FILM

Looper - Pętla czasu (2012)

Looper

Recenzje (2)

Loopers to grupa zabójców działająca na usługach organizacji przestępczej. Ich szefowie z przyszłości przysyłają im ludzi, których ci mają się pozbyć. Z czasem muszą likwidować samych siebie. Jeden z nich, ma jednak inny plan.

"Looper" to bezapelacyjnie świetny pomysł. Udało się też zebrać dobrą obsadę (Jeff Daniels z wiekiem jest coraz lepszy, a młodziutki Pierce Gagnon niezwykle przekonujący). Nie brakuje ciekawych rozwiązań, zwrotów akcji, niespodziewanych ruchów. Są też niezłe efekty. Całość niestety rozczarowuje.

Obraz Riana Johnsona zamiast wciągać, nuży, zamiast intrygować z czasem też nuży. Jest na dodatek zbyt czytelny, transparentny i naiwny. Widz nie musi się szczególnie natrudzić, by połączyć kropki. Najgorsze jednak, że jest chaotyczny, rozedrgany, gdzieś pomiędzy sensacją, a dającym nadzieję obrazie o sile miłości. Między mroczną, brutalną rzeczywistością, a romantyczną wizją. Bezwzględnością, a szlachetnością.

Film niewątpliwie ma swoje atuty, seans nie jest szczególnie męczący, gdzieś jednak pozostaje niedosyt i poczucie zmarnowanego potencjału.

W roku 2042 podróże w czasie jeszcze nie istnieją, ale już za 30 lat ma się to zmienić. Skoki w przeszłość mają być możliwe, przez co każdy będzie się starał wykorzystać je na własny użytek. Takim przełomowym odkryciem nie gardzi również mafia, która proceder ten upatrzyła sobie, jako idealne rozwiązanie do pozbywania się niewygodnych osób. Wysyłają ich w przeszłość, gdzie są eliminowani przez zabójców zwanych Looperami. Ustalony czas i miejsce, ofiara zakneblowana, spętana i z workiem na głowie. Jeden strzał, śmierć, pozbycie się ciała. Koniec zadania. Zapłata od ręki i beztroskie życie to, to co kusi każdego młodego człowieka. Wyjątkiem nie jest też Joe, który wręcz kocha tę fuchę. Dzięki niej stać go na wszystko, czego tylko zapragnie i pewnie nigdy by mu się to nie znudziło gdyby nie pewien szczegół. Mianowicie od czasu do czasu Looper musi zamknąć pętlę, co dosłownie oznacza zabicie samego siebie z przyszłości. Gdy tego dokona, przechodzi na emeryturę i cieszy się pozostałymi mu 30 latami życia. Któregoś dnia Joe musi w końcu zamknąć własną pętlę, niestety chwila zawahania sprawia, że „obiekt” ucieka. Rozpoczyna się więc pościg, gdyż mafia nie toleruje żadnych uchybień i wpadek. Kto wygra wyścig z czasem? Czy w przeszłości można zmienić swój teraźniejszy los? Czy Joe zdoła powstrzymać samego siebie i zmieni przyszłość? Na pytania te odpowiedzi już jednak poszukać musicie sami.

Od razu zaznaczę, że „Looper” to film, na który jakoś wyjątkowo nie czekałem. Wiedziałem, że na pewno wybiorę się na niego do kina, ale nie było w tym jakiegoś większego podniecenia. Oczywiście zachęcała obsada, osoba reżysera i tematyka, niemniej jednak kolejne zapowiedzi i dokładny opis fabuły jakoś do mnie nie przemawiały. Po prostu obawiałem się tego, czego niemal zawsze w tego typu produkcjach - miernoty scenariusza, fajerwerków wizualnych i przekombinowanej historii.Nauczyły mnie tego ostatnie lata i projekcje takich tytułów jak choćby „Najczarniejsza godzina”, „Wyścig z czasem”, czy „Skyline”. Tam również obsada, twórcy i temat przewodni zapowiadały się ciekawie, co jednak z tego wyszło, raczej większość z was już wie. A jak prezentuje się nam „Looper”? Od razu powiem, że o niebo, a może i dwa, lepiej od wymienionych produkcji!

Obraz Riana Johnsona od razu zaczyna się z wysokiego „C”. Choć na początku otrzymujemy typowy prolog, w którym dowiadujemy się wszystkich najistotniejszych szczegółów związanych z historią podróży w czasie i pracą Looperów, to jednak twórca na tyle sprawnie go zmontował, że od razu zostajemy złapani w sidła tej historii. Początkowo wydaje się, że jest ona naprawdę prosta, że mamy w niej tylko ofiarę i kata, jednak każda upływająca minuta będzie stawiać przed nami kolejne pytania. Jak słusznie już zauważyło wiele osób, pan Johnson posługuje się w tej produkcji aspektami znanymi głównie z filmów noir. Całkowicie zaciera on granice między dobrem a złem, między bohaterem pozytywnym a negatywnym. To nam w całości pozwala ocenić każdą z postaci, to my mamy wraz z nimi starać się dokonywać najodpowiedniejszych wyborów. I to właśnie w tych skomplikowanych wyborach naszych bohaterów tkwi cały geniusz tej produkcji. Każda z postaci oczywiście kieruje się swoimi priorytetami, niestety niemal wszystkie podjęte decyzje oznaczają dla drugiej osoby tragiczne konsekwencje. Tu tak naprawdę nic nie jest proste, czas upływa nieubłaganie, a jego pętla zacieśnia się z każdą chwilą.

Ozdobą tej produkcji są bez wątpienia doskonałe kreacje aktorskie. Po raz kolejny okazało się, że te skromniejsze budżetowo filmy, ale z ciekawym scenariuszem potrafią bardziej czarować, niż te, na które wytwórnie wykładają setki milionów zielonych banknotów. A wszystko przez to, że są znacznie mniej przesadzone wizualnie. Kto dziś wspomina takie filmy jak „Gattaca - Szok przyszłości”, „Mroczne miasto”, czy „Equilibrium” poprzez pryzmat efektów komputerowych? Raczej nikt, bo te produkcje urzekały widza głównie znakomitą, wciągającą historią i świetnymi kreacjami aktorskimi. Taki też jest „Looper”. Twórcy przede wszystkim dają nam tu świetny scenariusz, który idealnie na ekran przenoszą nam aktorzy. W najlepszym swoim stylu, jawi się nam Bruce Willis, który ponownie udowadnia, że pomimo upływu kolejnych lat wciąż jest w formie. W jego wykonaniu Joe naprawdę może się podobać, gdyż Bruce znakomicie wciela się tu w bohatera srodze doświadczonego przez życie. Niemniej jednak to, co go spotkało było pasmem jego własnych złych wyborów, dlatego gdy trafia do przeszłości robi wszystko, żeby to naprawić.

Na to znów nie godzi się młody Joe, w rolę którego genialnie wcielił się Joseph Gordon-Levitt. To właśnie on nadaje temu filmowi najjaśniejszych barw. Bawi się swoją postacią, przez co szybko zyskuje naszą sympatię. Poniekąd jest to postać tragiczna, ale pamiętać musimy, że do końca nie można żałować kogoś, kto świadomie obiera złą ścieżkę w życiu. Reasumując, wspaniały popis aktorski tego chłopaka. Kroku obu panom dotrzymuje jak zawsze urocza Emily Blunt. Tutaj przypadła jej rola kobiety po przejściach, która w końcu pojmuje własne błędy i postanawia poświęcić wszystko dla swojego dziecka. I właśnie na końcu jeszcze kilka słów o Cidzie, o którym mało kto wspomina, a który na mnie zrobił przeogromne wrażenie. Zagrał go młodziutki Pierce Gagnon, który już w 2010 roku zwrócił moją uwagę w filmie „Opętani”. W sumie był to niewielki epizod, ale zapadł mi głęboko w pamięci. Jakoś już tak mam, że gdy dziecko potrafi tak świetnie wcielić się w rolę osoby zepsutej, to na zawsze zapada w mojej pamięci. Tak było z Drew Barrymore w obrazie „Podpalaczka”, Harveyem Stephensem w „Omenie”, Jodelle Ferland w „Krainie traw” i od seansów „Opętanych” oraz „Loopera” będzie tak właśnie z Piercem Gagnonem. Jego występ to prawdziwe show, a dlaczego tak jest przekonacie się już podczas projekcji.

„Looper - Pętla czasu” to dla mnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń 2012 roku. To obraz, po którym nie spodziewałem się wiele, a jednak potrafił mnie zauroczyć. Nie jest on zrealizowany perfekcyjnie, można się przyczepić do niektórych szczegółów, ale i tak będzie on o wiele, wiele lepszy od niejednego wysokobudżetowego dzieła sci-fi, jakie pojawiły się w tym sezonie kinowym. A to właśnie dla takich niespodzianek najbardziej kocham kino. To właśnie ten dreszczyk emocji, który otrzymujemy w najmniej spodziewanym momencie pozwala mi wciąż sięgać po kolejne tytuły. Pozwala mi wierzyć, że gdzieś w Hollywood wciąż jeszcze drzemie potencjał na dobre i inteligentne filmy. Dlatego polecam seans „Loopera” głównie po to, aby znów poczuć tę magię kina, żeby dać się zaskoczyć i jeszcze raz obudzić wiarę w amerykańską kinematografię.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC