FILM

P.S. Kocham cię (2007)

P.S. I Love You

Recenzje (3)

Bohaterami opowieści jest mieszkająca na Manhattanie para, która boryka się z problemami finansowymi. Dzięki jednak płomiennemu uczuciu, jakie połączyło ich przed dziesięcioma laty, wspomniane kłopoty są fraszką. Prawdziwy dramat nadciąga w momencie śmierci mężczyzny. W kwiecie wieku przegrywa on walkę z rakiem. Za życia jeszcze udało mu się zaaranżować wysyłkę listów do żony, które - już po jego pogrzebie - mają pomóc jej przetrwać i oswoić ze stratą.

Fabuła filmu do złudzenia przypomina niezwykle poruszający, ciepły, a także zabawny debiut reżyserski Anthony'ego Minghelli z 1990 roku - "Głęboko, prawdziwie, do szaleństwa". To również opowieść o młodej wdowie, która fizycznie i psychicznie nie jest w stanie pogodzić się ze śmiercią ukochanego męża. Ten, wierny jej nawet zza grobu, wraca jako duch i próbuje pomóc przetrwać najcięższe chwile oraz... wyswatać ją z nowym atrakcyjnym mężczyzną. Kameralny film Minghelli miał to, czego zabrakło produkcji Richarda LaGravenese - lekkość, prostotę i spójność, a przy okazji wzruszał jak mało która komedia romantyczna. Także obsada "P.S. Kocham Cię" pozostawia wiele do życzenia. Hilary Swank ma dar do wybierania fatalnych dla siebie scenariuszy. Po "Jądrze" i "Pladze" to kolejna rola, z której jej wielbiciele zapewne nie są dumni. Jej absolutnie idealny partner z planu komedii, Gerard Butler, robi co może, aby pojawiła się między nimi chemia, ale nie iskrzy ani przez moment.

P.S. Film warto obejrzeć dla kochanej przez miliony byłej "przyjaciółki" Lisy Kudrow, która ma zdecydowanie najlepsze kwestie, a jej rola dużo mówi o współczesnych kobietach. To zaprzeczenie niewinnych dziewoi. One wiedzą czego chcą, nie marnują czasu na gierki. Więc może rzeczywiście lepiej zamiast do kina po prostu wyruszyć w poszukiwaniu tej jedynej osoby?

Późne przebudzenie

„P.S. Kocham cię” Richarda LaGravanese to romantyczna historia o miłości, której bohaterką jest Holly (Hilary Swank). Jej mąż Gerry (Gerard Butler) jest beztroski i nie zawsze odpowiedzialny, ale zawsze potrafiący ją rozbroić swoim humorem, energią i pasją. Kiedy umiera na guza mózgu, kobieta popada w depresję. Zamyka się w domu, ogląda stare filmy i nie ma ochoty wstawać z łóżka. W dniu swoich 30 urodzin dostaje tajemniczą przesyłkę. Okazuje się, mąż napisał do niej przed śmiercią listy, w których zachęca ją do rozmaitych działań, między innymi występu w klubie karaoke. Holly odżywa i wraz z przyjaciółkami, postanawia realizować polecenia... Czy to jednak wystarczy by zagłuszyć ból?
Gerry jest wiecznie uśmiechniętym mężczyzną, który czerpie życie garściami, nigdy się nie poddaje. Trudno się dziwić, że bohaterce trudno pogodzić się z jego śmiercią. Uczuciowo pokazana postać jej męża, jest oczywiście zasługą Gerarda Butlera, który wręcz oszałamia swoją charyzmą, drapieżnym urokiem i pokazuje prawdziwy komediowy talent.
Być może szkoda, że nie pokazano jednak więcej o małżeństwie Holly i Gerry'ego, że pominięto jego chorobę, a obraz ich małżeństwa ograniczył się do kilku scen. Mógł się z tego stworzyć ciekawy dramat, o tym, jak niepotrzebnie tracić czas na zbędne spory i przestać obwiniać drugą osobę. Twórcy skupili się jednak na tym, by była to ciepła komedia romantyczna i w tym także tkwi pewna mądrość. Zmarły Gerry nie pozwala żonie rozpamiętywać, zmusza ją do działań i otwiera na życie. A także na nową miłość...
Holly dopiero po jego śmierci, zaczyna rozumieć, jak wiele mądrości kryło jego pozornie niepoważne zachowanie, że miał odwagę chwytać swoje marzenia i tego chce nauczyć żonę.
„P.S. Kocham Cię” to ciepła opowieść o wielkiej miłości, gdzie nawet po śmierci dba się o ukochaną osobę, o tym, że trzeba chwytać z życia to, co najlepsze i żyć z drugą osobą, bez zbędnych kłótni, bo potem może być za późno. Holly odnalazła swoją drogę, ale dopiero po śmierci męża. I to jest właśnie posmak goryczy w całej tej historii, że można było coś przeżyć lepiej, można było bardziej kogoś uszczęśliwić, ale czasu już niestety się nie wróci...

P.S. Kocham cię

Jest to film, który jest perełką w dzisiejszych czasach. Nie ma w nim okrucieństwa, obłudy, rozwiązłości, wszystkiego tego, co tak bardzo rajcuje dzisiejszego widza. A jednak pozostawia wrażenie. Oglądałam go ponad miesiąc temu, a do dzisiaj wywołuje we mnie nostalgiczne uczucia.
Film opowiada o kobiecie i mężczyźnie, których miłość wychodzi ponad normalne standardy. No bo czy łatwo jest w obliczu własnej śmierci myśleć o drugiej osobie, nawet jeśli się ja bardzo kocha? Jasne, napisano na ten temat wiele książek, powstało wiele wierszy itp. Ale tak naprawdę, kiedy staniemy przed faktem, ze zostało nam niewiele życia, to w pierwszej kolejności pojawia się strach przed nieznanym, pretensja, że to juz koniec, i wiele innych emocji. Ilu z nas potrafiłoby być ponad to i po prostu skoncentrować się na swoim współmałżonku, próbując pomoc mu przetrwać trudne chwile po naszej śmierci? To pytanie osobiste.
Gorąco polecam ten film. Nie tylko wzrusza, bawi ale pobudza do głębokiej refleksji. Ja doszłam po nim do wniosku, że nie warto odkładać wielu rzeczy na później, bo może się bowiem okazać, że nigdy nie zdążymy ich zrobić. Zrozumiałam też, że warto myśleć o innych, zwłaszcza tych, których kochamy, nawet, jeśli mamy na te miłość niewiele czasu.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC