FILM

Elita zabójców (2011)

Killer Elite
Inne tytuły: The Killer Elite

Recenzje (1)

Danny (Statham) jest zabójcą na zlecenie. Po jednej z akcji postanawia wycofać się z zawodu, o dziwo skutecznie. Kiedy remontuje beztrosko wiejską chatkę, w której mieszka, dowiaduje się, że jego mentor - Hunter (Robert De Niro) został schwytany przez arabskiego szejka. Jako zabójca z kodeksem honorowym, rusza z odsieczą. Nie wie jednak, że cała sprawa jest bardziej skomplikowane niż się wydaje.

"Elita zabójców" wiele nie różni się od większości produkcji, w których występuje Jason Statham. Jest dużo pościgów, jakieś eksplozje, widowiskowe pojedynki (imponujące, co były pływak potrafi zrobić przywiązany do krzesła), kilku typów spod ciemnej gwiazdy oraz dużo szlachetnej postawy. Bo Jason, jak zawsze, choć jest zły jest dobry, natomiast Clive Owen mimo, iż stoi po właściwej stronie do sympatycznych nie należy. Robert de Niro z kolei fantastycznie wygląda, a przy okazji dzieli się kilkoma cennymi poradami m.in. kulinarnymi. I tak mamy fajną dynamikę, chemię między tymi bohaterami i nieco humoru. Oczywiście, obowiązkowo, pojawia się również kobieta, która pod szorstkim, nieogolonym pancerzem, dostrzega wielkie serce Stathama.

Jest więc dość tendencyjnie, film wyróżnia się jednak klimatem lat 80., z obfitymi wąsami Owena czy bokobrodami, dzięki którym Dominic Purcell znany ze "Skazanego na śmierć" wygląda jak Lemmy z Motörhead. Do tego dochodzą krótkofalówki, otwieranie zamków przy pomocy piłki tenisowej, stare, kanciaste samochody i inne smaczki, które sprawiają, że dzieło Gary'ego McKendry'ego ogląda się z przyjemnością. Całość jest zgrabnie poprowadzona, potrafi trzymać w napięciu, a polityczny aspekt (rzecz oparta jest na faktach) dodaje atrakcyjności.

Owszem, "Elita zabójców" to obraz z kategorii zabili go i uciekł, a potem żyli długo i szczęśliwie, ale znakomicie zagrany, bogaty w akcję, ładnie wystylizowany i z fajną punkową muzyką w tle.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC