FILM

Gamer (2008)

Recenzje (1)

"Gamer" roztacza przerażającą wizję świata, w którym jedni ludzie kontrolują innych poprzez gry komputerowe. Pomysłodawcą przedsięwzięcia o nazwie "Społeczeństwo" jest niejaki Ken Castle (znakomity Michael C. Hall). Wygląda to mniej więcej tak. W domu przy wyrafinowanym sprzęcie siedzi obżerający się jakimś świństwem spaślak, który "wciela się" w seksowną blondynkę, by uprawiać seks z nieznajomymi (oczywiście płci męskiej). Wybrana przez niego postać ze "Społeczeństwa" jest prawdziwym człowiekiem, który za sprawą wszczepionej wysublimowanej technologii musi biernie wykonywać rozkazy. Istnieje także ekstremalna wersja gry, "Zabójcy", gdzie uczestnikami są skazańcy. Gracze manipulują nimi podczas regularnej walki z użyciem wszelakich broni. Tu za konsolą siedzi nastolatek, którego "bohater" - Kable - jest o krok od przejścia ostatniego etapu a tym samym, o krok od wolności. I chociaż rozgrywki - jak niegdyś walki gladiatorów - obserwują miliony na całym świecie, istnieje grupa anarchistów (Humanz), która chce zakończyć dzieło pana Castle, widząc w nim nowoczesną formę niewolnictwa.

Wszystko ładnie, pięknie. Obsada wyborna (obok Halla, Gerard Butler, Kyra Sedgwick a nawet bardzo przekonujący Ludacris). Wizualnie też jest imponująco. Całość przypomina teledysk, pomieszany z reklamą i grą komputerową. Bardzo dynamicznie, nowocześnie, odważnie ale z zachowaniem niezbędnych w dobrych sensacjach wybuchów i pościgów. Problem w tym, że tak naprawdę czeka nas kolejna historyjka o mężczyźnie po przejściach, o cierpiącym ojcu rodziny, który musi walczyć, by ją odzyskać. Trzeba było skupić się na samej idei takiej gry, pogłębić wątki etyczne, lepiej zarysować postaci, przełożyć ciężar na bezwzględnego twórcę nowej (komputerowej) rzeczywistości, potraktować temat bardziej abstrakcyjnie, uniwersalnie i wyeliminować powielaną do znudzenia historyjkę o złamanym przez życie facecie. Dlaczego "Matrix" był tak znakomity i rewolucyjny? Nie tylko z uwagi na niespotykane dotąd efekty specjalne, lecz również dlatego, że unikał banału. Neo był człowiekiem bez przeszłości, zwykłym kolesiem przed komputerem, takim, jak każdy z nas, i to sprawiło, że film był fascynujący.

Jestem fanką Philipa K. Dicka, uwielbiam profetyczne historyjki o tym, w jakie bagno brnie ludzkość, kocham wizjonerstwo twórców science fiction i zawsze chętnie popatrzę na roznegliżowanych, bijących się facetów. Ba, nawet byłam zachwycona poprzednimi filmami Marka Neveldine'a i Briana Taylora (chodzi o dwie części "Adrenaliny"). Niestety, chociaż spełniam wszystkie targetowe wymogi, "Gamer" bardzo mnie rozczarował. Co gorsza, zakończenie to otwarta furtka do sequela.

Więcej o filmie: