Bohaterem jest 11-letni Marek, który marzy o wyprawie do Wenecji, dokąd wcześniej jeździła jego rodzina. Niestety, jest rok 1939 i przychodzi wojna. Matka postanawia zabrać chłopaka do mieszkającej w podupadającym pałacyku nad Sanem ciotki. Z czasem pod dachem Weroniki gromadzą się jej wszystkie siostry i ich dzieci, także matka, opiekunka, młoda dziewczyna ze wsi. W zalanej piwnicy budują swoją własną Wenecję. Iście utopijne miejsce, w którym można zapomnieć o wojnie.
"Wenecja" to przede wszystkim film piękny. Misternie dopracowany stylistycznie (wspaniałe fryzury i stroje), pełen zachwycających krajobrazów, nakręcony w fantastycznej "patynowej" tonacji. Zdjęcia Artura Reinharta w pełni zasługują na przyznaną mu podczas minionego festiwalu w Gdyni nagrodę. Nowe dzieło Kolskiego to artystyczna uczta, gdzie z gracją miesza się uroda przyrody, kobiet, dzieci.
Pod tą jakże miłą dla oka przykrywką rozgrywają się jednak dramaty. Sielskie obrazy, jak zabawy na drzewach, karnawał w "Wenecji", bieganie po rosie, przeplatane są krótkimi acz bardzo sugestywnymi i drastycznymi scenami, pokazującymi brutalność tego okresu w polskiej historii. Film Kolskiego to jednak nie tylko dramat wojny, która na rozmaite sposoby dotyka bohaterów, zmienia ich. To także opowieść o trudach dojrzewania, o pierwszych uniesieniach, odkrywaniu się, młodzieńczych doświadczeniach, fantazjach. To ponadto historia kobiet. Kobiet rozczarowanych życiem, szukających miłości i szczęścia, uwikłanych w pozbawione namiętności związki, niechcianych, samotnych.
Kolski stworzył bogaty i kolorowy kolaż wojennych pocztówek, w którym znalazło się miejsce nie tylko na gorycz, smutek, egzekucje i naloty, ale także na śpiew, śniadania na świeżym powietrzu, pierwsze pocałunki i krótkie chwile zapomnienia.
„Wenecja” Jana Jakuba Kolskiego opowiada o wojnie widzianej oczami dorastającego chłopca. Marek (Marcin Walewski) marzy by wyjechać do Wenecji. Czuje się samotny i przerażony w otaczającej rzeczywistości, gdzie ojciec służy w wojsku, a matka (Magdalena Cielecka) zbytnio się nim nie interesuje.
Chłopiec wyjeżdża do willi ciotki Weroniki (Grażyna Błęcka-Kolska), gdzie z pomocą przyjaciół, ciotki Klaudyny (Julia Kijowska) i Basi (Agnieszka Grochowska) tworzy w podtopionej piwnicy swoją Wenecję. Urządza tam wspólne spotkania i wkrótce miejsce to, staje się oazaą dla wszystkich.
Niestety w rzeczywistości wojennej, wspólne chwile szczęścia okazują się być bardzo ulotne…
Przede wszystkim warto zwrócić na dojrzałe aktorstwo nieletnich aktorów, którzy są naturalni i potrafią nawet bez słów sugestywnie wyrażać uczucia, Magdalenę Cielecką, która potrafi być chłodna i wyniosła by zaraz być pełną temperamentu i tęsknoty kobietą.
To powolne, refleksyjne kino. Skupia się na uczuciach, wychwytywaniu wszelkich niuansów i detali otaczającej rzeczywistości. Znakomite zdjęcia wychwytują piękno wszelkich gestów i zjawisk, komponując się z idealistyczną wizją świata chłopca. A jednocześnie montaż potrafi być dynamiczny, ostry, poszarpany. Sfera wizualna „Wenecji” jest przepiękna, poetycka i malownicza. To historia o samotności, sile więzi międzyludzkich, o tym jak mimo wszystko warto się cieszyć i korzystać z każdej chwili. Trudno zapomnieć scenę radosnej zabawy czterech sióstr w wodach Wenecji, które uwierzyły, że naprawdę się w niej znajdują, a nie jest to tylko zatęchła piwnica… A żydowski chłopiec uwierzył, że jest znanym skrzypkiem, choć wiedział, że w każdej chwili może zostać zabity przez Niemców. Mimo, że można mieć wrażenie dłużyzn, ze czasem dialogi i sceny wydają się pretensjonalne, to wartościowy i przejmujący film.