FILM

16 przecznic (2006)

16 Blocks
Inne tytuły: Sixteen Blocks

Recenzje (2)

Jack Mosley był niegdyś sprawnym policjantem, tyle tylko, że teraz czas wypełnia mu poszukiwanie kolejnej butelki. Koledzy z komisariatu zlecają mu więc eskortę świadka do sądu, licząc, że Jack sobie nie poradzi. Tak się bowiem składa, że przez tytułowe 16 przecznic trzeba przewieźć czarnoskórego młodzieńca, który w sądzie ma świadczyć przeciw skorumpowanym policjantom. Jack Mosley zaskoczy jednak nie tylko swoich dawnych kolegów, ale także podopiecznego.

"16 przecznic" jest tak naprawdę popisem jednego aktora. Bruce Willis znakomicie sportretował zmęczonego stróża prawa, który staje do walki ze skorumpowanymi policjantami. Patrząc na wychudzonego aktora ma się wrażanie ze zaraz się przewróci i już więcej nie wstanie. On jednak nie tylko stoi twardo na nogach, lecz także z większym lub mniejszym skutkiem unika pościgu policjantów z całego Nowego Jorku. Robi to na dodatek niewiele mówiąc, przypominając najlepsze role Humphreya Bogarta.

"16 przecznic" to niespecjalnie wybitna pozycja. To, co pokazuje Bruce Willis budzi jednak nadzieję, że doświadczony aktor w końcu porzuci role twardzieli i zainteresuje się bardziej skomplikowanymi postaciami. Aktor spędził blisko 30 lat przed kamerą i nie dostał nawet jednej nominacji do Oscara. Może pora zmienić ten stan rzeczy.

16 przecznic

Jack Mosley jest doświadczonym, ale zmęczonym wieloletnią służbą gliną. To małomówny samotnik z żółwim krokiem, niczym się nie wyróżniający, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Jack ma eskortować do sądu czarnoskórego świadka, Edwarda Bunkera, ten z kolei ma zeznawać przeciwko nowojorskiej policji. Jednak proste i szybkie zadanie okazuje się niebezpieczną ucieczką przed skorumpowanymi kolegami z pracy. Jack i Eddie muszą sobie nawzajem zaufać, by w 180 minut przebyć tytułowe 16 przecznic i nie dać się złapać... zastrzelić. To dwa różne charaktery. Glina z tajemniczą przeszłością i wygadany przestępca o niezwykle łagodnym podejściu do otoczenia. Stare przysłowie mówi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Toć to musi być prawdą skoro Mosley sprzedaje swoich, a opowiada się za zupełnie obcym mu młodzikiem, którego początkowo bierze za jednego z tych, co to trzeba po nich wiecznie sprzątać. Starzy kumple alias psy zająca zjedli :)
"16 przecznic" to imponujące, oryginalne kino akcji w reżyserii Richarda Donnera. Scenariusz powstał pod piórem Richarda Wenka (reżyser i scenarzysta, który ma na koncie bardzo słabiutkie filmy, jak "Z miłości do..." czy "Wamp") i jesteśmy raczej zgodni, iż jest to jego najlepsza dotychczas robota. Film nie jest typową rozrywką w stylu pif-paf, jesteś trup! Od samego początku kroi się jakaś intryga, której szczegóły poznajemy w trakcie ucieczki głównych bohaterów oraz w troszkę oklepanym już finale.
Ciekawe kreacje stworzyli tu: David Morse jako Frank Nugent, Mos Def w roli pechowego i raczej nie nadającego się na przestępcę roku Eddiego (aktor pojawił m. in. w "Czekając na wyrok", "Włoska robota" i "Autostopem przez galaktykę") - bardzo naturalistycznie zagrana postać z charakterystycznym głosem przyciąga uwagę widzów z całą pewnością uznacie aktorskie wysiłki słynnego amerykańskiego rapera, dziecka złotej ery hip-hopu, za występ udany i wartościowy. Jednak pierwsze skrzypce gra tu Bruce Willis, a jego postać właśnie zamierza złożyć wymówienie z pracy. Jack jest ociężały, ale zawsze czujny. W przeszłości popełnił wiele błędów, które niestety zhańbiły jego mundur. Teraz stara się o odkupienie.
W filmie napięcie wzrasta wraz z przebiegiem akcji, lecz nie jest utrzymane do końca. Pościg ulicami Nowego Jorku przesiąknięty jest dramatyzmem i narzuca swojską myśl: tak mogło być. Akcja przeskakuje z wnętrza budynków w plener ulicy i odwrotnie. Scena z autobusem, gdy Jack poświęca się dla sprawy, niestety wieńczy atrakcyjność filmu. Oczekujemy zaskakującego zwrotu akcji, czegoś co by nie przyszło nam nawet do głowy, co zrzuci nas z fotela, a otrzymujemy pusty emocjonalnie obrazek gliny trapionego wyrzutami sumienia i wydającego na siebie dobrowolnie wyrok. Pomysł bardzo interesujący, ale wykonanie blade, jakby zaczerpnięte z "Negocjatora" F. Gary Gray'a. Mosley dostaje to na co zasłużył, podobnie jego kumple. Bunkier zaś zostaje oczyszczony z zarzutów. Na podstawie pewnej sensownej zagadki, pod koniec filmu, poznajemy prawdziwe "ja" Mosley'a, który wymyka się jednoznacznej ocenie. W każdym człowieku drzemie dobro, głęboko ukryte daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Mosley jest tego przykładem. Jest przykładem determinacji życia człowieka przez poczucie winy i dążenie do odkupienia swych błędów.
Bruce Willis doczekał się statusu gwiazdy, która sama przebiera w scenariuszach i narzuca swoje warunki. Wraz z wiekiem staje się coraz to lepszym aktorem. Zaczynał od serialu "Na wariackich papierach", sławę zdobył dzięki trylogii "Szklanej pułapki", jak każdy aktor przeżywał wzloty ("Pulp Fiction", "Piąty element") i upadki ("Śniadanie mistrzów" i "Stan oblężenia"), lecz po dziś dzień nie przestał nas zaskakiwać. W najnowszej produkcji powtarza częściowo swoją rolę z "Osaczonego" jako wycieńczony gliniarz starający się zerwać z szumem towarzyszącym mu na każdym zakręcie (podkreślmy, starający się). Aktor sprawdza się w rolach twardzieli ze spluwą, srebrną odznaką u pasa i ze specyficznym charakterkiem, stawiającym opór przeważającej ilościowo i jakościowo sile.
"16 przecznic" nie sposób przegapić. Twórca "Zabójczej broni" zaprasza na mocne kino bez zbędnych fajerwerków. Fani strzelanek mogą poczuć zatem lekki niedosyt. Nacisk położono na psychikę i dramat wydarzeń, by widz bez większych trudności potrafił wczuć się w klimat. Film imponuje zwartością, znakomitymi dialogami, żywą akcją. Momentami jest też bardzo zabawnie (uwydatnia się komizm słowny), np. scena w mieszkaniu przypadkowego starego Azjaty (zobaczycie, zrozumiecie). Film nakręcono w bardzo szybkim tempie (21. 04. - 10. 06. 05 rok), choć światowa premiera miała miejsce 03. 03. 06 roku.
Film wart obejrzenia.

Więcej o filmie:


https://vod.plus?cid=fAmDJkjC