Jan (Daniel Brűhl), Peter (Stipe Erceg) i Jule (Julia Jentsch) wierzą, że mogą zmienić świat. Gardzą nowobogackimi, systemem i obowiązującym porządkiem świata, a chcąc zamanifestować swoje poglądy włamują się do posiadłości zamożnych. Nie chodzi jednak o zabawę we współczesnego Robin Hooda. Jan i Peter po wtargnięciu na terytorium "wroga" jedynie przestawiają meble w domu, zostawiając wiadomość: "Dni twojego bogactwa są policzone". Wszystko układa się znakomicie, dopóki Jan nie wciąga do "zabawy" Jule i kilka spraw wymyka się spod kontroli. Wówczas "Edukatorzy" muszą nieco zmienić postawę oraz nagiąć swój światopogląd, aby - najprościej rzecz ujmując - ratować własne tyłki.
Opowieść może wydawać się banalną, taką jednak nie jest. To skondensowana, zabawna i błyskotliwa lekcja życia. Jak pokazuje obraz Hansa Weingartnera, nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, a nieszczęścia najczęściej chodzą parami. Kolejne wydarzenia w naszym życiu są niczym kostki domina - jeden zły ruch i wszystko się wali, a wtedy trzeba nie lada refleksu, sprytu i wysiłku, żeby to znów poukładać. Historia Jana, Petera i Jule uzmysławia nam także, że absolutnie każda decyzja niesie ze sobą nieubłagane i nieodwracalne konsekwencje. Nie jest więc łatwo, ale trzeba pamiętać, że zawsze może być gorzej, kiedy w cały ów ambaras wplącze się miłość. Na przykładzie bohaterów filmu widzimy, że z miłością jest tak, jak z młodzieńczymi ideałami - nie sposób ich kontrolować i nic nie może zagwarantować, że będą trwać wiecznie.
Finał "Edukatorów", choć dość idealistyczny i może nazbyt umoralniający, nie jest naiwny czy pretensjonalny, lecz krzepiący i dający nadzieję. A w końcu takich właśnie lekcji nam potrzeba.