FILM

Dystrykt 9 (2009)

District 9

Recenzje (2)

W obrazie wyreżyserowanym przez niedoświadczonego Neilla Blomkampa pełno jest brudu, kociej karmy, hektolitrów płynów ustrojowych i... krewetek. Nie chodzi jednak o smakowite owoce morza. Mianem krewetek określa się przybyłe na Ziemię stworzenia z innej planety.

Film w dużej mierze przypomina reportaż CNN, co stanowi jeden z wielu nieszablonowych pomysłów. Zacznijmy od tego, że statek kosmiczny z krewetkami dotarł nie do Nowego Jorku czy jakiegokolwiek innego miasta w USA. Nie znalazł się także w Europie, lecz zawisł nad Johannesburgiem. Nieufni wobec przybyszów mieszkańcy zamknęli kosmitów w nadzorowanym dystrykcie 9. Po blisko 30 latach władze zleciły firmie Multi-National United przesiedlenie uchodźców do innego obozu. Dla korporacji najważniejsze są jednak badania nad tajemniczą bronią. Akcję nadzoruje pracownik MNU, Wikus van der Merwe (Sharlto Copley). Niestety niepozorny incydent, do którego dochodzi podczas eksmisji, sprawi, że mężczyzna z łowcy stanie się zwierzyną. Okazuje się, że jego największym wrogiem nie są oni, obcy, lecz my sami. Film skłania do rozmyślań nad istotą człowieczeństwa, nad tolerancją, egoizmem, nad błędnym przekonaniem o naszej wyższości aż w końcu nad nieustającą tendencją ludzkości do autodestrukcji.

W kwestii estetyki, filmowi blisko do "Obcego" czy - przede wszystkim - "Muchy". Jak się można zatem domyślać, nie jest to rzecz miła dla oka i spożywanie posiłków podczas seansu jest wielce niewskazane. Czekają nas naprawdę ostre, mocne sceny, pełne brutalności, choć nie tylko fizycznej.

Pozornie trudno mówić o efektownym dziele. Żadnych przystojniaków, ponętnych kobiet, wszystko jest zakurzone, umorusane, dzikie, wręcz prymitywne. Niemniej, nie sposób przeoczyć pracy przy szczegółach, które składają się na tę przygnębiającą futurystyczną wizję a sekwencje walk robią wrażenie nie mniejsze niż te w rasowych, wysokobudżetowych filmach akcji.

"Dystrykt 9" porównywany jest do "Łowcy androidów". Chodzi głównie o fabułę i narrację, które śladem ekranizacji prozy Philipa K. Dicka w latach 80., mają być przełomowe dla kina naszych czasów. Czy to słuszna teza, przekonamy się pewnie za kilka lat, niewątpliwie mamy jednak do czynienia z intrygującym, mądrym, ambitnym i wychodzącym poza utarte ramy kinem science fiction.

Beznadziejny scenariusz, lepsza realizacja i efekty

Zachęcony wieloma pozytywnymi komentarzami oraz wieloma takimi, iż jest to najlepszy film roku, postanowiłem się na ten film wybrać, z myślą, że zobaczę w końcu jakieś dobre kino. Może dlatego postawiłem sobie poprzeczkę tak wysoko. Z przykrością muszę stwierdzić, że film ten nie zbliżył się wcale do poziomu jaki spodziewałem się ujrzeć.
Fabuła tegoż dzieła jest dla mnie ekstremalnie absurdalna. Przez pierwsze pół godziny próbowałem zrozumieć przekaz, wczuć się w przedstawioną w scenariuszu sytuację. Mijały kolejne minuty i nadal wiało nudą, a ja nadal nie widziałem sensu w tej historii. Mniej więcej od połowy filmu akcja trochę się rozkręciła, ale polegało to na tym, że co chwilę po ekranie lała się krew i flaki.
Po czym film zaczął mi się kojarzyć z kolejną częścią Piły tylko w wydaniu s-f . Właśnie w tej samej chwili kilkanaście osób wyszło z sali, ja również miałem taki zamiar ale postanowiłem sprawdzić czy jednak coś się dalej nie zmieni na lepsze. Nie mówię, że mam negatywne nastawienie do filmu Piła, bo byłem na pierwszych 3 częściach, dlatego takie sceny nie wzbudzają we mnie szoku, tylko niech pojawia się to w jakiś sensownych okolicznościach. Pod koniec seansu miałem takie wrażenie, iż kolejna VI cześć Piły chyba będzie ciekawsza;)
Co do bezsensowności scenariusza to całe to zobojętnienie ludzkości na pałętające się przez 20 lat po mieście jakieś "krewetki", jest dla mnie niezrozumiałe w obliczu tego, iż nie było tam nigdzie nakreślone to, że UFO oddziaływało jakoś na ludzi, aby się zachowywali tak nienormalnie.
Dlaczego organizacja ”humanitarna” zajmowała się prawami UFO, jak sama nazwa wskazuje, że powinna zajmować się prawami ludzi.
Jeśli chodzi o gangi murzynów handlujących z UFO kocią karmą i bronią oraz prostytuujące się kobiety z "krewetkami" to nie ma problemu - to jest nawet ciekawy pomysł, ale szkoda, że cały bezsensowny scenariusz rzuca beznadziejny cień na ten nawet do przełknięcia wątek.
W pewnym momencie z tego dużego statku UFO wydobyła się fala uderzeniowa wyglądająca jak wybuch bomby atomowej, która spowodowała wybicie wszystkich szyb w oknach w całym mieście, niewątpliwie musiało to spowodować jakieś straty w ludziach. Ale gdzie tam wszyscy byli bardzo uradowani i bili brawo w geście radości. HELP co za bzdury? Mam nadzieje, że nigdy ludzkość nie upadnie do takiego poziomu. Wygląda na to, że scenarzysta musiał mieć bardzo ciężkie dzieciństwo...
Wstawki gdzie ludzie wypowiadają się do kamery oraz przedstawienie wydarzeń w formie reportażu TV, to całkiem ciekawy pomysł. Dlatego sama realizacja i wykonanie filmu OK, efekty specjalne też dobre, ale ludzie tak badziewnej bajki to już dawno nie widziałem!!!
Może miałem złe podejście do tego filmu i nie potrafiłem aż do końca seansu pojąć wątłego i niespójnego przekazu autora, ale przestrzegam wszystkich, którzy oczekują, iż jest to film rewolucjonizujący kino s-f oraz najlepszy film roku. NIC z tych rzeczy!!!