Profesor Joseph Coupland (Jared Harris), wraz z oddanymi studentami, szuka dowodów aktywności istot z zaświatów. Do jego grupy dołącza niewinny, nieświadomy zagrożenia operator kamery Bryan McNeil (Sam Claflin). Chłopak ma jedynie sfilmować przebieg testów. Obiektem eksperymentów jest młodziutka Jane Harper (Olivia Cooke), która uważa, że w jej ciele znajduje się jeszcze jedna dusza, niejakiej Evey. Coupland chce uwolnić dziewczynę od demonicznego brzemienia. Powodzenie misji staje pod znakiem zapytania, gdyż uniwersytet w Oksfordzie wycofuje się z finansowania badań. Profesor postanawia kontynuować je na własną rękę. Jak łatwo się domyślić, eksperyment wymyka się spod kontroli.
To mógł być intrygujący horror w stylu retro. Reżyser i scenarzysta dzieła - John Pogue - zdecydował się na sprytny trik. Część scen obserwujemy okiem kamery Bryana. Zdjęcia chłopaka są niedoskonałe, rozedrgane, przez co pozwalają lepiej odczuwać lęki badaczy. Problem polega jednak na tym, że to co budzi trwogę w kamerzyście, niekoniecznie będzie przerażać nas. Cóż jest strasznego w wybuchających rurach, parzącej skórę laleczce czy pojawiających się znienacka demonicznych znamionach? Momentami bywa nawet śmiesznie, choć według zamierzeń scenarzystów, wymiotująca duchem panna Harper miała być zapewne odrażająca. Tylko ludzie są tu straszni, a właściwie ich nieludzka ciekawość, brak hamulców i wątpliwa moralność.
Atmosfery grozy nie buduje też drętwa, nierówna gra aktorów. Profesor Coupland powinien emanować charyzmą, być kimś na pograniczu badacza i szarlatana. Niestety rola Jareda Harrisa przypomina mi nieudaną kreację z serii "Dary Anioła", gdzie również zagrał nauczyciela z nieczystym sumieniem. Zadaniu sprostał Sam Claflin w roli cnotliwego Bryana. Jako jedyny pokazał na ekranie prawdziwe emocje, a nie zlepek wymuszonych grymasów i pisków. Największą niewiadomą pozostaje Olivia Cooke. Z jednej strony wiem, że opętanie Jane Harper nie przyprawi mnie o nocne koszmary, a z drugiej widzę, że oko kamery polubiło młodą Brytyjkę.
Renoma reaktywowanego po latach studia Hammer miała być gwarancją horroru na najwyższym poziomie. Niezły scenariusz i solidnie dobrana obsada też pobudzały apetyt na grozę. Obraz "Uśpieni" nie jest tandetnym straszydłem, ma w sobie urok kina sprzed lat. Szkoda tylko, że nie zapewnia najmniejszego dreszczyku emocji.