspektywy lotu ptaka na Gotham City- pokazuje go z różnych stron, w różnych sytuacjach i powiązaniach, jako element całości- ogólnej walki ze złem, ale i zarazem wwierca się w jego psychikę i emocję ukazując samotną walkę z własnym zwątpieniem. Co ciekawe Batman nie jest bohaterem - nie odbiera go w ten sposób ani widz, a już na pewno nie traktują go tak mieszkańcy Gotham- powiem więcej- żądni są jego głowy, a właściwie maski. I choć mieszkańcy obwiniają bohatera za niepotrzebne tragedie i pragną swego rodzaju sprawiedliwości, to pościgu za Wayne’m rusza też jeden człowiek, ale z kompletnie innych pobudek. Jest nim Jocker. Ale nie jest to Nicolsonowski złodziejaszek z nieco wykrzywionym uśmiechem, który bardziej przypomina groteskową gejszę z nieudanym make-up’em niż straszy- najnowszy Jocker jest przerażający i nie można nawet powiedzieć, że jest zły, bo on jest złem. Niszczy dla zniszczenia i jak sam mówi - lubi zabawić się benzyną i ogniem. Tak po prostu. I w tym tkwi jego siła, bo tak naprawdę nie ma pięty, za którą można by go złapać i pokonać jak Achillesa. Na niczym mu nie zależy - nie chce pieniędzy, kobiety, władzy nad światem nie szuka zemsty, a co najważniejsze - nie chce śmierci Batmana. Jest po prostu złem dla zła i samym w sobie niszczeniem i chaosem. Można powiedzieć, że jest prostym człowiekiem, który lubi swoją pracę, a że zajęcie polega na szerzeniu okrucieństwa to odrębna bajka. Heath Ledger, odtwórca tej roli przyćmił wszystkich pozostałych aktorów i ponoć wejście w skórę Jockera przepłacił depresją. Można by wręcz rzec, że Mroczny Rycerz jest filmem Jockera, tak niesamowitą kreację Ledger stworzył. Pomimo tego, że w zasadzie każdy z aktorów wniósł wiele do filmu i praktycznie każdy stanął na wysokości zadania, to zdecydowanie muszą ustąpić kunsztowi Jockera. Jocker jawi nam się jako może lekko psychodeliczny, ale nie szalony- on w całym chaosie, który uwielbia wie czego chce. Nawet jego sposób mówienia nie jest agresywny, co byłoby najłatwiejszym dla ukazania czarnej mocy w nim siedzącej, wręcz przeciwnie jest wyważony a najczystsze zło odbija się tylko w jego oczach. Tak naprawdę widz nie wie czego może się spodziewać - jakiej reakcji czy zachowania, co sprawia, że rozemocjonowany siedzi wbity w fotel i wpatrzony w ekran.
Niekwestionowanym atutem Mrocznego Rycerza jest ilość zaskakujących motywów- widz przekonany, że dana sytuacja nie powinna mieć miejsca za chwilę musi odpowiedzieć sobie na pytanie -dlaczego? Odpowiedź przychodzi za chwilę, bo zabiegi te nie służą jedynie wprowadzeniu większego napięcia, ale są środkiem do celu. A cel jest osiągnięty w stu procentach. Okraszone świetnymi dialogami sceny sprawiają, że film jest kompletny, wszystko się ze sobą łączy, a reżyser miał jasną ideę którą zrealizował. To co odróżnia najnowszy obraz to fakt, że Batman mimo swej widowiskowości nie jest tak naprawdę filmem akcji, ale produkcją, w której głęboko zasiany jest psychologiczny motyw natury ludzkiej- kiełkujący, a później przepięknie kwitnący w ciągu całego filmu. Po pierwsze twórcy pokazują, że nie ma kryształowy postaci, a każdy może nagle zboczyć z dobrej drogi. Z drugiej strony ukazane zło jest złem czystym, ale w jakiś sposób umotywowanym przeżyciami przeszłości. Widz po obejrzeniu filmu jest usatysfakcjonowany całkowicie, ponieważ historia jest kompletna, a jednocześnie reżyser pozwala na pewne niedokończenia - celowo aby widz sam mógł sobie odpowiedzieć na pewne pytania. Pytanie jest proste - czy warto walczyć w imię dobra, a odpowiedź - no cóż, wcale nie jest już tak banalna.

Niech płonie świat

Christopher Nolan ocalił Batmana. Ocalił go od cyrkowych współtowarzyszy w stylu Robina i Nietoperzodziewczątka oraz jarmarcznych adwersarzy pokroju Pana Chłoda czy Trującej Bluszcz. Odrodził Nietoperza w udanym "Batman- Początek" a "Mrocznym Rycerzem" przywrócił należne mu miejsce najgroźniejszego drapieżnika w dżungli Gotham City. Już wiemy co skłoniło młodego multimiliardera Bruce'a Wayne'a (Christian Bale) do przywdziewania maski i gromienia przestępców, w "Mrocznym Rycerzu" jest on naturalnym elementem Gotham, pięścią sprawiedliwości, która uderza tam, gdzie nie może dosięgnąć przeżarta korupcją policja, na której czele staje jeden z ostatnich uczciwych- komisarz James Gordon (Gary Oldman). Zyskuje on nowego sprzymierzeńca w postaci bezkompromisowego prokuratora okręgowego Harvey'a Dent'a (Aaron Eckhart). Batman obserwując sukcesy tego duetu w walce z przestępczością rozważa dymisję i spokojny żywot u boku dawnej ukochanej (Maggie Gyllenhaal, o niebo bardziej udana niż Katie Holmes z poprzedniego odcinka). Tymczasem w mieście karty zaczyna rozdawać (dosłownie!) nowy zawodnik, piekielnie inteligentny, bezwzględny, okrutny i dowcipny, uosobienie chaosu - Joker (Heath Ledger).
"Mroczny Rycerz" w niczym nie przypomina typowych filmów o superbohaterach. I w klimacie i w sposobie opowiedzenia historii najbliżej mu do (moim przynajmniej zdaniem) "Gorączki" Michael'a Mann'a. To czarny kryminał, w którym superglina, prywatny detektyw, czy inny ostatni sprawiedliwy zaprowadza przynajmniej pozory ładu i spokoju samemu tracąc przy tym wszystko. Przestępca znikąd - Joker rzucający wyzwania Batmanowi, wystawiający na próby jest niczym jego schizofreniczne uzupełnienie. Podobnie dualistycznie uwikłany jest Harvey Dent, który odarty z nadziei i wiary ukazuje również swoje Dwie Twarze. Gdzie Nietoperz odbudowuje porządek, tam Joker podkłada bombę anarchii bezinteresownie siejąc zniszczenie i kradnąc całe przedstawienie. Jak zauważa przyjaciel i opiekun Bruce'a Wayne'a, Alfred (Michael Caine)- niektórzy po prostu lubią patrzeć, jak płonie świat. Warto więc zasiąść wygodnie w kinie i przez wypełnione znakomitą filmową robotą 152 minuty popatrzeć, jak płonie Gotham.

Najlepszy film 2008

Można zdecydowanie powiedzieć że jest to najlepszy film 2008. Po "Batmanie początku" Christopher Nolan chciał jeszcze wyżej podnieść poprzeczkę. Film jest rewelacją pod każdym względem. Powinien go obejrzeć każdy, bez względu czy przepada za Batmanem czy też nie. Co do fabuły, jest ona kontynuacją "Batmana Początek". Przeciwko Gotham powstaje kolejne zło - Joker (niesamowita gra Heath Ledger), przeciw któremu powstaje Batman (również gra na świetnym poziomie Christian Bale'a) i Harvey Dent. Jedynie można się przyczepić do głosu Batmana, który jest, hmmm zbyt chrypkowaty… Nie zmienia to jednak faktu, że Mroczny Rycerz jest świetny pod każdym względem. Jak na wysokobudżetowy film przystało co chwila mamy znakomite efekty specjalne (od pościgu podczas transportu Denta do więzienia na eksplozji w Gotham General Hospital kończąc). Według mnie najlepszą stroną filmu jest muzyka idealnie wkomponowana przez Hans Zimmera. To trzeba słyszeć, żeby zrozumieć… Jedyne co rozczarowuje to zakończenie. Można pokusić się tu o stwierdzenie, że powinno być lepsze. Ale nie ma idealnego filmu. a ten ,uwierzcie mi był bliski ideałowi. Aż się nie mogę doczekać nowej części Batmana która ma być gotowa w 2012 roku…

https://vod.plus?cid=fAmDJkjC