Pewnego ranka, nieco jeszcze zaspany dziennikarz radiowy Arthur Dent dowiaduje się, że jego skromny domek zniknie zaraz z powierzchni ziemi. Co więcej, za chwilę zniknie też cała Ziemia, gdyż znajduje się w miejscu planowanej już od dawna autostrady międzygalaktycznej. Na szczęście, bohater filmu posiada odpowiednie znajomości, które uchronią go przed zagładą. Jego czarnoskóry przyjaciel Ford Prefect okazuje się kosmitą i zabiera go w szaloną podróż po galaktyce.
Adams dał się w końcu przekonać do ekranizacji (choć dużo wcześniej powstały słuchowiska radiowe, miniserial oraz gra komputerowa) swojej kultowej powieści i angielski reżyser Garth Jennings nakręcił "Autostopem przez Galaktykę". A nie jest to zwykła komedia! Pisarz, dobry znajomy twórców Latającego Cyrku Monthy Pythona, wprowadził do kosmicznego świata groteskę, czarny humor i parodię. Dwugłowy prezydent Wszechświata, skupiający w sobie cechy szalonego polityka i ekscentrycznego gwiazdora pop, kosmiczni biurokraci Wogonowie czy pogrążony w ciężkiej depresji robot Marvin to galeria postaci świetnie parodiujących Ziemian.
Choć "Autostopem przez Galaktykę" będzie z pewnością bardziej zrozumiałe dla widzów, którzy wcześniej sięgnęli po książkę, każdy, kto lubi od czasu do czasu ponabijać się z utartych wizji naszej rzeczywistości, powinien wyjść z kina zadowolony.
Zanim wejdziesz do kina poproś swój mózg, aby popilnował Ci samochodu, podczas gdy ty pójdziesz się trochę pośmiać, jeżeli tego nie zrobisz, po piętnastu minutach zachce ci się do toalety, a twoje szare komórki zrobią wszystko żeby cię przekonać o tym, że najlepszą toaletę masz u siebie w domu i koniecznie musisz zobaczyć, czy aby na pewno jest tam gdzie ją zostawiłeś.
Wydaje mi się, że to dosyć dobra rada, lecz nie dajcie się zwieść - nie jest to odmóżdżony film. Broń Boże, mózg tego filmu, jest po prostu lekko kwadratowy i najprawdopodobniej podstawą jego konstrukcji są związki argonu. (Hahaha związki argonu a to dobre hahaha - Ekhm). Pamiętaj idąc na ten film nie zobaczysz kolejnego Galaxy Quest ani Shaun of the Dead, taa w tym ostatnim było więcej krwi, tutaj mamy tylko więcej trupów podejrzewam, że o jakieś 8 miliardów z hakiem.
Więc tak, mamy tutaj głównego bohatera, który ma problemy sam ze sobą, wielkie złe buldożery chcą mu rozjechać dom, dziewczynę odbił mu jakiś palant, a jego najlepszy kumpel cały czas nosi ze sobą ręcznik.
Ogólnie rzecz biorąc - przerąbane.
Ale to nic, w porównaniu z problemami pewnego robota, któremu zamontowano prototyp Prawdziwej Ludzkiej Inteligencji.
Pamiętajcie jak mówi Poradnik - "Jeżeli twoje życie wisi na włosku, to przede wszystkim Nie Panikuj, pomyśl o tym jakie było do tej pory wspaniałe i dziękuj Stwórcy, że mogłeś je przeżyć, a w przypadku, gdyby było ono pasmem samych porażek i nieszczęść, co jest bardziej prawdopodobne skoro znalazłeś się w takiej sytuacji, to dziękuj Stwórcy, że nareszcie dał ci szansę się od niego uwolnić"
Miłej zabawy na filmie życzy K-ji